Pojechał mieszczuch pobiegać do lasu i stanął na podium…

To był taki powiedzmy spontan… Zaplanowaliśmy wypad na Mazury. Z ciekawości przejrzałam kalendarz biegowy. Okazało się, że jest okazja przelecieć się w biegu na dystansie 15 km – Run Jarem Skrajem Runem.
szczycieńska 15, 2015, Run Jarem Skrajem RunemCzemu nie… zadzwoniłam, zapisałam się i … dopiero później dotarło do mnie, że to może warto popatrzeć jaki to bieg, po jakiej trasie etc. Przecież nie raz biegałam po mazurskich okolicach i wiem, że wytrzepać naście kilometrów po w miarę ogarniętej trasie to raczej wyzwanie 🙂 Wszędzie las, korzenie i piach po pas 🙂 A ja biedny żuczek całe życie po betonie 🙂 Doczytałam…. charakterystyka trasy: przełaje. No to będzie góry doliny, zbiegi i podbiegi… cudnie. No ale cóż człowiek nie taki, żeby nie poleciał 🙂

Dotarliśmy. Inny świat (w sensie pozytywnym) Odebrałam zestaw startowy… wymiatał. Nigdy wcześniej nie znalazłam w pakiecie piwa 🙂

szczycieńska piętnastka 2015, Run Jarem Skrajem RunemBiegaczy garstka, ale nikt nie jest przypadkowy. Nie wiem czy to kwestia dystansu, bo na 15 km raczej nikt nie biega na „pałę” czy może to na tyle kameralna impreza, że nie ma miejsca na przypadkowość i ludzi zdychających po pierwszych kilometrach. Tu od razu było wiadomo kto kiedy dobiegnie.
Ruszyliśmy. Na drugim kilometrze każdy raczej obrał swoją pozycję, tępo, na trasie wyprzedziłam ledwie kilka osób, a odstępy między każdym z nas były znaczące.
W koło las, ale lecimy po asfalcie, zatem… jestem w domu myślę sobie 🙂 Dało się trzymać dobre, równe tępo, nawet żar lejący się z nieba jakoś nie przerażał i nagle… koniec rozkoszy… wlecieliśmy w las, szutrowa droga dała radę, ale momenty gdzie była piaskownica… masakra, noga po kostę w piachu i weź tu lataj, czułam się jak świnka na lodzie… każda nóżka w swoją stronę 😛  Do najprzyjemniejszych nie należały też podbiegi. Taka specyfika terenu, z górki i pod górkę. Stolica to jednak płaska jest, więc jak się trenuje podbiegi to se trzeba najpierw poszukać górki 🙂
To co wspaniałe to zapach lasu, cisza, spokój, słyszysz tylko szum koron drzew, ptaków śpiew i swój oddech.

szczycieńśka 15, maj 2015Dobiegłam jako druga kobieta, jako pierwsza z kategorii K30, mam zatem nadzieję, że dobrze reprezentowałam Mamy ruszamy. Na mecie przygrywała kapela, chłopaki w garniturach śpiewali … ” a na imię miałaś właśnie Beata” W sumie może być i Beata 🙂 Powiem Wam, że moja biegowa spódnica wpisywała sie idealnie w klimat imprezy 🙂 Meta w kształcie grzyba też robiła wrażenie. Każdy dobiegnięty dostawał na wzmocnienie kubełek miodku z cytryną. Pyszny, ale w pioruny słodki. Nawet słodkolubna Baśka nie dała rady 🙂
Stanęłam dwa razy na podium. Przytuliłam dwa puchary i miodu na pół zimy. Po uroczystym wręczeniu ognisko, kiełbasa, piwo, grochówka. Na bogato 🙂

szczycieńska 15, Run Jarem Skrajem Runem

Bardzo urzekli mnie ludzie. Było jakoś tak pozytywnie. Naturalna wymiana uśmiechów, pozytywny doping potencjalnego „rywala”. Bez napinania. Każdy se wyszedł, przeleciał.
Zaczynam chyba lubić taki, zdecydowanie, lżejszy klimat. Bardzo się cieszę, że miałam okazję wziąć udział w tym biegu i podsumowując… było GIT!

 

Dołącz do grupy aktywnych Mam:cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

 

 

Instagram:

ilo olo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: