Urodziny w biegowym klimacie.

Czas płynie nieubłaganie szybko. Wczoraj był ten dzień kiedy wybiło mi po raz nasty 18 wiosen. Wybiło i coś się zmieniło.
Nigdy nie przykładałam dużej wagi do urodzin. Dzień jak każdy inny, no może z tą małą różnicą, że bezkarnie napchasz sie plackiem z kremem, wyjdziesz podylać do rana, albo zwyczajnie napijesz się wódki… tu już kto co lubi.
W tym roku było inaczej. Nie wiem czemu… może zaczynam dostrzegać, że czas zapier… jak szalony, a może jestem już zwyczajnie stara i bierze mnie na przemyślenia.
Wstałam rano… jak co rano. W sumie to nie wiem po jaką cholerę. Było święto, w kalendarzu na czerwono. Powinnam leżeć pępuszkiem do góry. Ostatnio było ciężko i sen był/jest luksusem. Wstałam. No wstałam, nie przyzwyczajona jestem do leżenia. Ostatnio w naszym życiu dziki szał… jak leżę to czuję się chora, a chorować nikt nie lubi. Wyszłam z domu i pobiegłam.

12592577_965704443477803_4074217704835581327_n
Nigdy wcześniej nie biegałam w urodziny, bo jakoś zawsze tego dnia było wolne w planie. Miasto snuło się jeszcze w świątecznym lenistwie, ja biegłam i myślałam, a głowa mi buzowała… dokładnie tak samo jak od kilku tygodni buzuje mi każdego ranka. Przestała koło 28 km, co wymyśliłam to moje. Przeleciałam 30 z ogonkiem, dość szybko, więc na pełnym chillu wpadłam do domu.
A tam… tam impreza! Tylko tak jakby im solenizantki zabrakło.
Jak solenizantka przekroczyła próg domu to Smingus Dyngus. Władowali mnie do wanny. Buty i zegarek ino uchroniłam.
Siedząc tak w tym mokrym ciuchu w wannie, jakoś niepostrzeżenie dostrzegłam, że mam mega fajną rodzinę. Dwóch świrów dzięki, którym ja też mogę czuć się dobrze ze swoją innością.

12143231_10204581583738814_636437921803865958_nPotem sto lat, torty i inne tam urodzinowe dyrdymały, w konsekwencji pojechaliśmy na trening pod Runmageddon do Legionowa. I wiecie co? Jadę tym autem i tak dociera do mnie, że my to jacyś nienormalni jesteśmy. Zamiast siedzieć w świeto na dupie, telewizor obejrzeć, to my ciągniemy tego naszego dzieciaka w jakieś krzaki. Chyba przeżywam kryzys wieku średniego…

Los tak chciał, że poniedziałek to poniedziałek, a jak poniedziałek to bez względu na to czy w kalendarzu czarno czy czerwono, BBL nocą musi być. Tak się składa, że to ostatnie w tym sezonie, jednocześnie urodzinowe…
Zebrało się nas ze 25 sztuk. To co mega fajne, wiele z tych osób było tam dla mnie. Właśnie po to by pobiegać razem w moje urodziny. Niezawdona Maryśka i Aga, Paweł, Kasia, Asia, która przywlekła ze sobą znajomych, Iza, Gośka w urodzinowej koszulce, wpadł Andrzej (mimo kontuzji), pobiegał też z nami Kuba, z którym tego dnia świętowaliśmy wspólnie. Smoczyca przytargała Raka, a Ola Pietruszkę. Przez pół świata jechała mała Iza. Kaśka, mimo, że dupsko jej zmarzło w Legionowie to wpadła polatać z nami. Po drodze dołączyła spóźniona Baśka. Kurcze… jest w moim życiu tak dużo ludzi dzięki, którym ten dzień był wyjątkowy. Ludzi obcych, a mimo wszystko tak bardzo bliskich. Takich, których motywuję ja, ale oni jeszcze bardziej motywują mnie.

12472723_965858096795771_2171869422004205044_nWtorek, niby to już dzień po… ale punkt 18:00 widzimy się u Magdy. Mega fajny, pozytywny gest… nasze koleżanki z Mamy ruszamy przygotowały specjalnie dla mnie imprezę urodzinową. Takie rzeczy się nie zdarzają! Magda udostępniła swoje mieszkanie. Upiekła wielką bezę, która była taka wywalona, że mało nie wysadzła sufitu swoim przepychem… z truskawkami… czujecie truskawki w marcu?! Coś czuję, że Jasiek Magdy za tymi truskawkami to pół Warszawy przeleciał, nie Madzia? Każda z dziewczyn coś przyniosła… pysznego. Jedzenia to było jak na weselu 🙂 A prezenty normalnie jak z listu od świętego Mikołaja…. ogniste gacie co dają plus 10 do szybkości. Zazdro, co?

1517681_966858700029044_4164739479231508263_nTe dwa ostatnie dni uświadomiły mi jak ważni są ludzie, których mamy przy sobie każdego dnia. Na co dzień zupełnie nie zwracamy na to uwagi, a to przecież ma ogromne znaczenie koło kogo zasypiamy i budzimy się każdego ranka, kto nas wspiera, komu na nas zależy i dla kogo chce nam się wstać codziennie rano. To ludzie kształtują nasz charakter, uruchamiają kreatywność i motywację. Sami, nie wytrzymalibyśmy nawet jednego dnia.

To były chyba moje najfajniejsze urodziny, choć bardzo męczące. Każdemu z Was życzę dobrych ludzi na co dzień. A „swoim ludziom” dziękuję za to, że jesteście!

Dołącz do nas! Każdego dnia dajemy sporą dawkę silnej motywacji:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpgInstagram:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: