Wiązowana z niedosytem.

W pierwotnej wersji kalendarza nie brałam pod uwagę startu we Wiązownie. Jednak coś mnie podkusiło i w ramach kwietniowej rekompensaty za okrojenie kalendarza ostatecznie się zdecydowałam i na dodatek namówiłam Olę, ona namówiła Jarka i tak pojechaliśmy we troje.

12789833_1048328355228645_26055523_oMiało być pięknie. Jeden z najstarszych półmaratonów. Kameralny. Bez przypadkowych biegaczy. Ba! To jedna z takich imprez gdzie są sami biegacze – Ci zaprawieni!

Tak, Półmaraton Wiązowski to impreza rozpoczynająca sezon biegowy. Teraz w sumie sezon startowy bardzo się rozjeżdża, organizatorzy prześcigają się w tworzeniu eventów biegowych, więc sezon startowy mamy non stop. Ale Ci biegacze, którzy biegają po planach, z zachowaniem okresu roztrenowania etc. sezon startowy zaczynają we Wiązownie.

W tym roku, ja również postanowiłam dołączyć do tego zacnego grona biegaczy i …
co ja robię tu… uuuu?! I to nie dlatego, że za wysokie progi na moje nogi… tylko… o żesz ktoś tu nie ogarnia!

Od momentu kiedy tylko wjechaliśmy do miasteczka zaczęły się niespodzianki… niestety niezbyt fajne!

1. Niedosyt organizacyjny
Wjechaliśmy do miasteczka, a tam auto na aucie. Pytamy gdzie przewidziane są miejsca parkingowe dla uczestników biegu? W odpowiedzi słyszymy, że w sumie to prosimy parkować gdzie się da. No to zaparkowaliśmy… na drugim końcu miasteczka.
Podziwiając Wiązowną, a sporą jej część mogliśmy podziwiać, ruszyliśmy po odbiór pakietów startowych. W biurze zawodów „ludziów jak mrówków”. Ciasno, tłok, totalny chaos. Okazuje się, że obowiązują Cię dwie kolejki, bo jedna po numer startowy, a druga już z numerem po pakiet… haha pakiet… dobre sobie, ale o tym później. Oczywiście nie mogło być tak, że jedno z nas obrabia jedną kolejkę, długie drugą, a trzecie stoi na zewnątrz, żeby nie robić tłoku. Wszystko musi być odnotowane osobiście. Ja rozumiem papierologię, serio rozumiem, ale nie w sytuacji kiedy organizator zapisał więcej uczestników niż mógł ogarnąć. Co z tego, że Panie „w okienku” się uwijały?! Serio zaginały jak mróweczki. Były bardzo miłe i pomagały jak mogły. Miały po prostu zbyt dużo interesantów, żeby ich przerobić.

2. Niedosyt pakietowy
Z numerem startowym ustawiliśmy się w drugą kolejkę, tym razem po pakiet. Nadmienię tylko, że pakiet startowy kosztował nas 80 PLN od osoby. Biorąc pod uwagę nawet prestiżowe, duże biegi to pakiet w cenie 80 PLN to taki z serii drogich. Płacąc 50 PLN możesz spodziewać się koszulki technicznej, izotoniku, jakiegoś batona/żelu, drobnych gadżetów oraz przyzwoitego zaplecza na trasie. Tu w ramach pakietu startowego dostaliśmy wcześniej wspomniany numer startowy i koszulkę – wielką, bawełnianą. Rozmiarówka taka sama dla Pań i dla Panów. Czytaj męskie i damskie S to to samo. W swojej  eSce wyglądam jak w zdecydowanie za dużej pidżamie. Do tego garść ulotek i 4 agrafki.

3.  Niedosyt na mecie
Doleciałam na metę. Szczęśliwa, z piękną życiówka i językiem przyklejonym do podniebienia. Na piersi dynda medal. Tu szacun dla projektanta. Medale były piękne. Tylko kurde chce mi się pić. Pytam czy może jest woda dla osób, które ukończyły bieg. Tak jest, tylko trzeba jej sobie poszukać i nie do końca wiadomo gdzie. Może jestem wygodna i rozpieszczona, ale uważam, że woda po długim i szybkim biegu na mecie jest ważniejsza niż medal.

12799076_946510908730490_8162846487464792063_n4. Niedosyt pomiarowy
Kiedy widziałam wszechobecną oszczędność podczas tego biegu, odetchnęłam z ulgą kiedy zobaczyłam, że pomiar czasu nadzoruje datasport.pl W sumie nie zdziwiłabym się gdybym na mecie spotkała pana ze stoperem 🙂 Ale datasport.pl to przecież solidna firma. I teraz uwaga!!! Wpadam na metę. Mąż mówi, byłaś 12 albo 13 kobietą. Mój zegarek mówi o życiówka, 1.33.23, patrzę na tablicę z wynikami, a tam…. Brusiło 1:14:23. Dostaję SMSa tam również powtórzony wynik, który za całym szacunkiem nie należy do mnie. Co więcej jestem pierwsza w K30. Nieważne, że przede mną na mecie wcześniej była Stelmach czy Zielińska. Te nazwiska z swojej kategorii wiekowej akurat znam bardzo dobrze.
Poszłam zgłosić pomyłkę. „Nie, wszystko w porządku” – słyszę. No jak w porządku jak nie w porządku, biegłam ze swoim zegarkiem, wiem w jakim momencie startowałam i z jakim czasem mijałam zegar na mecie. To nie mój wynik! Ja chcę swój! Taki, na który pracowałam całą zimę! Nawet jeśli nie będę na podium.
„No rzeczywiście, pomyliliśmy się” – słyszę. „Sorry!”
Gdybym się nie przyznała to bym zaliczyła czyjeś podium. Gdybym nie biegła ze swoim zegarkiem to jeszcze byłabym gotowa uwierzyć, że pobiegłam na taki czas. Co więcej przypuszczam, że nikt by się pewnie nie zorientował.

12789872_10204380746238002_2068191274_oPod względem organizacji vs. opłaty za bieg było słabo. Rozumiem, że koszty itd. tylko jeśli by to tak obiektywnie porównać z innymi startami, taka jest prawda. I to nie to, że się czepiam czy marudzę tylko stwierdzam fakt.

Jednak mimo tych niedosytów widzę też elementy, których nie zepsuje nawet organizator.
To wspaniali, wychowani biegacze z ogromną kulturą biegową. Biegacze, z których duża część jest w Wiązownie od zawsze.
Trasa półmaratonu wygodna. Pierwsza połowa jakby bardziej z górki, druga jakby pod. Punkty z wodą rozstawione często. Z kubeczkami stoją fantastyczne dzieciaki. Mieszkańcy wspierają na każdym kroku i dopingują. To ten moment kiedy dociera do Ciebie, że bieganie to fantastyczna sprawa. To, że zbliża się wodopój było słychać na kilometr przed, bo dzieciaki nakręcały jakieś syreny i wyło to z dużym zasięgiem. To było cudowne.
Ten bieg to też wspaniali kibice. Lokalni mieszkańcy, dla których ten półmaraton to wielkie święto. Dzień, na który czeka się cały rok. I to właśni oni, Ci lokalni kibice dali temu startowi ogromny urok. Za to bardzo dziękuję!
To również dzięki Waszym ciepłym słowom na trasie i wesołym uśmiechom, które wymienialiśmy, kiedy próbowalam trafić w wystawiony dla mnie kubek z wodą pokonałam kolejny półmaraton szybciej, mocniej, lepiej. Uratowaliście ten event!

Bieg zakończyłam życiówką na dystansie półmaratonu z czasem 1.33.23. Życiówkę też zrobiła Ola – piękną, bo poprawiła się o 10 min i doleciała z czasem 1:48:50 Kibice! dziękujemy za doping!

Dołącz do grupy aktywnych Mam:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpgInstagram:

ilo olo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

 

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: