Spełnione marzenia bez happy end’u.

Czy mamy prawo mówić/pisać, to co myślimy? To co czujemy? Gdy nasze uczucia nie pokrywają się z ogółem. Nie mają nic wspólnego z „normami”? A może inni po prostu się do tego nie przyznają?

Co mam na myśli? Moje odczucia po maratonie. Długo zastanawiałam się co POWINNAM napisać. Właśnie powinnam? Czy ja coś powinnam? Czuję się jakoś w obowiązku przed samą sobą przyznać się do tego co we mnie siedzi. W sumie można przemilczeć pewne sprawy i skupić się na tych, które społeczeństwo zaakceptuje. Staram się mówić, to co myślę i żyć w zgodzie z sobą. Dlatego napiszę jak jest w MOIM przypadku.

Pod koniec 2016 zapadła decyzja o starcie w maratonie. Na początku było niesamowicie. Czułam dreszczyk emocji. Przygotowania nabierają tempa. Jest wspaniale, sportowa strona mojego życia nabiera objętości, wytrzymałości, tempa. Z niecierpliwością czekam na kolejny trening, kolejny krok w kierunku realizacji mojego marzenia. Zaangażowanie w 110%. Mam motyle w brzuchu, jak przy zakochaniu. Podbiegi, wybiegania, bieżnia. Z treningu na trening jest mocniej, dłużej, szybciej. Nie ma, że pada, wieje, jest mróz. Wierzę w swój cel.


CHCESZ KUPIĆ ZEGAREK lub OPASKĘ TOMTOM?
skorzystaj z KODU RABATOWEGO:
*ZEGARKI MamyRuszamy75_TTsports
*OPASKA MamyRuszamyTouch50
www.ttsports.pl

Start w maratonie zbliża się wielkimi krokami, pozostało do niego 5,4,3 dni a moje zauroczenie jest jakieś takie mniejsze. Nadszedł ten wymarzony dzień, dzień maratonu. Jest start, jest meta i wielkie ROZCZAROWANIE. Tak, rozczarowanie. Między mną, a maratonem nie ma miłości. Szukałam jej z każdym przebytym kilometrem, a jej tam nie ma. Po 10 km, myślę, że może czeka na mnie na 20 kilometrze. Jest 21, a tam dalej nic. Przecież, ja tak bardzo się starałam przez kilka miesięcy przygotowań. Zainwestowałam w to uczucie całe swoje serce, zaangażowanie. Podporządkowałam swoją codzienność, aby dać szansę na rozkwitnięcie tej miłości. Starałam się z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. 30 km na trasie, pojawia się wsparcie, są łzy wzruszenia. Tylko, to nie miłość do królewskiego dystansu. Mokre oczy, dzięki temu, że zarobiona matka 3 dzieci stoi w niedzielę koło południa i mnie wypatruje. Nie przejmuje się, że w ten wiosenny dzień pizga złem. Sterczy tam i czeka na mnie. Rozumiesz? Na mnie. Przez chwilę biegniemy razem, słyszę słowa otuchy. W jej oczach widzę „zazdrość”. Wiesz taką pozytywną, że to ja jestem na trasie i podążam do mety. Przecież nie mogę się przyznać, że bez wahania oddałabym jej nr startowy. Dzięki Monia ❤️❤️❤️

W głębi serca mam nadzieję, że jeszcze jest szansa na iskrę, która roznieci płomień. Łatwo skóry nie oddam. Poświęciłam dużo czasu. Wylałam mnóstwo potu. Starałam się każdego dnia. Niestety nie mam już złudzeń. Ze strony maratonu nie czuję nic, nawet drobnego gestu, choć małego całusa. Na 39 km kolejna dobra dusza czeka na mnie z dzieckiem pod pachą. Serce dzięki temu znowu przyśpieszyło. Love Aga ❤️❤️❤️

Zbiegam z górki. Widzę metę i za kilka chwil słyszę MOJĄ ekipę (mam nadzieję, że podziękowałam każdemu osobiście). Oni są tam dla mnie. Dla Krasnala z krótkimi nóżkami. Jest MIŁOŚĆ lecz nie do dystansu tylko do ludzi. Gdyby nie wy: czekający na mecie, na trasie, dzwoniący i piszący do mnie, cały ten maraton … Bardzo, bardzo DZIĘKUJĘ ❤️❤️❤️.

Czy ze mną jest coś nie tak? Nie poczułam tego o czym wielu biegaczy pisze w przypadku maratonu. Nie doznałam efektu WOW. Jednego jestem pewna. KOCHAM biegać, kocham trenować, pokonywać swoje granice. Ciężka praca nie jest mi straszna. Jak coś robię to na 110%. Co poszło nie tak?

Nie chcę wyjść na ignorantkę. Wiele osób gratuluje mi sukcesu, życiówki (tak, poprawiłam wynik z poprzedniego roku o ponad 17 minut), medalu, ukończenia maratonu… bardzo dziękuję lecz ja tego NIE CZUJĘ. Czuję pustkę. Między mną a maratonem NIE MA MIŁOŚCI.

Pytacie mnie: czy decyzja Ilony o ZEJŚCIU z trasy przyćmiła mój sukces i dlatego nic nie piszę? ( Tu przeczytasz więcej: Wynik z maratonu jest jak mężczyzna, nie chesz każdego ) Nie, absolutnie nie. Nie wiedziałam tylko czy odważę się napisać ten post. Dużo prościej dla mnie byłoby napisać: jestem maratonką po raz drugi, jest życiówka, spełniłam swoje marzenie. Wybrałam jednak szczerość, w końcu bycie maratonką zobowiązuje 😉 Ilonie kibicuję w całego serca. Wspieram w decyzjach. Na tym polega przyjaźń. Patrząc w kontekście rywalizacji z Iloną w kwestii szybkości, to ja jestem ta „druga”. Nie oznacza, że gorsza.

Za słowami piosenki Marysi Sadowskiej:

Bo kiedy nie ma miłości, co dalej, co dalej
Tak mało mi zostaje – prawie nic
Bo kiedy nie ma miłości, co dalej, co dalej
Dłużej złudzeń nie ocalę, więc co dalej

???

 

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo

Ola

Autorkami bloga są Ola i Ilona - obie to aktywne zawodowo i sportowo matki i żony, które każdy wolny moment poświęcają aktywności fizycznej oraz zgłębianiu wiedzy w temacie zdrowia, diety i treningu. Jednym z zawodów Oli jest dietetyk, Ilona jest instruktorką kulturystyki. Razem tworzą świetny duet nie tylko na gruncie zawodowym, ale także prywatnym.

  • Asia Maletka

    Zdjęcie z kwiatami 😍
    Ja wtedy wiedziałam że za rok zrobię to

    • Ola

      Kwiatki zawsze pozostaną w naszych <3 Brawo Asia jak wiedziałaś tak zrobiłaś 😉

  • Tomek Skóra

    Super Świetnie napisane 😄 gratuluję szczerości, odwagi i życiówki.No i dobra ..nie musisz kochać maratonu , jest tyle innych dystansów. … a jeżeli kiedyś do głowy przyjdzie chęć znowu to zrobić to życzę siły i wytrwałości 😄

  • Pingback: Zegarek sportowy GPS TomTom Spark 3, czyli muzyka i tętno w nadgarstku. [TEST] – Mamy ruszamy()