Sposoby na jesienne lenistwo biegowe …

Tak…niestety… nastał ten czas, kiedy za oknem jest wilgotno, chłodno, nieprzyjemnie i często deszczowo. Wychodzisz na trening, a tu wiatr wieje Ci prosto w gały, że świata nie widzisz,  gil wisi do pasa, zziębnięte paluszki ledwo wciskają guzik stopera, bieżnia pod stopami często jest oszroniona, więc jeździsz jak świnka na lodzie.  A Ty masz bidoku do zaliczenia obwody na niepełnym wypoczynku. Jupiii!!!! Cieszysz się jak jasna cholera, nie?
Aaaaa wiedziałam, kopytka, aż się palą do biegania. Normalnie musisz uważać, żeby drzwi z futryną nie wyrawać, tak Ci się chce.

23-jpgNie wiem czy uwierzysz, ale ja też tak mam. Tak zdarzają się dni kiedy mi się zwyczajnie nie chce. Szczególnie kiedy siedzę zawnięta w ciepły kocyk i słyszę za oknem hulający wiatr.
W takich chwilach największym wyzwaniem nie jest sam trening, ale… samo wyjście na niego. Jak już się ruszysz to pójdzie. Nie mogę zagwarantować czy zrobisz go zgodnie z założeniami, ale jak już wyjdziesz to będzie z górki.

Ja na swoje lenistwo (człowiek z natury jest stworzeniem leniwym, więc luzik, nie tylko Ty tak masz, wielcy mistrzowie też) wypracowałam pewne patenty… niektóre bardzo oczywiste, niektóre hardcorowe, dla jednych do przyjęcia dla innych niekoniecznie. Na mnie działają, może i podziałają na Ciebie.

daleko do domu…
To patent na długie wybiegania. Ze względu na czas, w moim planie treningowym, lubię je (i jednocześnie nienawidzę) w weekendy. Z jednej strony super, bo w wolny dzień zazwyczaj mamy najwięcej czasu i łatwiej jest wyrwać 2 do 3 godzin na trening biegowy. Długo? Czasem trwa to jeszcze więcej. Wybieganie na 25 km do tego rozciąganie po, czasem i 3 godziny to zbyt mało. Z drugiej jednak strony, sobota, dzień wolny (o ile matka i żona może mieć wolny dzień) czasem to jedyna okazja by poleniuchować do 8:00 i wypić kawę w pidżamie. Perspektywa takich miłych  okoliczności raczej średnio zachęca do przebiegnięcia 25 km w deszczu. Wtedy na ratunek przychodzi mąż. Bierze on taką żonę, wsadza w auto, wywozi 25 km od domu, na wszelki wypadek ustawia trasę na GPSie, zabiera portfel, żeby tramwaj nie kusił. Daje buziaka w czółko, wsiada do auta, rusza z piskiem opon, a Ty… dajesz maleńka. Jak nie wracasz w ciągu 2 godzin kontrolnie sprawdza na Google plus lub jakimś innym Endomondo czy Ci się przypadkiem droga nie zapętliła i nie biegasz w kółko. Uwierzcie mi, to rozwiązanie idealne.

p_16739_24242PZ_24

za jednym wyjściem…
To praktykuję zazwyczaj kiedy mam w planie treningi na bieżni. Zaliczam je przy okazji zaplanowanego wyjścia. Konkretny przykład? Planuję pracę tak by zacząć ją później. Rano, kiedy odprowadzam dziecko do przedszkola odstawiam się od razu w strój biegowy bieżniowy (istnieje taki termin w mioim słowniku) czyli ubieram się warstwowo, dość ciepło, żeby się rozebrać gdy się podgotuję. Na bieżni zawsze mam swoje graty w zasięgu wzroku, więc nie muszę się o nie martwić. Ale wracamy do konkretów. Buziak w dziecko i na bieżnię daję biegiem. Kiedy tam docieram mam już za sobą ok 3,5 km rozgrzewkowego truchtu, jestem już prawie dogrzana na tyle by zacząć trening. Dopełniam rozgrzewkę na bieżni, wrzucam troszkę skipów, potem rytmówek i tadaaaamm jestem zwarta i gotowa by zabierać się za trening właściwy. Rachu ciachu trzaskam co tam w planie i cool down mogę robić już w ramach truchtu do chaty. Ze względu na ekonomię czasu po takim treningu moje rozciąganie trwa tyle ile picie espresso, no ale… jest!

fot.www.gpacsports.com
fot.www.gpacsports.com

co ludzie powiedzą…
O to też działa, jednak muszą to być odpowiedni ludzie. Dobrze jak już ktoś Cię zobaczy w stroju biegowym, dobrze jak jest to ktoś kto wie, że trenujesz. Jak już Cię ktoś zobaczy to się nie wycofasz, bo co zapytają i co? Będziesz kłamać? Tu idealnie wpisuje się punkt … za jednym wyjściem… bo wtedy widzą Cię sąsiedzi, a jak to z sąsiadami bywa przy najbliższej okazji zapytają ile przebiegłaś (tak, oni jeszcze nie czają, że nie kilometraż się liczy, ale na bank wykażą zainteresowanie) rodzice innych dzieci z przedszkola… tu od razu dostajesz +5 punktów do zajebistości i w końcu same dzieci z przedszkola mojego dziecka… trenująca mama to +10 punktów do poważania dla mojego małego smarkacza.

fot.www.sadistic.pl
fot.www.sadistic.pl

gdy ja odpuszczam, ktoś inny pracuje na swój sukces…
To motywator, który działa na mnie wyjątkowo mocno, ale też trzeba zaznaczyć, że ja należę do tych, którym zależy na wyniku. Mam mocne ciśnienie na poprawianie życiówek, na bycie na podium, a w przypadku bardzo obleganych biegów, na kilkanaście tysięcy uczestników, chcę być w 1 % najlepszych kobiet i 0,5 % najlepszych w kategorii wiekowej. Kiedy dopada mnie kryzys zawsze przypominam sobie tekst, który natychmiast stawia mnie na równe nogi… gdy Ty odpuszczasz, ktoś  inny pracuje na swój sukces… Wiem, że jeśli ciężko pracuję, to nawet jeśli sukcesu nie będzie to nie mam sobie nic do zarzucenia. Byli lepsi i muszę pracować więcej, ale ja dałam z siebie max swoich możliwości.

fot.vineyardgazette.com
fot.vineyardgazette.com

trener będzie krzyczał…
I tu fajnie mieć trenera. Mam go i ja. Uważam, że nikt nie powinien trenować się sam, nawet jeśli ma odpowiednią wiedzę i kompetencje. Zdecydowanie lepiej jest gdy ktoś inny ocenia nasze postępy i decyduje jakie środki treningowe powinniśmy stosować. A skoro trener już jest, to trzeba mu raportować, wyjaśnić czemu na treningu trenowało się tak a nie inaczej albo co gorsza… dlaczego treningu nie było… i tu zaczyna być niefajnie. Jeśli trening wypadł z powodu lenistwa to… trzeba się do tego przyznać… trochę wstyd nie? Ktoś zdecydował się Ciebie trenować, daje Ci swoją wiedzę, chce Twojego sukcesu, a Ty… go olewasz? Wiem ile czasu zajmuje napisanie dobrego treningu, niezrobienie go to marnotrawstwo czasu trenera, który mógłby w tym czasie trenować kogoś komu zależy.

klapsa-djak nie Ty to ja…
Ten argument sprawdza się tylko wtedy gdy w Waszym domu jest jeszcze jeden sportowy freak. Świetnie wpływa na proces zbrania się do wyjścia na trening. Kiedy gramolę się i wygramolić nie mogę wtedy do akcji wkracza mąż i stanowczo mówi… „albo wychodzisz teraz, albo wychodzę ja” zazwyczaj już obleka majty do biegania. No po takim tekście, prawdopodobieństwo zagęszczenia Waszych ruchów wzrasta o 1000%. Prawda jest taka, że wtedy dociera do Was, że albo zrobicie ten trening teraz albo tego dnia już okazji nie będzie.

zrób to zanim mózg się zorietuje…
To metoda, która może wzbudzać wiele kontrowersji, ale… czego by o niej nie mówić jest skuteczna. Polega na tym, by wyjść na trening bladym świtem, kiedy jeszcze nasza głowa się nie zorientuje co knujemy. Kiedy zaczyna czaić co jej zafundowaliśmy zazwyczaj jesteśmy już w połowie treningu 🙂 Nie wierzysz? Spróbuj.

images
fot.www.shutterstock.com

zaowocuje na maratonie…
Słowa, które kiedyś powiedział mi mój maż kiedy wypluwałam płuca po jednym z mocniejszych treningów… Twoja praca zaowocuje na maratonie… Ta myśl chyba najbardziej trafia do mojej głowy i serca. Zdarzyło mi się robić sztafetę maratońską razem z maratończykami. Biegłam z nimi od połowy do końca. Widziałam jak zachowują się ich ciała, widziałam czym jest ściana, wiziałam kiedy poddawali się na ostatnich 10 km… Ja tak nie chcę!!! Swój maraton przebiegnę jak młody Bóg, a metę przekroczę jak gazela!

zrób to z kimś…
Kiedy brakuje motywacji na wyjście z domu to się z kimś umów. Na 100% ktoś z Twoich znajomych biega rekreacyjnie i nie bedzie miał nic przeciwko temu by Cię przygarnąć. Jeśli takich znajomych nie posiadasz to zmotywuj kogoś ze swojego otoczenia. Jeśli i to jest wyzwaniem nie do przeskoczenia dołącz do nas lub do jakiejkolwiek innej grupy biegowej. Szczególnie w dużych miastach jest tego na pęczki, często nieodpłatnie. Na początek biegowej przygody idealnie! Nie wiesz jak znaleźć? Kliknij w grafikę i masz gotowca!
czekamy na Ciebie na naszych otwartych treningach w ramach akcji Biegam bo lubię.

Od 14 grudnia zapraszamy na wspólne bezpłatne spotkania biegowe {klik}

12321561_978095575604640_4568069995537257300_n

Koniecznie dołącz do nas! Każdego dnia dajemy sporą dawkę silnej motywacji:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpgInstagram:

ilo olo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: