Po ciąży schudła 50 kg. Chce być przykładem dla synów.

Nic tak nie motywuje jak sukces. Zapraszam na wywiad z Karoliną Kucińską szczęśliwą matką bliźniaków. Lżejszą o 50 kilogramów. Bogatszą o tonę doświadczeń. Zwyciężczynią plebiscytu Fitness  Motywatory 2017 w kategorii metamorfoza. Znasz dziecięcą piosenkę „… a ja rosnę i rosnę i niedługo przerosnę…”? Po urodzeniu synów Karolina się zapomniała i się do niej zastosowała.

Wyjście z chłopcami na spacer, na zakupy to była jakaś katorga. Mój kręgosłup płakał, pięty i stawy bolały, przeraźliwie się pociłam…. Chłopcy rośli i rośli i ja rosłam i rosłam…. Czy ja tego dla nich właśnie chcę? Chorej matki, która nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Czy chcę aby w przyszłości też tacy byli?

Karolina Kucińska to…

To kobieta, która po 30 latach WRESZCIE odkryła swoją pasję i miejsce na ziemi 🙂 to matka, która tą pasją stara się zarazić swoje dzieci, aby byli mądrzejsi od swojej matki, kiedy to ona była młodsza.

To osoba wiecznie łaknąca nowej wiedzy, większych możliwości i większego rozwoju. Która obecnie wie, że nic nie stoi na drodze aby osiągnąć swój cel.

Jak to się stało, że dobiłaś do 120 kg na wadze?

Nawet nie wiem…. Zawsze byłam duża. Nadwaga ciągnęła się za mną od dziecka. Brak samoakceptacji w tym temacie z czasem przerodził się w zaburzenia odżywiania – na zmianę bulimia i kompulsywne objadanie się. Raz 70kg aby zaraz znowu wrócić do 100 – i tak w sumie wyglądał czas pomiędzy 15 a jakimś 25 rokiem życia – gdzie przy 25, kiedy wychodziłam za mąż chwytałam się wszystkiego aby schudnąć i „jakoś” wyglądać. Udało się, mega niezdrowo – ale się udało, zawsze to suknia w rozmiarze 44 a nie większym, co juz dla mnie było sukcesem. Radość długo nie trwała bo wróciło z nawiązką. A dalej to juz tylko jedzenie i jedzenie…. Pizza, piwo, chipsy, kolorowe gazowane napoje, batoniki – to było na porządku dziennym. Raaany jak ja kochałam jeść! Wszystko i w każdej ilości! (Dalej kocham – ale to juz inna miłość) A sport? unikałam jak ognia – całe liceum, szkołę policealną i studia. Sport to było zło konieczne – na zaliczenie przedmiotu. Po co mi to do życia?

Nie wiem kiedy nagle nastał ten moment – chciałam zajść w ciążę a nie mogłam…. i właśnie wtedy na początku 2011 waga pokazała 120kg… Udało mi się schudnąć do całych 112kg i zajść w pierwszą ciążę – nigdy nie zapomnę, jak w przychodni, starej daty ginekolog na mnie patrzył i jak się wypowiadał z totalną dezaprobatą odnośnie mojej ówczesnej wagi.

Przez te lata przetestowałam chyba wszystkie dostępne środki odchudzające na rynku. Wierzyłam w te piękne reklamy…. Chwytałam się wszelakich magicznych herbatek i leków – a jaki był efekt? Pusta kieszeń i jo-jo.

Czy pamiętasz ten moment, w którym stwierdziłaś teraz albo…. ? Gdzie wtedy byłaś? A może to była jakaś konkretna sytuacja?

Bardzo dokładnie pamiętam! Przy porodzie ważyłam 115kg (zachodziłam w ciążę z Chłopcami ważąc 102kg) – a 2 tygodnie po CC juz 90kg! Jakie to szczęście było! Wiedziałam, że teraz dam radę! Ale nieee, to nie był jeszcze ten moment.

Po euforii przyszło znowu śmieciowe jedzenie, które zabijało stres związany z problemami u Jarka (mojego syna). No i tak zostało + potem dojadanie po chłopcach. Od urodzenia byli na butelce, wiec dojadanie mleka… potem obiadków…. i tak 7 mc po CC dobiłam prawie do wagi z dnia CC.

Wtedy to właśnie spadłam na samo dno „jedzeniowej otchłani „.  Wyjście z chłopcami na spacer, na zakupy to była jakaś katorga. Wciąganie wózka z nimi (i ewentualnymi zakupami) po schodach na piętro istny dramat. Mój kręgosłup płakał, pięty i stawy bolały, przeraźliwie się pociłam…. Chłopcy rośli i rośli i ja rosłam i rosłam…. Spytałam samą siebie: czy ja tego dla nich właśnie chcę? Chorej matki, która nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Przecież z dziećmi trzeba będzie się bawić, biegać. Czy chcę aby w przyszłości też tacy byli? W końcu to JA będę dawała im przykład, to na mnie będą patrzeć. Nie tylko na to co robię ale i to co jem.

I nie chciałam aby kiedyś się obudzili z wagą 120kg, siedząc na kanapie i zajadając z matką kolejną pakę chipsów zapijając kolorowym napojem. Tacy smutni i z depresją jak ja wtedy….

Jak udało ci się pogodzić dom pełen obowiązków z dążeniem do wymarzonej sylwetki?

Jak już powiedziałam DOŚĆ i jasno postawiłam, że MUSZĘ – to nie było źle 🙂 Jedzeniowo rzuciłam się na Dukana (tak tak… wiem 😉 ), więc z posiłkami szło błyskawicznie. Zaczęłam ćwiczyć jak chłopcy mieli drzemkę – a mieli ją całą jedną w ciągu dnia i to aż 40 minutową 😉 ale to wystarczyło aby zrobić 40 minutowy trening z Ewką Chodakowską (jakże wtedy modną).

Więc te początki trudne nie były, mądre też nie, ale wtedy to mi wystarczało. Schody się zaczęły, kiedy po Dukanie i Ewie po 8 mc wróciło cudowne jo-jo, nienawidziłam tych treningów. Więc zaczęłam szukać i tak oto trafiłam na treningi siłowe i zakochałam się!

Wpadłam w szał, euforię, zaczęłam kompletować sprzęt, to było jakoś pod koniec 2013 roku. Zaczęłam się uczyć i mądrze jeść. Chłopcy mieli wtedy już 1,5 roku, nie spali juz w dzień (do tego czasu było łatwiej, gdy jeszcze spali) więc „trenowali” razem ze mną 🙂 Nie powiem, początki naszej wspólnej przygody były interesujące. Jeśli nie dało się razem z nimi w ciągu dnia, to po prostu trenowałam po tym jak już poszli spać. Zazwyczaj była to godzina 21-22. Trening musiał być. Nie posprzątałam, nie pozmywałam ale trening zrobiłam.

Jak mieli jeszcze tę drzemkę do tego 1,5 roku, to specjalnie angażowałam ich we wszystko w domu – jak kuriozalnie to nie brzmi – właśnie po to, aby ten czas „drzemkowy” mieć na trening. Nie ważne było, ze przy „pomocy” w kuchni było więcej bałaganu – trudno! Zaczęłam wychodzić z założenia, ze świat się nie zawali, jak naczynia postoją w zlewie, czy koty będą walały się po podłodze 😉

Kiedy już nie spali, trzeba było im wymyślać jakieś zajęcia. Oj, wtedy to moja kreatywność nie miała granic 🙂 Domowa ciastolina, surowy makaron, farby, krepina. Po treningu, był kolejny na sprzątanie tego bałaganu…. To był mój czas, wiedziałam,  że wreszcie robię coś dla siebie. Z czasem i chłopców zainteresowały „ciężary”. W końcu siedzieli ze mną cały czas do 3,5 roku aż poszli do przedszkola. Siłą rzeczy sami się do nich rwali. Dużo też z nimi rozmawiałam i rozmawiam. Wiedzieli, że mama ma teraz trening, że dla mamy to ważne i starali się zajmować „swoimi” sprawami, np. bajką, czy jakąś grą 😉 Tak, mało wychowawcze ale każdy sposób jest dobry ;).

Troszkę schody się zaczęły jak zapragnęłam się uczyć i szkolić w dziedzinie treningów i dietetyki. Mąż został rzucony na głęboką wodę. 3,5 roku to tylko ja zajmowałam się chłopcami. Nagle to on musiał z nimi zostać, bo ja szłam na pierwsze sobotnie szkolenie. Pamiętam jak dziś jak po mnie przyjechali i chłopcy z wyrzutem, że tata nie dał im nic do jedzenia przez prawie cały dzień… bo zapomniał…. No tak, dzieci się karmi . Szkolenia weekendowe były coraz częstsze, potem doszedł kurs na trenera, który też trwał kilka miesięcy weekendowo, aż w końcu szkoła (weekendowa) – dietetyka. Na egzaminy zarywałam często nocki.

Kiedy ja zaczęłam myśleć o sobie, to i łatwo było wszystko pogodzić. Mąż musiał się zaangażować i zacząć spędzać czas z dziećmi. To było chyba najtrudniejsze. W pewnym momencie, bez wsparcia byłoby ciężko.

Ile kilogramów straciłaś i czy powiedziałaś sobie dość?

Od najwyższej przed ciążowej wagi zgubiłam 50 kg. Czy powiedziałam sobie dość? To zależy jak na to patrzeć 🙂 Od dawna nie patrzę już na wagę jako cyferki, ona dalej waha się miedzy 69 kg a 78 kg, zależy na jakim etapie rekompozycji sylwetki jestem.

Kiedyś chciałam być po prostu chuda. Myślę, że jakbym nie zaczęła trenować siłowo, tylko dalej szła tą drogą, którą szłam, to pewnie na obecną chwile ważyłabym ok 60 kg. Jednak zaczęło podobać mi się coś innego. Zaczęłam budować siebie w świetle sylwetkowym. Ale dzięki temu moja przygoda zaczęła się na nowo 🙂 Tak samo pasjonująca, tylko troszeczkę inna. Teraz buduję swoje ciało.

Mam plany i do nich dążę. Nie powiem, stało się, to „małą” obsesją, ale to jak ciało potrafi się zmieniać, jak ewoluuje, jak przełamuje się bariery – to coś fascynującego.

Co robisz w chwilach zwątpienia? Bo pewnie jak każdy i takie miewasz.

Miewam i to często. Wtedy zazwyczaj odpuszczam, na chwilę, a potem walczę. „Stara” ja tam siedzi cały czas. Nie jest tak, że jak wyjdziemy z otyłości, to już jest pięknie. Otyłość to choroba, zaburzenia odżywiania to choroba. Ona tylko czeka, aby dojść do głosu i przejąć kontrolę. Tak, tkwi to w głowie dla tego walka nie do końca jest równa.

Staram się mieć jasno określony cel i stare spodnie w szafie 😉 Tyle zrobiłam, tyle czasu na to wszystko poświeciłam, tyle łez i wyrzeczeń. Kurde i co? Tak po prostu miałabym ulec i to zostawić? Owszem, potrafię przepaść na 2-3 dni, nawet tydzień….. Ale wtedy zadaję sobie pytanie „czy warto jest psuć to co osiągnęłam?”

Teraz miałam wyjazd wakacyjny, postanowiłam odpuścić na ten czas, ale tak świadomie. Pierwszy raz odpuściłam świadomie BO CHCĘ, a nie, że muszę bo „stara” przejmuje kontrolę. Powiem tak, to było dobre doświadczenie, zero presji. Urlopowe doświadczenie potwierdziło, że to ja całkowicie kontroluję sytuację, a nie „stara” Karolina:)

No i te spodnie w szafie….. oj zostaną ze mną chyba do końca życia 🙂 Kiedy je wyciągam i patrzę na nie, to tak jakbym dostawała „przez łeb”. Wiadro zimnej wody.

Poza szeroko rozumianym „zdrowym stylem życia” co cię jeszcze kręci?

Kurczę, źle to zabrzmi jak napiszę, że nie wiem? Poza moimi wspaniałymi mężczyznami i marzeniami o startach w zawodach sylwetkowych, to mnie chyba najbardziej kręci na świecie, póki co 🙂 Choć mam świadomość, że ze zdrowym stylem życia przygotowania do zawodów nie mają do końca wiele wspólnego.

Co mnie jeszcze kręci? Ludzie. Praca z nimi, pokazywanie im, że można wszystko. Kocham rozmawiać, motywować, kręci mnie ich zapał, ich uśmiech, ich sukcesy. Tak, to dalej szeroko pojęty „zdrowy styl życia” ale jest to moje nowe życie, które po prostu uwielbiam.

No i muzyka, ciężkie, mocne rockowe brzmienie, to też mnie bardzo kręci 🙂 Komiksy…. kocham komiksy, uwielbiam Marvela i Superchohaterów.

Zdobyłaś tytuł Motywator 2017 w kategorii metamorfoza, gratulacje. Czy ta nagroda coś zmieniła w twoim życiu?

Na pewno w jakimś sensie pokazała, że warto jest wierzyć w siebie i walczyć o siebie. Docenienie tego co robię, jest czymś bardzo budującym. Nie tyle sama nagroda fizycznie (choć jest cudowna) ale to, że ktoś poświęcił swój czas i chciał właśnie na mnie zagłosować. Nie spodziewałam się takiej ilości wsparcia od ludzi przed galą, kiedy jeszcze nie było wiadomo kto wygrał. To było niesamowite.

Wygrana zmieniła moje postrzeganie jeśli chodzi o walkę i parcie do przodu. Taki kolejny przełom, po którym ciężko mnie będzie zatrzymać.

Stoi przed tobą Karolina ważąca 120 kg, która nie podjęła jeszcze decyzji „zmienię swoje życie”. Co jej powiesz aby ją zmotywować do działania?

Stań przed lustrem, spójrz sobie w oczy i powiedz na głos; jak chcesz przeżyć swoje życie? Czy to, w jakim jesteś teraz momencie na prawdę TOBIE odpowiada? Czy na prawdę jest ci dobrze? Zastanów się i odpowiedz sobie na pytania szczerze. Czy kochasz siebie? Czy jesteś w stanie spojrzeć sobie w oczy i głośno to sobie powiedzieć?

Prawda jest taka, że nikt za ciebie nie podejmie decyzji o zmianie. Nikt cię do niej nie przekona, jeśli ty na prawdę nie będziesz tego chciała.

Nie będzie łatwo. Patrząc z biegiem czasu mogę wręcz powiedzieć, że będzie ciężko. Wiele dni przepłaczesz. Wiele razy będziesz chciała odpuścić. Pewnie nie raz odpuścisz. Mimo wszystko się nie poddawaj. Wierz w siebie, warto. Jeśli coś trudniej nam przychodzi mocniej o to dbamy. Zawsze pamiętaj, że osiągniesz swój cel. Jesteś tego warta.

Koniecznie obserwuj Karolinę na Instagramie => KLIKNIJ oraz na Facebooku => KLIK

 

O innych metamorfozach mam przeczytasz w dziale mama trenuje =>=>=> KLIKNIJ 

 

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ola

Autorkami bloga są Ola i Ilona - obie to aktywne zawodowo i sportowo matki i żony, które każdy wolny moment poświęcają aktywności fizycznej oraz zgłębianiu wiedzy w temacie zdrowia, diety i treningu. Jednym z zawodów Oli jest dietetyk, Ilona jest instruktorką kulturystyki. Razem tworzą świetny duet nie tylko na gruncie zawodowym, ale także prywatnym.