Poszły matki do lasu… pobiegać!


No i za nami… pierwszy jesienny  City Trail w Warszawie…

12167674_976467765748038_1075649678_n
Video skrót dla leniwych 🙂


Statystyki…

Dziewczyny:
– Ilona Br – 21:02
– Natalia – 23:02
– Ola – 25:14
– Asia – 25:50
– Marta – 26:10
– Ada – 26:21
– Żaneta 27:11
– Kasia F – 27:20
– Kasia K – 29:33
– Ilona Ba- 29:58
– Monika – 30:27

Chłopaki:
– Bartek – 19:5
– Jarek – 20:53

Podstawa to być w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze…

Organizacja i plan, to podstawa sprawnego działania. Lecz organizacja organizacją, plan planem a życie i tak przynosi różne niespodzianki. Może jak byśmy siedzieli w niedzielę w domu, to by te nieprzewidziane rzeczy nas nie spotykały lecz byłoby nudno.
W City trail udział brały dzieci jak i rodzice. Start dzieci najmłodszych o 9:30, więc trzeba było się uwijać. No i fakt, że w posiadaniu mieliśmy około 20 numerów startowych do przekazania nie pozwalał na długie leniuchowanie, lecz przecież wszystko pod kontrolą: ubrania naszykowane, jedzenie naszykowane… 8:30 telefon, dzwoni Ilona i słyszę w słuchawce „Ola chłodnica nam się zagotowała… „ . We mnie też się zagotowało, ale spokojnie przecież coś się wymyśli. Jarek szybko (oczywiście zgodnie z przepisami) odstawia nas do lasu i rusza z akcją ratunkową na Bemowo.
Tym razem startuję Alę i Olka sama, jak dobrze że są dziewczyny z drużyny i odbierają moje dzieci na mecie. Los w tym wszystkim nam sprzyja dziewczynki z kategorii najmłodszej ruszają ostatnie, jest jeszcze szansa, że Basia dotrze i weźmie udział w biegu. Rzutem na taśmę, w ostatniej chwili dołącza do nas Basia i biegnie z Alą do mety. Ufffff udało się!
To jeszcze nie koniec, przecież przed nami start dorosłych. Ilona się kształci i do Lasu Młocińskiego leciała prosto z AWFu (leciała dosłownie). Dzwoni Ilona jestem na starcie. Szkoda tylko, że trzeba było jeszcze pozbyć się nadbagażu czyli plecaka i przypiąć Ilonie numer startowy, a ze startu biegu na 5 km do bazy (mety) było 1,5 km. Lecz od czego jest team. Biegniemy do bazy (namiot malowania buziek, tam stacjonowały nasze dzieci z opiekunami), szybko przypinam numer startowy do zostawionej koszulki, w tym czasie co niektórzy załatwiają potrzeby fizjologiczne i biegniemy ponownie na start.
Jest dobrze nikt na nas nie biegnie, a my powtarzamy sobie, to będzie rozgrzewka, chociaż tempo nie jest rozgrzewkowe. OOOO start, widzimy go, wszyscy tam stoją i wpadamy pod prąd na pierwszą linię. Matko co ja tu robię?! Ilona powinna, z racji swej szybkości, tam stać ale ja co ja tu robię?! Dobrze, że moje dylematy trwały tylko 3 sekundy, bo właśnie po tym czasie padła komenda START. W tym właśnie momencie wszystkie niedogodności poranka przestały mieć znaczenie, jest las, deszcz, błoto i zabawa się zaczyna.
Każdy zorganizowany bieg jest inny, przynosi inne wrażenia, emocje, doznania. Czasami główny punkt to pogoda, innym razem życiówka lub pokonywanie swoich słabości. Pierwszy City trail 2015/2016 uświadomił mi jak ważni w życiu są ludzie, którymi się otaczamy i że warto pomagać – tak wygladało to oczami Oli.

12165844_976468012414680_1274186258_nIlona: Z mojej perspektywy było ciut inaczej. Na treningu – dziś cholernie dla mnie ważnym –  jak na szpilach. Moi tam zagotowani, nie wiem co się dzieję, słyszę tylko ciągle bzyczący w kieszeni  telefon, normalnie dzień telekomunikacji polskiej czy jak?! Wszystkim się nagle na rozmowy zebrało 🙂 W sumie miałam pewność, że do moich Jarek nadciąga z odsieczą, ale czułam totalny brak kontroli. Zerwałam się z treningu, lecę z wywieszonym ozorem… na co mi to było… no na co? – klnę w głowie. Dzwonię do naszych… cisza w eterze… no jasna dupa, daję na start, dodzwoniłam się, a oni mi że wszystko czeka na mecie, nawrotka… wpadam na Olę, szybka wymiana komunikatów, lecę dalej i tylko za plecami… czekaj no nie leć tak… aaaaaa!!! Wróciła się wariatka. Myślałam, że ją utłukę… spieprzaj na start – myślę sobie- ale nie ma bata… się uczepiła i leci… Ja już czarnowidztwo… zaraz się zagotuje mi tutaj i będzie po starcie. Był to jeden z tych momentów, dla których wiem, że to co robimy ma sens, ale nie zmienia to faktu, że miałam ochotę się odwrócić i ją i porządnie opierdzielić.
W sumie w parze poszło nam sprawniej, dotarłyśmy na start… Rośli panowie z pierwszej linii zrobili nam ciut miejsca… wzięłam oddech… zdążyłam tylko jeden… potem już tylko meta…

12167028_976467752414706_604713648_nBieganie po lesie…

Treningi biegowe Marty zazwyczaj odbywają się w lesie lub na mniej lub bardziej wymagających szutrowych drogach z dala od miejskiego zgiełku. Dlatego to ona oceni trudność trasy: „Jak nazwa wskazuje… trasa trailowa – leśna, parkowa i naturalnie piękna… czy była trudna? To zależy. Padał deszcz, czasem bardzo intensywnie więc szybko powstały kałuże… niektóre na całą szerokość ścieżki biegowej.
Wśród uczestników lekka spinka – czy my się nie pozabijamy? Slisko! Warunki były dość trudne, ale w deszczu trudny bywa też asfalt… zwłaszcza jak buty biegały już niejeden dystans 😉 OK, start! Biegnę w strefie 25-28 min… hm, wszyscy lecą bokami, po trawie (mokrej), wymijają kałuże, muszą więc skręcać (nie męczą się?), środek ścieżki pusty, czasem tylko jakiś szalony tnie nie patrząc pod nogi. Niektórzy nie skręcają na boki, obierają taktykę na kozicę 😉 skaczą… Dołączyłam zasadniczo do tych szalonych i generalnie biegłam po kałużach omijając te większe. Często biegam po lesie więc trasa nie wydała mi się jakaś szczególnie trudna, jeśli jednak był w tym gronie jakiś biegacz, który biega tylko po asfalcie mógł odczuwać dyskomfort… Tak czy siak hydro masaż stóp wykonany ;)”

12167708_976467959081352_1423851019_nFani asfaltu…

Asia jest mieszczuchem ( w dobrym tego słowa znaczeniu). Do tej pory po drogach leśnych i polnych biegała tylko dla siebie.
„Po lesie biegałam tylko latem, w czasie wakacji, podczas spokojnych wybiegań, podziwiając otaczającą mnie przyrodę. Gdyby była, z chęcią wybierałabym asfalt. Na asfalcie przecież lżej. Tak, wiem, dla stóp i stawów las jest lepszy. Dla głowy pewnie też. Ale ja wolę asfalt. Dlatego zawsze z wielką przyjemnością wracałam po wakacjach na asfaltowe ścieżki Warszawy. I zawsze tylko na takich, twardych, trasach startowałam w różnych biegach. Do dzisiaj… Czy po dzisiejszym City Trial zmieniłam zdanie? Nie. Po dzisiejszym jeszcze nie. Być może dlatego, że z nieba lało, a pod nogami tylko kałuże i błoto. Więc ten mój debiut startu na leśnej drodze był w warunkach ekstremalnych. A ja jak startuję, to lubię ustanawiać kolejne życiówki. Dzisiaj to było niemożliwe. Dlatego czekam już z niecierpliwością na następny City Trial. Już za miesiąc sprawdzę, czy droga leśna zdoła mnie do siebie przekonać. Sprawdzę też, czy uda mi się pobić mój czas z dzisiejszego biegu. Jeśli tak, co coś czuję, że bardziej polubię starty na leśnych ścieżkach” – mówi Asia.

12166877_976462265748588_841166884_nCity trial dla małych biegunów…

Imprezę pomimo deszczu uważam za udaną. ..ostatni tydzień miałyśmy z dziewczynkami debaty. ..dla czego medal dostaną dopiero po 4-6 biegach. ..stwierdziły, że nie opłaca im się biec …ja powiedziałam, że tak samo medal dostanę po wszystkich biegach i to będzie chyba najważniejszy medal – taki zasłużony najbardziej i nie mogę już się doczekać. ..no i same bez namawiania spakowaly się i stwierdziły, że jadą; ) Myślałam, że będzie mniej dzieciaków przez deszcz a tu cała zgraja na starcie; ) Wszystko fajnie. ..ale moja starsza córka stwierdziła, że musi wyjść ze mną potruchtać. ..bo 600m było jej ciężko przebiec tak szybko jak pozostali. ..w sumie to już nie wystarcza jak się chodzi na tańce czy akrobatykę. Najbardziej mnie zaskoczyła jedna dziewczynka, która upadła na starcie… trochę ja startowali. ..podniosła się …biegła ostatnia. ..wyprzedziła wszystkich i na metę wpadła druga za jakimś chłopcem.. .ale tata krzyczał oddech. ..trzymaj oddech. ..normalnie zawodowcy; ) – podkreśla Ada.

12167401_976468159081332_1161020951_nMatka potrafi… się dogadać…

Jak dotarłam na piknik 10 min przed startem i okazało się że nie mam się gdzie przebrać miałam minutę z pomysłem jadę do domu. Przebrałam się ma środku pikniku , raz się wywaliłam nawet bo nie było warunków i ruszylam na start patrząc jak inni już startują. Kiedy doszłam do linii startu okazało się że zwinieto już taśmę bo minęło 10 minut ale urokiem osobistym przekonałam panów że i tak mogę wystartować tylko z czasem z Endomondo. Najważniejsze było pobiegać razem z reszta i to ze byłam w tyle nie miało takiego znaczenia i tak cieszylam się że startu. Trzeba mieć dystans do siebie.

12177227_977482138979934_1060801121_o
fot. P. Dymus

Piątka w dzień po półmaratnonie w Kampinosie…

Obie Kaśki w sobotę łyknęły dość wymagającą połówkę, ale mimo to były z nami.
„Mała piąteczka dzień po półmaratonie? Nawet miałam ochotę, ale odechciało mi się mocno, bo czekając na biegi dzieci zmarzłam okrutnie. Jednak mąż uświadomił mi, że muszę, bo przyjechałam tutaj służbowo i wyjścia nie ma. No to jak nie ma to… cóż było robić…” -wspomina Kaśka F.
Na Półmaraton Kampinowski namówiła mnie oczywiście Kasia F. Dopiero później zorientowałam się, że mam dwie imprezy biegowe jednego weekendu. trochę się przeraziłam tym bardziej, że jeszcze nigdy takiego dystansu nie robiłam. Do tego wszystkiego doszło przeziębienie, które złapało mnie na kilka dni przed startami. Wiedziałam, że muszę biec na City Trial (bo nie mogę zawieść drużyny :)), ale półmaraton stanął pod znakiem zapytania… Ostatecznie zdecydowałam się na bieg mimo deszczu i mega błota. Dałam radę! Nie żałuję! A bieg w City Trailu na 5 km następnego dnia to była już bułka z masłem – Kasia K.

12170155_976467759081372_241219102_n
Trudne warunki biegowe…

Trudny to był Półmaraton Kampinoski dnia poprzedniego 🙂 Błoto po kostki, stosunkowo długie podbiegi dały w kość, z drugiej strony nie pozwoliły pobiec w trupa. Może dzięki temu wogóle byłam w stanie się stawić na CT. Jak usłyszałam, że na CT „mamy dziś ciężkie warunki” to nieco się uśmiechnęłam. Po ponad 2 godzinach poprzedniego dnia w porządnym deszczu żadne pięć kilometrów straszne mi nie było. Tutaj twarde podłoże, bez piachu, ja – „wielce doświadczony zawodnik błotny” trasę pokonywałam na wprost, po kałużach wśród kluczących między nimi biegaczy. Bo buty i tak były brudne, a oni chyba wyprali na tę okazję 🙂 Głupio zrobiłam, że ustawiłam się na końcu, ale myślałam, że po półmaratonie to będzie dobre miejsce dla mnie, jednak nie – długo musiałam wyprzedzać. Czas taki sobie, szału nie ma, do dużej poprawki następnym razem 🙂 No, chyba, że znów sobie jakąś wymówkę znajdę, pobiegnę jakieś ultra dzień wcześniej może… coś wymyślę… – mówi Kasia.

12176240_977482135646601_591015219_o
fot. P. Dymus

Ja tam lubię wodę…

O bieganiu w strugach deszczu mówi Jarek: „Zacznę od tego, że ja ogólnie lubię, wtedy nie widać jak się pocę a to dla mnie bardzo istotne. Tak poważnie mi osobiście nie przeszkadza jeśli chodzi o sam bieg. Co do + i – wiem, że każdy ma swoją temperaturę, warunki, w których lepiej mu się biega. Ten deszcz a bardziej błotko nie pomagało. Ja jestem osobą, chłodnolubną więc dla mnie było ok. Poza biegiem jest jeszcze czas przed, pomiędzy biegami i po . Przyjemniej jest jak nie pada wtedy można komfortowo spędzić czas, zaplanować jakieś zabawy dla dzieci, czy zjeść kanapkę na świeżym powietrzu. Co do City Trail (18.10.2015) wszyscy dali radę, nie ważne czy deszcz, czy nie. Podobno co nas nie roztopi to nas wzmocni i tego się trzymajmy”.

12170632_976467795748035_1559710164_n
Elementy zaskoczenia…

Pogoda przeszła samą siebie, zaskoczyła mnie i chyba wszystkich obecnych tego dnia na City Trail – wspomina Żaneta.
Dowiozłam dwa mokre tyłki punktualnie na 9:00. My ubrane totalnie nie sportowo, kalosze, parasolki i kurtki puchowe nasiąkające wodą jak gąbki. Maja przebrała się dzielnie pod parasolką i szczękając ząbkami poszła na start. Mimo deszczu i obaw o nasze zdrowie z wielkim uśmiechem wspierałam moją dzielna zawodniczkę. Wbiegła na metę zadowolona jak nigdy, deszcz jednak nie taki straszny.
Maja zadowolona, myślę sobie misja spełniona, ja już nie muszę biec, mogę wracać do domu. I tak by skończył się mój pierwszy City Trail gdyby nie wsparcie moich kochanych mam Ady i Moniki W głowie miałam tylko jedno nie biegnę, zimno, mokro, gdzie ja się przebiorę, jak wrócę do domu ….PODDAJĘ SIĘ!!! Maję wspierałam z całych sił, a mnie wsparła Ada i Monika kazały biec i nie marudzić. Gdy tylko włożyłam adidasy poczułam że to była jedyna słuszna decyzja. Mimo tygodniowej przerwy w bieganiu mój pierwszy w życiu bieg w deszczu okazał się lekki i przyjemny, bez spiny i na luzie To był po prostu MEGA FUN Zadowolenie z siebie że się nie poddałam, że mam takie wspaniałe koleżanki które nie pozwoliły mi się wycofać. Ada, Monia, Marta, Natalia dziękuję i całej reszcie za oklaski na mecie.
Deszcz był zaskoczeniem ale nie przeszkodą!

12170706_976467802414701_652358530_nPierwsza oficjalna piątka …

Dla Natali, która ma za sobą niemały kilometraż była to pierwsza oficjalna piątka 🙂
„Pierwszy bieg ze startowego kalendarza Mamy, ruszamy – City trail, 5km. Cieszę się na ten dystans, bo zwykle wybieram dłuższe i miło będzie pobiec po prostu szybciej. Tylko, że właściwie to JAK? Nie mam „życiówki” do pobicia, bo dociera do mnie, że w ciągu 13 lat mojego biegania ANI RAZU nie wystartowałam na tak przecież popularnych 5 km! City Trail jest dla mnie dobrym początkiem. Mój jedyny oficjalny czas na 5km pochodzi z tegorocznych triathlonów (najlepszy 22:50) i to z nim pozostaje mi się zmierzyć. Kalkuluję i liczę oczywiście na szybszy bieg, bo w końcu trasa podobno płaska plus odpada zmęczenie pływaniem i rowerem. Co się okazuje? Nie tym razem dobiegam w 23:02. Może właśnie na tyle mam teraz formę, może wpłynął na to 3tyg przestój przez kontuzję, może deszcz i kałuże do przeskakiwania lub omijania. A pewnie, jak to bywa w sporcie, wszystko po trochu i to jest właśnie najlepsze! Czy jestem niezadowolona? NIE, czy jestem zadowolona? Też NIE, bo taką już mam biegową naturę, że zawsze chcę więcej. Najlepsze jest to, że dzięki formule City Trail będę mogła się pościgać sama ze sobą dokładnie na tej samej trasie za miesiąc, dwa i tak aż do marca. I niezależnie od tego, czy będzie słońce, śnieg, zdrowa noga czy dobra forma – już się nie mogę doczekać!

12176339_977482142313267_920188105_o
fot. P. Dymus

Gęsto od ludzia…

Trasa była dosyć ciasna. Kiedy startowałem tam w czerwcu przy 200 osobach było już dosyć gęsto. Teraz było niestety jeszcze gorzej. Pierwszy kilometr to było bieganie wężykiem. Sprawy nie ułatwiały duże kałuże, które sprawiały, że do niektórych „przepraw” ustawiały się mikro kolejki. Kilkukrotnie trzeba było zwalniać albo zmieniać trasę aby nie wpaść na innych uczestników. Były momenty gdzie wyprzedanie nie było możliwe, prawie jak na zawodach MTB. Choć z drugiej strony na wielu biegach jest dużo ciaśniej, więc finalnie nie było tak źle i dało się biec.

12166401_10203759832195539_1886807384_nDrużyna zobowiązuje…

CityTrail, październik, zimno, deszcz hmmm nie da się nie pobiec jak śmigamy całą drużyną Mamy Ruszamy. Kiedyś, całkiem niedawno, dziwiłam się jak widziałam biegających w deszczu. A teraz sama z uśmiecham na ustach jechałam na bieg. Jest bieg jest DRUŻYNA. Czas się nie liczył, pierwszy raz biegłam w takich warunkach. I…. było fajnie. Przeszkadzał mi tylko brak muzyki w słuchawkach, radio w lesie nie działało jak trzeba a innych plików brak. Polecam i czekam na pozostałe biegi. Będzie jeszcze ciekawiej – mówi Monika.

12166909_976467935748021_355070852_n
I jeszcze jedno… serdeczne dzięksy!!!
Klaudia – dziękujemy za pomoc przy dzieciach… gdyby nie TY… byśmy siedzieli w kapciach na kanapie, a wiesz my wszyscy wolimy inne rozrywki!
Piotr – dziękujemy, że ogarnijąc swoją gromadkę dzielnie ogarniałeś resztę, Baśka od razu sie pochwaliła, ze wujek Piotrek to jej kurtke zapinał 🙂
Marysia – doping na mecie – bezcenny! Nie spodziewałam się tam Ciebie, doceniam, w sumie to doceniamy wszyscy!
Przesyłam Wam największego całusa ever, a nawet 3 – dla każdego po jednym 🙂

Dołącz do grupy aktywnych Mam:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpgInstagram:

ilo olo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: