Schudła 32 kg w 8 miesięcy! Zobaczcie jak tego dokonała.

Zaraz po Wielkanocy 2016 doszły mnie słuchy, że kroi się świetna impreza rodzinna, która ma się odbyć w październiku. Pierwsza myśl to załamka. Dokładnie rok wcześniej byliśmy na weselu i to ja bylam ta najgrubsza. Nie chciałam się rodzinie kolejny raz pokazywać w takim stanie, więc  postanowiłam działać  i to natychmiast. Chyba ta wizja tych wszystkich spojrzeń zmotywowała mnie najbardziej do działania.
Wtoczyłam się na wagę  i zobaczyłam 100 kg.  Z dnia na dzień przeszłam na weganizm i zaczęłam spacerować

Kiedy przeczytałam to wyznanie Gosi pomyślałam… „Vegerunerka – mama bohaterka!” i poczułam, że musicie poznać jej historię.

Gosia to mama 3 chłopaków. Najstarszy jest prawie pełnoletni, średni to nastolatek, a o atrakcje wczesnego macierzyństwa dba niespełna dwuletni Florek. Choć matrykalnie ma 43 lata to wygląda minimum na 10 lat mniej. 13 lat temu spakowała walizki i wyjechała do Berlina gdzie mieszka aktualnie.

„Bieganie dało mi zdrowie, prawie wymarzoną sylwetkę, a weganizm wyprowadził mnie z obłędu wiecznego złego odchudzania „ – pierwsze słowa, które wypowiedziała Gosia gdy zapytałam ją co dał jej sport i zmiana diety. To zmotywowało mnie do tego, by poznać ją lepiej.

15909467_10206397575937484_2026188398_n

Wiosną ubiegłego roku zobaczyłaś okrągłą stówkę na wadze, jak do tego doszło?

Już w podstawówce byłam najwyższa i najmocniejsza (delikatnie mówiąc), nawet do zespołu tanecznego się nie załapałam, bo nie było dla mnie odpowiedniego partnera. W liceum ważyłam 75 kg. Byłam mocna  i tak właściwie było zawsze – nigdy nie byłam szczupła. Po prostu było mnie widać z daleka . W każdej ciąży, a były trzy, przybierałam 36 kg. Potem dzikie odchudzanie poprzez głodowanie. Trzy razy ! Raz to nawet udało mi się dogłodzić do wagi 57 kg przy 174 cm wzrostu. Byłam dumna z siebie, ale co z tego – tylko przez dwa tygodnie utrzymałam tę wagę a potem cudowny efekt Jo Jo .

A tak wogóle to uważam się za mistrzynię Jo Jo .

Takie odchudzanie – głodowanie bardzo wyniszczało mój organizm za każdym razem . Blada i papierowa cera, wypryski, ogólne osłabienie i zero sił na cokolwiek. O zaburzonej przemianie materii nie wspomnę…

W moim przypadku to nie lenistwo doprowadziły do nadwagi, ale miłość do słodyczy, a raczej silne uzależnienie od nich. Muszę jednak dodać, że z otyłością stopnia pierwszego człowiek staje się leniwy – wiem – sprawdziłam na sobie.

Okrągłe jak kula ziemska liczby, które bezlitośnie wyświetla waga łazienkowa związane są zazwyczaj z chorobą lub zaniedbaniem wynikającym z braku ruchu, dodatkowo uzupełnionym nieracjonalną dietą. Co było bezpośrednią przyczyną Twojej nadwagi?

Jak już wyżej wspomniałam – słodycze na śniadanie, obiad i kolacje – można? Pewnie , że można… No i oczywiście niedoczynność tarczycy, na którą to zrzuciłam całą winę …
Ja,  właściwie, mimo dużej wagi i tak byłam dość aktywna. Tyle że tusza coraz bardziej mnie ograniczała… Chciałam a nie mogłam… Marzyłam o pójściu do parku linowego , ale było mi wstyd… no i było to technicznie niewykonalne… Powoli robiło się tak, że zawiązanie butów było wyzwaniem i kończyło się bezdechem…

Jak w tej całej słodkiej rzeczywistości odżywiała się cała Twoja rodzina? Było tak, że dla nich zawsze było na czas, a Ty nie miałaś już czasu czy siły na regularne posiłki?

Dokladnie tak. Dla rodziny zawsze na czas i zawsze wartościowe jedzenie. Starałam się, żeby do obiadu było warzywo. Ja prawie zawsze zamiast obiadu wolałam wciągnąć Snickersa. Myślałam, że jak nie zjem obiadu a batonika to nie przytyje…

DOŁĄCZ DO WYZWANIA 

Szczegóły: NOWOROCZNY DETOKS CUKROWY

detoks cukrowy 2017

Co poza imprezą rodzinną sprawiło,  że poczułaś potrzebę zmiany? Dlaczego chciałaś zmienić swoje życie?

Było mi coraz ciężej. Nie miałam w co się ubrać. Zakładałam tylko czarną odzież, bo czarne wyszczupla. Wszystko mnie bolało – szczegolnie kręgosłup i kolana. Ciągle chciało mi się spać , byłam smutna i sfrustrowana. Zauważyłam, że sklepowe mnie ignorują, koleżanki się podśmiewają. Widziałam tylko w ich oczach litość. Oczywiście  na zewnątrz tego nie okazywałam – byłam wesoła i roześmiana, ale w duchu cierpialam. W końcu miałam tego już dość.

Zdecydowałaś się na ostre cięcie i totalną rewolucję dietetyczną czy postawiłaś na metodę małych kroczków, czyli zmiany wprowadzałaś stopniowo?

Już od dłuższego czasu szukałam informacji na temat weganizmu, nie miałam konta na Instagramie i tylko jako cichociemna obserwowałam ludzi i czytałam, czytałam, czytałam. Jakoś nie mogłam zacząć. Dalej tkwiłam w swoim słodyczoholiźmie. Wszystko wydawało mi się zbyt trudne i nieosiągalne .

Po wizycie u lekarza rodzinnego byłam zdruzgotana – zagroził, że już przy następnej wizycie przepisze mi leki na nadciśnienie i cukier… no i jeszcze wizja tej imprezy rodzinnej w tle… Po tym jak 3.04.2016 sie zważyłam i zobaczyłam setkę, od następnego dnia zaczęłam działać.

Florek spał wtedy jeszcze dwa razy dziennie, raz do południa i raz po południu – no to zaczęłam spacery z wózkiem. Przeorganizowałam swoje życie tak, by mieć czas na spacery i to dalekie spacery. Powoli, dzień za dniem, robiłam coraz to więcej kilometrów, a dziecko smacznie spało w wózeczku. Zabierałam ze sobą 1,5 litra wody niegazowanej i maszerowałam – często wózek to był mój balkonik. Byłam zmęczona i obolała, ale szłam dalej dopóki się dziecko nie obudziło. Miałam to szczęście, że z Florka był śpioch jakich mało. Tym sposobem doszłam do 22 km dziennie marszu. Oczywiście na drugi dzień ledwo się skuliwałam z łóżka. Byłam taka obolała, ale tak mi się to spodobało, że kilometry nabijałam codziennie.

W ramach motywowania siebie samej wysyłałam codziennie rodzinie i znajomym informacje o tym ile to przeszłam i ile kalorii spaliłam. Pewnie już mnie nienawidzili za to, ale ja ich zasypywałam tymi wiadomościami – dla siebie. No i żeby nie wystraszyć samej siebie, że teraz koniec ze słodyczami i śmieciowym jedzonkiem to obiecałam sobie, że z tym weganizmem to tylko zaeksperymentuje – a jak nie wyjdzie to wracam do batonów.

No i zaeksperymentowałam. Nagle okazało się że nie muszę głodować. Nie mam ochoty na batony czy inne słodycze. Ilość zjadanych dziennie bananów pokrywała moje zapotrzebowanie na cukier. Zjadałam i nadal zjadam 5-6 bananów dziennie, dużo warzyw gotowanych albo pieczonych w piekarniku, warzywa na parze, kaszę, orzechy, ziarna. Daktyle to moje batony marsy. Lista cudowności jest długa.

Zobacz przepis, który przygotowałą dla nas VEGERUNERKA: TUTAJ

Gdzieś przeczytałam, że mój organizm to Ferrari, a do Ferrari nie nalewamy byle jakiego paliwa tylko najlepsze. I tego się trzymam.

Najpiękniejsze było to że waga spadała w dół a ja czułam się coraz lepiej, miałam energię i byłam najedzona.

Czy wcześniej podejmowałaś schudnąć? 

Właściwie zawsze się odchudzałam i zawsze kończyło się efektem Jo Jo. Książkowo:  głód, woda i liczenie kalorii. 400 kcal  dziennie i umieranie z głodu po czym rzucanie się w końcu na hamburgera, fryty i chipsy.

Dlaczego zdecydowałaś się na weganizm? 

Jest tylko jedno wytłumaczenie. Ja przez lata się objadałam. Chudłam i tyłam. Tylko weganizm wchodził w rachubę , bo tylko jedząc wegańsko mogłam jeść duże ilości i zaspokoić swój strach, że się nie najem. Musiałam uspokoić sumienie, że nie będę głodować. Bezkarnie objadać się można właśnie tylko roślinkami.

Dowiedziałam się np., że mam do wyboru batona o wartości kalorycznej powiedzmy – 300 kcal albo dwa banany – też około 300 kcal. Niby tyle samo kalorii, ale nie dość że zjadając dwa banany opcham się i będę spokojna to jeszcze mój organizm całkiem inaczej rozpracuje te dwa banany aniżeli batonika, który ewidentnie poszedłby w boczki.

Poza tym, tyle się teraz słyszy, że mięso takie niezdrowe, że od mięsa wszystkie choroby. Czytałam o ludziach chorych na raka, którzy jak przechodzili na roślinki nagle ozdrawiali i po chorobie ani śladu. Jakoś tak to przemówiło do mnie i uważam, że faktycznie ludzie chorzy przechodząc na weganizm mogą uratować swoje zdrowie.

Gdy oznajmiłam mojemu lekarzowi, że jem wegańsko to mnie wyśmiał. Stwierdził, że będę miała same niedobory. W styczniu idę na badania. Sama jestem bardzo ciekawa wyników. Nie mogę jednak powiedzieć bym czuła u siebie jakieś niedobory. Wręcz przeciwnie. Od lat nie czułam się tak dobrze jak teraz.

Jak zareagowali twoi bliscy na wieść, że mama/żona/córka przechodzi na strączki?

Bliscy w pełni zaakceptowali mój wybór. Znajomi już nie. Ile musiałam się nasłuchać. No i oczywiście wszyscy (nie weganie oczywiście ) bardzo intensywnie udzielali mi rad. Było to męczące i denerwujące, ale spokój mnie uratował.

Nie tłumaczę już nic nikomu, bo to nie ma sensu. Co można powiedzieć o znajomej przeżuwającej właśnie tort, która poucza mnie jak mam się odżywiać?

Czy weganizm dotyczy tylko Ciebie czy całej Twojej rodziny?

Próbowałam przekabacić całą rodzinkę na weganizm, ale nie udało się. Akceptujemy siebie nawzajem i nie wchodzimy sobie w drogę. Przyrządzam obiady mięsne dla rodzinki, ale staram się też ich zarzucać warzywami i ogólnie zdrowszą kuchnią. Dla siebie gotuję osobno. Posiłki dla siebie zawsze planuję dzień wcześniej, raczej nie ma spontanów. Spontan mógłby sie źle skończyć. Zapobiegawczo wszystko planuję wcześniej. Ppełna kontrola.

Ogromne obciążenie stawów, ograniczony zakres ruchu wynikający z nadmiaru tkanki tłuszczowej, zapewne słaba kondycja ogólna. Na jakiego rodzaju aktywności zdecydowałaś się w początkowej fazie swojej przemiany?

Jak wspominałam zaczęłam od spacerów. Stopniowo, gdy waga zaczęła spadać czułam się coraz lepiej. Jak osiągnęłam w czerwcu – 3.06.2016 (bo już zawsze ważyłam się 3 każdego miesiąca  ) wagę 85 kg to postanowiłam przebiec 5 km. Wzięłam ze sobą moich nastoletnich synów i razem udaliśmy się do lasu. Biegliśmy 5 minut i marsz. Tak naprzemiennie. Lekko nie było. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego biegu. Prawie umarłam. Tak mi się wydawało, ale daliśmy radę. To szczęście i ta duma. Tego się nie da opisać. To trzeba przeżyć. Oczywiście na drugi dzień zakwasy bardzo bolały. Dlatego ustaliłam, że biegamy co drugi dzień by mieć dzień na regenerację. Moi chłopcy bardzo mnie wspierali i po jakimś czasie okazało się, że sami schudli po 7 kg – tak przy okazji. Bardzo wspiera mnie mąż wspiera. Gdy ja biegam on zajmuje się najmłodszym synkiem. Teraz staram się wybiegać dyszkę co drugi dzień. Oczywiście zdarzają się gorsze dni. Czasem totalnie jestem na nie i wtedy jest mniej km, ale nigdy poniżej 5 km. Teraz już w końcu i ja i rodzina uwierzyliśmy, że z tym moim bieganiem to nie epizod. Powoli zaczynam inwestować w sprzęt.Wcześniej pożyczyłam dres od męża. Teraz mam już swoje biegówki, legginsy, bluzy, czapki – kolekcja powoli rośnie i właśnie taki sprzęt jest teraz kupowany najchętniej. Nawet  zegarek do biegania dostałam od gwiazdora.

15934354_10206397575897483_487032705_n
Czy dziecko czy nastolatka, uprawiałaś sport? Czy ze względu na sporą masę ciała byłaś typem kanapowca?

Mimo tego, że zawsze ważyłam za dużo to jednak sport był obecny w moim życiu. W podstawówce byłam w klasie o profilu sportowym . Gdy miałam 12 lat zapisałam się na Aikido i trenowałam 13 lat. Dorobiłam się stopnia 1 kyu i zostałam instruktorem – prowadziłam zajęcia z małymi dziećmi. Jednak gdy założyłam rodzinę całkowicie zrezygnowałam z aikido już na zawsze. Już nie było wtedy na to czasu…

Na ten moment jesteś aktywną biegaczką. Dlaczego zdecydowałaś się na tę dyscyplinę sportu?

Sama się sobie dziwię, że padło akurat na bieganie. Wydawało mi się zawsze, że nie mogłabym biegać, bo to takie męczące. A tu proszę – miłość do biegania  i to od pierwszego wejrzenia .

W tamtym momencie mojego życia,  bieganie wydało mi się  najbardziej odpowiednie. Mieszkamy w miejscu , gdzie są świetne tereny do biegania: pola i lasy. No aż się prosiło.

Jak teraz wygląda Twój dzień? Jak bardzo różni się od losowego dnia z “tamtego” życia?

Teraz jem regularnie . Co drugi dzień biegam i nie ma, że boli.  Nie wymiękam, bo… jak nie pobiegam to staję się niewygodna dla otoczenia. Mąż już wie. Czasami tylko spojrzy i już wygania na bieg … A po biegu jestem po prostu dobrym człowiekiem.

Czy Warto było walczyć?

Oj taaaaak!  Warto było walczyć. Pierwszy raz jestem pewna tego co robię – na 100 procent. Pierwszy raz czuję się silna i szczęśliwa tak do końca. Mam cudowną rodzinę. Za czasów grubaskowych nie byłam pewna siebie. Teraz jestem!

Jakie postawiłaś sobie cele? Co się stanie kiedy je osiągniesz?

Moim głównym celem jest utrzymanie wagi – tzn. w planie jest jeszcze zrzucenie ostatnich 5 kg i wtedy trzymam wagę. Już od 3 miesięcy trzymam się na poziomie 68 kg i nie ma Jo Jo. Z tego jestem dumna. Trzymam moje zdrowie w moich rękach – świadomie. W końcu to ja decyduję o swoim życiu, a nie jedzenie decyduje o moim życiu.

Jak Twoja przemiana i wybrana dieta są postrzegane przez innych ludzi?

Przemiana bardzo wszystkich zaskoczyła. Nie wszyscy się z tego cieszą niestety. Takie jest właśnie życie. Przekonałam się kto jest moim przyjacielem, a kto wrogiem. Tak jak mówią – przyjaciół poznajesz w biedzie- to prawda!

Moja dieta też budzi wiele kontrowersji i kpin, ale ja sobie z tego nic nie robię. Nie ma sensu. Nie dogodzisz całemu światu. Nabrałam do tego dystansu. Ja po prostu robię swoje. Już się nie tłumaczę wszystkim ze wszystkiego. To, że schudłam nie wszystkim się spodobało, ale to już nie mój problem.

Mam grono najbliższych. Oni bardzo mi kibicują. Chciałam podkreślić, tak dla innych mam. Musicie się liczyć z tym, że jeśli rozpoczniecie swoją osobistą walkę to może być ciężko. Może się okazać, że nie dość że będziecie walczyły z kilogramami to dodatkowo z otoczeniem . To normalne i trzeba temu stawić czoła. Dla mnie to oburzenie niektórych było dodatkową motywacją. W sumie same plusy ( he he he )

Gosiu, Twoje przesłanie dla innych Mam, to…

Mamy kochane! Spełniajcie swoje marzenia. Walczcie. Samo to, że już jesteśmy mamami – uważam za bohaterstwo. Dlatego takie zrzucenie kilku kilogramów, teraz z perspektywy czasu, to dla mnie pikuś w porównaniu z tym ile sił nas kosztuje być dobrą mamą. To dopiero jest wyzwanie i wyczyn. Każda mama jest silna i dla swojego dziecka góry przenosi a tym paru kilogramom rady ma nie dać?

Zaczynamy Nowy Rok. Jakie są Twoje plany na 2017?

Plany skromne : dalej biegać, bo już nie potrafię żyć bez biegania.
W maju chciałabym pierwszy raz pobiec w Biegu Zawilca na 5 km, w moim rodzinnym mieście Złotów. Tak dla siebie, tak po prostu, by zobaczyć jak to jest. Wtedy zobaczymy. Może się rozkręci w startach i zacznę kolekcjonować medale…

W zeszłym roku miałam okazję przeżywać atmosferę Maratonu Berlińskiego. Przyjaciel z Polski przyjechał do nas by wziąć udział w Biegu i całą rodzinką go wspieraliśmy. No udzieliło się. Pobiegło by się kiedyś…

Gdybyś mogła cofnąć czas to…

…chyba bym nie cofała. Myślę że tak miało być. Musiałam upaść na samo dno, by się z niego pozbierać. Nabrałam pokory, szanuje swoje zdrowie. Chyba dopiero teraz tak na prawdę.

Poznaj także metamorfozy innych Mam: TUTAJ

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

4 thoughts on “Schudła 32 kg w 8 miesięcy! Zobaczcie jak tego dokonała.

  • 06/01/2017 at 10:54
    Permalink

    Pięknie! 🙂 Brawa dla Vegerunnerki! Warto zadbać o siebie wiem coś o tym. Sama przeszłam metamorfozę 9 mies. i 32 kg mniej. Życie zmienia się na lepsze, nabiera barw!

    Reply
    • 06/01/2017 at 11:53
      Permalink

      Gratuluję:) piękna historia! Wszelkiej pomyślności!

      Reply
  • Pingback: Wegańskie brownie z fasoli by VEGERUNERKA – Mamy ruszamy

  • 29/03/2017 at 09:21
    Permalink

    Gratuluje. Ja też miałam podobną sytuacje. Siostra się zaręczyła a ja miałam być druhną. Chciałam schudnąć, żeby się mnie nie wstydziła. Od razu postanowiłam coś z tym zrobić, ale czas mnie gonił. Sama dieta i ćwiczenia nie przynosiły zbyt szybkich rezultatów. Zdecydowałam się na założenie balonu orbera do żołądka. Zaczęłam jeść mniejsze porcje i nie czułam głodu. Do wesela schudłam 15 kilogramów. W końcu mogłam założyć ładną sukienkę a nie brać pierwszy lepszy worek, w który się mieszczę.

    Reply

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: