Zrobiliśmy to razem – pierwszy Maraton za nami!

Wiem, że sama bym tego nie zrobiła, nie teraz… nie w tym roku. Gdyby nie ONI, na ten moment, maraton pozostał by mglistym marzeniem, a tak…. na raty, ale to zrobiliśmy! Razem! Przelecieliśmy maraton… I to jak! Na 3:21!
ekiden 2015Zawsze biegam sama, no może nie zawsze, ale zazwyczaj. W parze zdarza się od wielkiego dzwonu, a trening biegowy z grupą jakoś mnie nie kręci. Bieganie solo zawsze odpowiadało mi najbardziej. Traktowałam i w sumie do tej pory traktuję je jako MÓJ czas. Moment, kiedy jestem JA, moje myśli i siła w nogach. Taki osobisty detoks po całym dniu, ucieczka od rzeczywistości.
Inna sprawa to zawody. Tu biegniesz z ludźmi, tysiącami ludzi. Niby razem, ale… jednak oddzielnie. Nawet jeśli z kimś startujesz to w trakcie i tak jesteś sama i spotykasz swojego dopiero na mecie. Zawody to zawody, tu nie ma czasu na pogaduszki tylko zapierdzielasz przed siebie ile fabryka dała.

ekidenTym razem było inaczej. Byliśmy drużyną. Nie biegliśmy wszyscy razem, ale po sobie.
Pierwszy raz biegłam sztafetowo. Całkiem to zabawne jak lecisz w skwarze swoje kilometry a w ręce dzierżysz kawał plastiku, który jest w tym momencie najważniejszy…

ekiden 2015Dla mnie było to bardzo ciężkie 10 km. Zapach deszczu wisiał w powietrzu, ale ten ani myślał spaść. Cały tydzień było chłodno, a akurat w tę cholerną sobotę było gorąco jak w piekle. Ruszyłam, początek był nawet ok, początek czyli pierwsze 500 m, bo kiedy wybiegłam zza drzew, a tam sauna to od razu w głowie kłębiły się myśli… na cholerę mi to było ? Zamiast w sobotę siedzieć w domu na kanapie Ty zapierdzielasz w słońcu z jakimś badylem w łapie… jaki to człowiek gupi jest. I to jeszcze lecisz jak wściekła, bo wiadomo wynik musi być, pracujesz w końcu na sukces całej drużyny.  Jak zgubisz to cholerstwo to bieg niezaliczony i niestety, ale beknie cały team. Czujecie jaka to presja?
I jeszcze te bieganie w kółko, co ja jakiś chomik jestem? 10 km to 4 okrążenia, czyli 4 razy musiałam pokonać ten mały, ale szatańsko ostry i dziurawy podbieg, cztery razy mijałam naszych małych kibiców (nasza drużyna to rodzice, nasi znajomi to też rodzice, więc się tam spora ferajna uzbierała) Przecież ja jak widzę te małe pierdoły na trasie jak się tam drą, żeby szybciej to mi zaraz łzy w oczach ze wzruszenia stają,  tu jeszcze musiałam ich cztery razy oglądać, a oni na każdym okrążeniu darli się jeszcze mocniej.

Kiedy pokonałam swój dystans… czułam, że było źle. Zawiódł GPS, przebierałam tymi nogami jak wściekła, a ten mały kretyn mi ciągle powtarzał, że jakoś wolno biegnę… Nawet nie wiecie jaka była radość kiedy okazało się, że życiówka! Przeleciałam 10 km w 47:20.

A ogólnie… o3:21:44 to nasz ostateczny drużynowy czas! Wśród drużyn, które wystawiły minimum 4 kobiety zajęliśmy 4 miejsce! Zatem dziewczyny… jest moc! Mam nadzieję, że za rok staniemy w szranki w tym samym składzie 🙂

Asia (7,195 km) 00:36:26
Jarek (10 km) 00:47:04
Ilona (10 km) 00:47:20
Ola ( 5 km) 00:26:00
Monika (5 km) 00:24:37
Bartek (5 km) 00:20:17

Odnosząc się do samej imprezy… było super. Zawodników/drużyn bardzo dużo, ale atmosfera bardzo rodzinna. Kocyki, pikniki, rodzinny festyn na bogato 🙂 Polecam takie rozwiązanie dla biegających rodziców z dzieciakami. W związku z tym, że to sztafeta, spokojnie każdy pobiegnie, a małą trzodkę idzie ogarnąć bez większego wysiłku.

Dołącz do grupy aktywnych Mam:cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

 

 

Instagram:

ilo olo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: