Maraton to ból…

„Maraton to ból” – usłyszałam w audycji w radio po OWM. W duchu przyznałam rację, bo przecież przebiegnięcie ponad 42 km, na zawodach, czyli kiedy dajesz z siebie wszystko to przecież nie jest jakaś tam pestka.
Dziś mogę się na temat maratońskiego bólu wypowiedzieć troszkę szerzej. Od ponad miesiąca trwają moje konkretne biegowe przygotowania do debiutu na królewskim dystansie.
Tak, nigdy dotąd nie przebiegłam maratonu. Bardzo dużo osób często pyta: „Jak to możliwe? Przecież Ty tak dużo biegasz. Spokojnie byś dała radę” Hmmm… no i co z tego? Pojęcie ilości i szybkości jest pojęciem względnym, tak samo względne jest przebiegnięcie maratonu. Pewnie dałabym radę. Tylko… czy w tym wszystkim chodzi o to by tylko dać radę?
W moim przypadku niekoniecznie! Ja swój pierwszy maraton chcę zrobić z klasą, a linię mety przekroczyć jak gazela, wziąć głęboki wdech i mieć siłę, by krzyknąć: ” Ja pier*** zrobiłam to w mistrzowskim stylu”

12552489_593121060837322_1799043396_n
Zawsze podziwiałam ludzi, którzy po pół roku biegania chwalą się, że przebiegli maraton.
Bardzo mnie wtedy zastanawia co to znaczy przebiegli? Hmmm…. i dociera do mnie, że słowo przebiec to jest dopiero względne 🙂 Przemeczenie maratonu ledwo mieszcząc się w limicie czasowym mnie nie kręci. Nie chcę mówić „Przebiegłam maraton” Chcę mówić: „Mój pierwszy maraton przebiegłam na ….. min/km i zrobiłam to w xh xm xs” Mam nadzieję, że za kilka miesięcy w miejsce X wstawię liczby, na które będę patrzyła z dumą, a mój medal nie będzie tylko kawałkiem metalu, ale pamiątką ciężkiej pracy, uporu, motywacji i … bólu.

No i właśnie wracamy do tematu bólu. Dopiero teraz dociera do mnie, że maraton to coś więcej niż tylko 42,195, które biegniemy w tym jednym wyznaczonym terminie, razem, o konkretnej godzinie. Maraton to miesiące, czasem nawet lata przygotowań. To setki, ba nawet tysiące wybieganych kilometrów. To godziny morderczych treningów, podczas których praktycznie cały czas opuszczasz swoją strefę komfortu. Bo w MARATONIE nie ma miejsca na STREFĘ KOMFORTU.
Całe to przygotowanie to nie tylko fizyczna adaptacja ciała do wysiłku. To nie tylko zmuszanie swoich mięśni do osiągania granic wytrzymałości, ale też ogrona praca psychiczna, bo przecież wszystko mamy w głowie. To ona stawia granice, ciało wytrzyma dużo więcej niż nam się wydaje.

12519227_1960051210886939_892673005_nStyczeń był dla mnie bardzo ciężki.  W nogach ok. 350 kilometrów. Może nie jest to jakoś strasznie dużo, ale przy założeniu, że dochodzą do tego regularne treningi na siłowni, treningi uzupełniające, czasem basen to ten miesiąc poczułam bardzo dotkliwie. Niemal od początku towarzyszy mi ból. Na szczęście nie jest to ból kontuzyj ny. To ten słodki, ale cholernie dokuczliwy ból zmęczonych mięśni. Tych, które każdego dnia zmuszane są do ciężkiej pracy, do pracy na mój sukces. Jednak ta praca się opłaca. Z dnia na dzień czuję jak zwiększa się moja wytrzymałość, to nad nią teraz pracuje. Może zima nie była długa, ale 3 tygodnie śniegu przysłużyły się sile biegowej, która mam nadzieję zaprocentuje w kwietniu. W sumie to czuję jak procentuje każdego dnia. Styczniowy start w City Trail w śniegowej aurze był dla mnie bardzo trudny. Pomimo masywnych treningów pod maraton, ciężkiej siłowni i zmęczenia udało się przelecieć 5k w 21 min z hakiem. Dla mnie to ogromny sukces, bo wynik choć słabszy niż starty w sezonie i szczycie formy to biorąc pod uwagę okoliczności przyrody to jest bardzo dobry.

12362183_1530352463946550_1011645447_n
Przede mną luty. Będzie to bardzo trudny czas, ale z drugiej strony krótki miesiąc szybko przeleci. Niestety poza treningiem jest jeszcze rodzina, praca, dom. Wszystko to wymaga czasu i dyscypliny.  Dziś dostałyśmy maila z zaproszeniem na kolejne ciekawe wydarzenia i kiedy otworzyłam kalendarz to zdałam sobie sprawę z tego, że w lutym nie mam ani jednego wolnego weekendu, ani jednego takiego dnia, kiedy mam świadomość, że nie muszę nigdzie być na konkretną godzinę.
Dziś jednak podjęłam decyzję, że to może nie warto się zastanawiać tylko trzeba się cieszyć. Bo jak się dzieje to znaczy, że jest dobrze. Lepiej się zastanawiać jak wszystko pogodzić niż martwić się tym, że nie dzieje się nic…

Koniecznie dołącz do nas! Każdego dnia dajemy sporą dawkę silnej motywacji:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpgInstagram:

ilo olo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: