Potreningowe Pink Flamingo.

Plan na niedzielę miałam zgoła inny. Założyłam, że leże brzuchem do góry i nic poza wyprowadzeniem psa nie zmotywuje mnie do wyściubienia nosa zza kocyka. Oj jak ja się myliłam. Punkt 13.00 wylądowaliśmy w Crossfit Ochota na treningu pod biegi przeszkodowe Spartan Race. Nie planowałam treningu, wiec postanowiłam pełnić rolę opiekuna Basi i fotografa. Z fotografowania wyszło jedno wielkie g! bo ja bez lampy a Ochota z fatalnym oświetleniem. O 15.oo było po treningu i na dodatek w brzuchu pusto. Uznałam, że skoro B. wyciągnął mnie na trening to teraz niech wyciągnie mnie na obiad, bo perspektywa wieczora w garach średnio mnie satysfakcjonowała. Powinniśmy iść do Włoskiej Roboty na pewniaka, ale…. W ramach nowości postanowiliśmy wpaść do Pink Flamingo. Nie byliśmy tam od lat… dokładnie od 5 🙂

Kiedyś wpadliśmy tam ze znajomymi. W mojej pamięci został tylko amerykański plastikowy wystrój i hamburgery. Smaków tamtejszej Ameryki nie pamiętam. Może dlatego, że hamburgery kojarzą się raczej z mięsem, a ja byłam wtedy wegetarianką. W związku z tym Pink Flamigo wczoraj poznawałam lokal na nowo.

15051928_10206031985557953_306267097_o

Wystrój ten sam. Wszystko w czerwieni, ogólnie ilość kolorœó onieśmiela. Wszystko wizualnie słodkie, że aż mdli. Ale w sumie taka jest Ameryka i nie każdemu musi się podobać. Lokal tworzy klimat, ale kiedy się zasiada w środku magia znika. Lokal przypomina bardziej bar niż restaurację, ale za to ceny są restauracyjne i chyba to mi tu nie leży.

Obsługa w porządku. Miła Pani kelnerka skrzętnie sprząta stolik, by zrobić nam miejsce. Usadza na pod oknem na końcu sali tuż przy grającej szafie. Mimo, że siedzimy w kącie co chwila czuje na plecach powiew chłodu. Wchodzący i wychodzący wpuszczają zimne powietrze, które zatrzymuje się dopiero na plecach siedzących wewnątrz gości. W lokalu jest też kot. Ogromny, strasznie gruby. Snuje się od stolika do stolika. Wydaje mi się, że swoją sylwetkę zawdzięcza gościom, którzy skutecznie dokarmiają go resztkami ze swojego talerza.

Zamówiliśmy hamburgery. Jako czekadełko kelnerka przyniosła nam nachos z salsą. Miła niespodzianka. Po ok 20 minutach dostaliśmy zamówione barbeque hamburger i bluechees hamburger. Oba podawane  z frytkami i …. surówką colesław, która niestety psuje cały posiłek. Była okropna. Majonezowy ulepek.
Hamburger nawet dał radę. Był duży, w smaku ok. Ser pleśniowy dodał aromatu. Bułka była chrupiąca. Jak dla mnie danie miało bardzo mało warzyw. W samym burgerze było ich niewiele, a poza burgerem była tylko ta nieszczęsna surówka ze zdechłym ogórkiem kiszonym rzuconym na wierzch. Na pozytyw zasługują frytki. Grube, chrupiące, dobrze wysmażone, ale nie przesmażone. Gdyby tą słabą surówkę zamienić na świeże warzywa to całe danie znacznie by zyskało.

Nasza młoda nie pokonała swojej porcji, zabrała ze sobą na wynos. Fajnie, że była taka opcja.

Moja poprzednia wizyta w Pink Flamingo zrobiła na mnie lepsze wrażenie niż wczoraj. To dobre miejsce by tam wejść, zjeść i wyjść. Nie wraca się tam z sentymentem, nie poleca się znajomym i jak chcesz kogoś zabrać w wyjątkowe miejsce to raczej ni wybierzesz Pink Flamingo. Ale jak masz ochotę wydać 30 PLN na hamburgera z frytkami i kiepską surówką to śmiało tam wpadaj. Porcja jest spora, więc napełnisz brzuch, ale niestety nie zaczarujesz swojego podniebienia.

 

Nasze recenzje znajdziesz także na:
Pink Flamingo Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Dołącz do ruszających się mam! Każdego dnia dajemy sporą dawkę motywacji:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: