Zabiegany Kazimierz.

Kiedyś do Kazimierza Dolnego jeździliśmy autostopem na festiwal filmowy. Były to jeszcze te czasy kiedy „dużo wina się piło i mało się spało” Potem rodzina, praca i o Kazimierzu zapomnieliśmy.
Niespełna miesiąc temu skontaktował się z nami organizator triady biegowej i zaproponował patronat nad 3 wydarzeniami. Czemu nie, ale w głowie miałam jedną myśl… nie pojadę tam na bieganie. Grafik mamy napięty, kalendarz startów zapchany, nie ma bata – przekonywałam Olę. Trochę mi się zmieniło kiedy zobaczyłam, że  akurat te niedzielę mamy wolną. Zmieniłam front. Myślałam, że Olka mnie zabije. Wypominała mi jak to się zarzekałam, ale widziałam, że jej się oko zaświeciło. Przekabaciłyśmy chłopaków, dzieci, jeszcze naszą Maryśkę przerobiłyśmy.

Dla leniuchów mamy Film (kliknij i obejrzyj)

Kazimierz przywitał nas wietrzną, ale słoneczną pogodą. Było idealnie na bieganie,  może inaczej… idealnie to by było gdyby ktoś nie zapomniał wyłączyć wiatru. Bieg malutki, na około pół tysiąca biegaczy. Lubimy takie kameralne imprezy. Mają zawsze swój urok. Takie eventy w większości obstawiają biegacze, mało jest przypadkowych uczestników. Nie ma lansu, ale za to jest bieganie.
Tym razem bieganie było wymagające. Warszawskie mieszczuchy raczej nie są przyzwyczajone do krętych tras z podbiegami. U nas w Warszawie to jest płasko i prosto, a nie jakieś tam pagórki. Żeby trenować podbiegi musimy często pół miasta przejechać 🙂  Na szczęście my podbiegi mamy opanowane.

Trasa bardzo malownicza. Jak ja to zauważyłam to musiało być pięknie.  Zazwyczaj jedyne co kojarzę z trasy to start i metę. Tym razem kojarzę jeszcze szatańsko długi i dość ostry podbieg. Jaki ten skurczybyk był zdradliwy. Zaczął się sporo przed 4 km, a skończył na 5! Jeszcze z zakrętem. Oszukiwałam się, głupia, byle do zakrętu, a potem z górki. Zgadnijcie co było za zakrętem? No właśnie! I to drugie tyle. Ile mnie energii ta górka kosztowała. Nogami kręciłam jak Struś Pędziwiatr, a na zegarku widzę spadek mocy. Ale zawsze jak jest podbieg to… musi być zbieg. Tylko zbiegów to ja zbytnio nie lubię. Szczególnie jak wiatr wieje na tyle mocno, że musisz wykręcać się jak sprężynka, żeby złapać powietrza w płuca. Cały powrót był pod wiatr, w większości na otwartej przestrzeni. Nienawidzę biegać pod wiatr. Moje 51, w porywach do 52 kg  żywej masy na wietrze drży jak osikowy listek. To właśnie na wietrze straciłam pięknie wypracowaną drugą pozycję wśród kobiet. Ostatecznie spadając na 4 w open.

Bycie 4 to chyba najgorsza opcja. Ale od czego są kategorie wiekowe. Tu zawsze sytuacja wygląda bardziej zachęcająco. Szkoda tylko, że nagrody się dublowały. Gdyby nie było dubli, w k30 na podium wylądowałbym razem z naszą Marysią.  Mi osobiście brakowało też pucharów, statuetek czy innych zbieraczy kurzu dla najszybszych zawodników. Były co prawda upominki, ale ja akurat wolałabym zamiast nagród trofeum do kolekcji.

Podsumowując bardzo polecam Wam udział w pozostałych dwóch biegach z całej triady. Do zdobycia jest jeszcze 10 km w Konstancinie i dyszka w Skierniewicach. Oba biegi znajdzie lada dzień w naszym kalendarzu.
Organizacyjnie impreza na poziomie. Trasa atestowana, punkty z wodą co 2,5 km, zaplecze sanitarne, chętna do pomocy obsługa, sprawnie działające biuro zawodów. Strefa zabaw dla dzieci. Po biegu posiłek regeneracyjny. I nie ma lipy, nie jakiś tam banan do łapy. Pełna kultura. Grillowany kurczak z warzywami i to na talerzu. Pakiety startowe dobrze wyposażone. Koszulka techniczna, czip, nr startowy, woda x2 i kulinarne drobiazgi od sponsorów. Z takich dwóch pakietów startowych to hummusu na tydzień czasu można naprodukować i jeszcze dobrze przyprawić 🙂 Na mecie wody pod dostatkiem i ładny medal. Organizator zadbał o obfitą fotorelację. Chyba każdy został przyłapany na bieganiu 🙂

Kazimierz zawsze postrzegałam jako miejsce kultury. Dziś wiem, że kultura fizyczna też jest tutaj na wysokim poziomie 🙂
Choć po powrocie do domu padaliśmy na twarz  to uwierzcie, że była to fantastycznie spędzona niedziela!

 

Dołącz do nas! Każdego dnia dajemy sporą dawkę silnej motywacji:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpgInstagram:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

 

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: