Namiętny sprint. Carbo i pierwsza randka.

Miśka, Miśka… do dziś tracę rozum. Gdy słyszę „Miśka” serce zaczyna mi bić szybciej, w sumie to nie tylko serce. Gdy na horyzoncie pojawia się ONA to nie liczy się nic.

Miśka to półwilczyca o dzikich oczach, głębokich jak ocean. Szczupła, szybka jak gazela. Jej sierść pachnie wiatrem i wolnością. Jest troszkę szalona, dzika, nieokrzesana. Jest niezależna i bezkompromisowa. Samotnie wychowuje syna. Macierzyństwo nie zabiło w jej jednak miłości do wolności. Młodego podrzuca swojej Pańci, a sama… a sama wymyka się pod osłoną nocy i korzysta z uroków życia.

Pierwszy raz spotkałem ją wracając z plaży. Kiedy ją zobaczyłem przeszdł po moich mokrych plecach elektryzujący impuls. Aż mi włosy na tyłku się podniosły. Przywitaliśmy się. Było bardzo energetycznie, wręcz namiętnie. Potem powiedziała, że ma syna. Romantyzm ciut osłabł.  Poznałem go. Słodki malec. Kiedy go zaakceptowałem powiedziała, że nie chce mieć więcej dzieci. Napomkęła także, że nie chce zobowiązań, stałych związków… nie słuchałem. Moja głowa była już gdzie indziej. Nie wiem ile trwało to spotkanie, ale Pańcio wyciągał mnie za fraki z jej domu i coś tam brzęczał, żeby jakiś tam kłopotów z tego nie było. Wróciłem na podwórze dziadków małej Pańci i czułem jak w głowie mi szumi, a w brzuchu czułem jakby chmurę motyli. To wspaniałe, ale bardzo irytujące uczucie, które nie pozwala myśleć.


 

O zdrowy rozwój Pioruna i Carbo dba marka UNIQ Nordic Gold

 


Nastpnego wieczora siedzieliśmy wszyscy przy ognisku. Było ciemno, gwiazdy migotały, słychać było uderzenia fal odbijających się o brzeg. Nagle w trzcinach coś zatrzepotało. Zerwałem się na równe nogi, ruszyłam te trzciny węsząc bażanta. Wpadam po kolana do wody, a tam w świetle księżyca stoi moja wilczyca. Brodziła po brzegu. Jej smukłe nogi, ledwo zanurzone w chłodnej wodzie kusiły. Kusiła mnie cała. Poskakaliśmy trochę w szuwarach. Potem zaprosiłem ją na ognisko. Zeżarła mi całą kaszankę. No cóż. Ja zadowoliłem się ślimakami. (Moja ślimacza historia do poczytania TUTAJ)

Zaprosiłem ją na noc, ale odmówiła. Musiała wracać do młodego. Postanowiłem ją odprwadzić do furtki i spojrzeć jak odchodzi w blasku księżyca. Stanęliśmy na pomoście. Nie rozmawialiśmy. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Patrzyliśmy, patrzyliśmy, patrzyliśmy…. Ona się gapiła, a mnie tak strasznie chciało się siku. No nie mogłem już wytrzymać, ale… ona tak się gapiła. Moja długa nieobecność zaniepokoiła Pańcię. Przyszła po mnie i mówi: „Carbo, pora spać” Spuściłem uszy po sobie. Spojrzałem jak Miśka odchodzi. Potem podniosłem nogę i leję. A tu nagle krzyk: „Kur*** Carbo lejesz mi na nogę” Patrzę, no ku*** leję jej na nogę. No, ale co mogę zrobić. Już poszło, teraz nie zatrzymam. Ciemno jest, myślałem, że słupek. Dziadek nawbijał mi słupków na całym podwórzu, bym nie lał babci na drzewka. Tyle tych słupków nasadził, że byłem przekonany, że to też słupek.

Ten dzień skończył się awanturą na pięć fajerek, ale w sumie mnie to grzało. Tego dnia nie ruszało mnie nic. Mogła poruszyć mnie tylko ona.

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: