Klasyczny Book vs Audiobook – co, gdzie, kiedy i na czym? [TEST]

Macie czasem takie coś, że czegoś bardzo chcecie, ale nie możecie? Macie, wiem, że macie. Co wtedy robicie?

– rezygnujecie, bo nie ma czasu, nie ma możliwości, bo są inne obowiązki?
– robicie to, ignorując inne rzeczy i konsekwencje bierzecie na klatę?
– szukacie rozwiązań, które zadowolą Was drogą kompromisu?

Ja należę zdecydowanie do tych, którzy wybrali ostatnią odpowiedź i staram się szukać rozwiązań, które w pełni mnie usatysfakcjonują.
Podczas tegorocznych wakacji postanowiłam mieć więcej czasu dla siebie i postanwiłam, że przeczytam to wszystko co zalega od pół roku. Zrobiła się z tego bardzo długa lista, a mój grafik nadal pęka w szwach. Czeka na mnie 20 pozycji z celem: do końca wakacji.  Trochę mnie to przytłoczyło. Nie dałam się jednak przygnieść i zaczęłam szukać rozwiązań.

Postanowiłam przeczytać to czego nie da się przesłuchać, czyli w moim przypadku wszystkie anatomie i podręczniki z zakresu treningu. Resztę obrobię w wersji audio. Spokojnie mogę wtedy robić kilka rzeczy naraz. Pranie, gotowanie, nawet niektóre treningi z audiobookiem na uszach są idealną okazją do zrobienia  rzeczy przyziemnych choć odrobinę górnolotnych.  Kiedy przefiltrowałam bazę audiobooków okazało się, że ponad 80% pozycji, które zamierzam pochłonąć dostępna jest w wersji przyjemnej dla ucha.

Jest cel, są środki do celu, pora na narzędzia!

Czytadła kurzą się od dawna na półce, więc tu problemu z dostępnością nie ma.
Wybierając audio zdecydowałam się na aplikację storytel.pl Mają pokaźną audiotekę, bogatą także w słuchowiska dla dzieci, w bardzo przystępnej cenie. Za 29,90 miesięcznie słuchasz do bólu. BTW chyba teraz można 2 tygodnie za free –> SPRAWDŹ TUTAJ. Appkę ściągasz na telefon, więc zawsze masz ją pod ręką. Na koniec coś na uszy, bo przecież nie będę odpalać wszystkim pasażerom w tramwaju mojego audiobooka z przepisem na sukces.

Słuchawki okazały się sporym kłopotem. Potrzebuję czegoś uniwersalnego. Nie mogę pozwolić sobie na dynadające kable uwiązane do telefonu. Przerabiałam to zarówno na treningu jak i w życiu codziennym i „dziękuję…. postoję” Coś się zawinie i słuchawki wypadają. Zapomnij o telefonie w torebce, bo kabel za krótki. Jak wsadzisz do kieszeni i poruszysz nogą to słuchawki szukasz na plecach. Serio, nie dla mnie takie zabawy, szczególnie w ruchu. Ja to jednak cenię minimalizm.

Ostatecznie słuchawki trafiły do mnie przez przypadek. Zamawiając słuchawki z funkcją ochrony słuchu dla mojej B. –> ZOBACZ TUTAJ miałam możliwość przetestowania słuchawek dla dorosłych marki IFROGZ. Skorzystałam i ostatecznie słuchawki u mnie zostały. A właściwie to u nas, bo ja testowałam wersję fitness, a Ola wersję dla biegaczy. Dodatkowo wyposażoną w skrzdełka, które jeszcze bardziej trzymają wtyczkę w uchu. Ostatecznie przytuliłyśmy zarówno wersję fitness jak i wersję dedykowaną biegaczom.


W związku z tym, że obiecałam zaopiniować dla Was te słuchawki, zatrzymam się przy nich na dłużej. Jednocześnie postaram się odpowiedzieć na Wasze pytania, które zostawiłyście na moim Insta Story.

1. Jakość dźwięku.
O to chyba pytałyście najczęściej. Nie jestem muzykiem, nie mam słuchu absolutnego, ale jeśli o mnie chodzi, to jakość mnie całkowicie zadowoliła. Słuchałam zarówno muzyki jak i audiobooków polsko i obcojęzycznych. Nie zauważyłam, żeby coś było nie tak. Używałam ich także przygotowując się do egzaminu na instruktora fitness, gdzie trzeba było łapać konkretne dźwięki, wyłapywać bloki w muzyce, mosty etc. Poradziłam sobie całkiem dobrze. Mniemam zatem, że do jakości nie można mieć zastrzeżeń.

2. Parowanie z innymi urządzeniami.
Błyskawica. Choć ja mam z tym zawsze kłopoty to poszło za pierwszym razem. Parowanie zarówno z telefonem (parowałam z androidem) jak i zegarkiem biegowym (parowałam z TOM TOM Cardio + music –> TUTAJ zgarnij rabat na zegarki marki TOM TOM) odbyło się bezproblemowo. Oba systemy zapamiętały słuchawki. Aktualnie po włączeniu słuchawek, wszystko się automatycznie łączy jak trzeba.

3. Bluetooth
Słuchawki nie mają kabla. Są bezprzewodowe. Łączą się z innymi urządzeniami przez bluetooth. Kilka razy pytałyście czy nie przerywa. Uważam, że jest ok. Robiłam wybiegania w tych słuchawkach, jeździałam zatłoczoną komunikacją, biegałam po lesie i wygwiździewach położonych daleko od cywilizacji i było ok. Jeden, jedyny raz kiedy sterczałam na przystanku autobusowym i akurat niebo się rozpłakało, a wiatr łeb urywał miałam zakłócenia na łączach, ale nie były one na tyle uciążliwe by mnie drażnić.

4. Zalety
Słuchawki są tycie. Mają delikatne wtyczki do uszu. Są to jedyne słuchawki, po używaniu których nie bolą mnie uszy. Wszystkie inne mają na tyle duże same wtyczki, że po 30 minutach zwyczajnie boli mnie w uszach i robi się mało komfortowo. Wtyczki mają wmontowany magnes, więc kiedy ich nie używasz wszystkie elementy sczepiają się ze sobą. Kableki łączce stację ładowania z wtyczkami do uszu idealnie zawijają się na korpusie stacji dzięki cały zestaw jest tak mały, że możesz zamknąć go w jednej dłoni. Stacja ładowania to jednocześnie włącznik, wyłącznik, mikrofon oraz kontrola głośności. I tu odpowiadam na jedno z pytań, kierując od razu uwagę producenta: „ Jak wyłączyć te słuchawki? Kupiłam je i nie umiem tego zrobić.” Odp. Przytrzymać dłużej okrągły guzik. W środku jest instrukcja obsługi, jednak nie ma polskiej wersji językowej. W sumie są obrazki, z których można wszystko wyczytać, jednak… skoro słuchawki są na polskim rynku to instrukcja po polsku byłaby ok. Wspominałam o magnesach we wtyczkach. Na korpusie też mamy silny magnes, który pozwala nam na przyczepienie korpusu do dowolnej części garderoby. Słuchawki szybko się ładują. Długo trzymają baterię. Korzystam z nich bardzo dużo, ładując je rzadziej niż raz w tygodniu. Sporą zaletą jest cena. Słuchawki są kilkakrotnie tańsze niż produkt bardzo znanej na polskim rynku innej marki (BTW posiadałam też słuchawki tej wiodącej marki, za miliony monet i … port ładowania przestał działać po dwóch ładowaniach, więc okazało się, że droższe wcale nie znaczy lepsze)

5. Wady.
Każdy sprzęt, nawet najlepszy ma wady. W przypadku słuchawek od IFROGZ nie podoba mi się to, że port ładowania jest zupełnie odsłonięty. Zaryzykowałam przez przypadek i kilka razy moje słuchawki skąpały się w mocnym deszczu. Jak sami wiecie, w tym roku lato nie rozpieszcza i ulewy dostaliśmy od pogody w bonusie. Mimo wilgoci słuchawki dały radę. Port nie jest uszkodzony, wszystko gra. Jednak nie miałam odwagi używać ich na plaży. Wystarczyło, że w mojej torebce było trochę piachu po jakiejś wizycie na placu zabaw i generalnie wysypywałam piasek z portu ładowania. Nie mam pojęcia co by się stało gdyby słuchawki dały nura w jakąś wydmę. Przypuszczam, że mogłoby im to ciut zaszkodzić, dlatego… na plażowanie nie polecam.

A wracając do początku to wylegując się a leżaczku skorzystajcie lepiej z papierowej wersji wybranej lektury, a audiobooki zostawcie sobie na okazje kiedy musicie dzielić uwagę. Pamiętajcie, że klasyka też ważna rzecz. Zatem… hmmm… co ostatnio czytaliście? Nie macie pomysłu? Wpadajcie do naszej BIBLIOTEKI.

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

3 thoughts on “Klasyczny Book vs Audiobook – co, gdzie, kiedy i na czym? [TEST]

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: