Jakie imię wybrać dla dziecka? A co gdy zadecyduje o tym przypadek?

Wpadłam ostatnio przez przypadek (nie, nie potrzebuję dokonywać teraz takiego wyboru 😉 ) na zestawienie najpopularniejszych imion dla chłopca, dla dziewczynki. Pamiętam, że kilka lat temu przeglądałam listy: jakie imię dla dziewczynki? jakie imię dla chłopca? jakie imię dla dziecka? Mieliśmy z Jarkiem jakieś swoje „preferencje”, rodzina przychodziła z nieocenioną pomocą i nie koniecznie proszoną ;-). Taka ważna decyzja… Przecież imię zostanie z dzieckiem już na całe życie. No dobra chyba, że mega byśmy skrzywdzili swojego potomka wyborem imienia, to w sumie ma formalno-prawne możliwości do jego zmiany.

Może, to matki mają takie rozkminki? Tak czy owak, temat imienia w okresie ciąży wracał jak bumerang. Nie wiem dlaczego w sumie? Presja otoczenia? Fakt, że to ty decydujesz o kimś? Tak głupio nie mieć imienia?

W mojej pierwszej ciąży (wiecie takiej donoszonej …) po 25 tygodniu imienia nie było. A dokładniej typów było tyle, że jakby go nie było. W mojej głowie myśl: przecież mam jeszcze tyle czasu. Mijały kolejne dni, tygodnie (z tymi tygodniami to się trochę rozpędziłam, w dalszej części tekstu dowiesz się dlaczego?) w temacie imienia było bez zmian. Lecz pewnego poranka zmieniło się wiele. Na pewno, to ….

Zacznę może od początku. Pewnego sądnego poranka 8 lat temu (o matko jak ten czas zapier….). Wstałam, szykowanie do pracy, śniadanie. To były czasy Ola pani „derektor” w branży dystrybucji książek stawiała się rano w biurze. Wizyta w toalecie i zaniepokojenie. Jakieś lekkie plamienie. Jeśli czyta to jakiś Pan, to lojalnie uprzedzam, że będą padały słowa takie jak macica, rozwarcie… Kto bardziej czuły niech ucieka i nie czyta 😉 Mówili na szkole rodzenia, że zawsze lepiej sprawdzić niż potem … No to wsiadłam w służbowe auto i w drodze do pracy zajechałam do pobliskiego szpitala na położniczą izbę przyjęć. Byłam pewna, że to formalność więc poza laptopem i dokumentami nad którymi siedziałam poprzedniego wieczora nie zabrałam nic. Badanie. No i szok. Pani rodzi! WHAT THE FUCK? Jakie rodzi? Przecież to 28 tydzień. Jakie rodzi? Przecież ja to nie bardzo coś czuję? Ja muszę do pracy?

Szok. Ja chyba śnię i to jakiś koszmar. Zrobiło się poważnie. Do pokoju wchodzili jacyś kolejni wzywani z oddziału lekarze. Gdy na wózku (przecież ja mogę iść) wieźli mnie na badanie USG, to przyznam „srałam po gaciach”. W głowie kołowrotek myśli. Ale jak to? Ale o co chodzi? Ale przecież ja się dobrze czułam? Mimo, że miałam wtedy 28 lat czułam się jak mała, zagubiona dziewczynka. Chciałam uciec, schować się, zasnąć. Na badanie USG wjechałam na wózku, prawie jak karetką na sygnale. Na korytarzu dziki tłum. Te wszystkie spojrzenia… Nie, nie wkurzali się, że koncertowo wbiłam się im w kolejkę. Oni raczej mi współczuli. Tylko czego? Dalej nie docierało do mnie …

Zeszłam z wózka i jak to w takich przybytkach majty w dół i Pani się położy. Powiało chłodem od żelu na brzuchu i spojrzenia lekarza. Po chwili słyszę: ale jak to Pani nic nie czuje? Ma Pani 8 centymetrów rozwarcia. Na porodówkę z nią.

Wszystko potem działo się jakoś tak obok mnie. Szpitalna piżama, kolejne badania, leki dożylnie… Hitem było łóżko na porodówce ustawione głową w dół. Rozumiesz siła grawitacji, tyłek w górę… Zatrzymam się tu, to co się tam działo zasługuje na oddzielny post. Finał. Przetrwałam do rana. Tak, znowu zaskoczyłam wszystkich swoją WYJĄTKOWOŚCIĄ. Wersji wyjątkowa będę się trzymać rękami i nogami. No przecież nie jestem dziwakiem, nie? Znowu wędrówki ludów do mojego pokoju, rozmowy, debaty. Padł wyrok. Na patologię ciąży z nią.

Na wspomnianej patologii przeleżałam 4 tygodnie. Słowo kluczowe PRZELEŻAŁAM. W ciągu tych cholernych 28 dni wstałam dwa razy. aby siąść na wózek. Pierwszy raz pojechałam na badanie do zabiegowego, drugi raz na badanie USG. Człowiek o sobie tyle wie, ile udało mi się sprawdzić. Nie będę ukrywać, że pod koniec 4 tygodnia płakałam i chciałam aby się już to skończyło. Czułam się brudna, upokorzona, czułam się … Matko, nawet nie wiedziałam, że po takim czasie wspomnienie tych najdłuższych jak do tej pory wakacji w moim życiu wzbudza we mnie tyle emocji. Właśnie zapomniałam wspomnieć, do szpitala trafiłam na początku lipca upalnego lata. Poczekam czy tego typu posty przyjmą się na mamyruszamy.pl i najwyżej cofnę się do wczasów all inclusive w Szpitalu Orłowskiego.

04.08.2009 na świat przyszedł syn Aleksandry, taki wpis pojawił się na opasce na rączce. Wiesz, że 4-go sierpnia urodziny obchodzi mój mąż? Jako zaradna kobieta, odcięta od sklepów, internetów i innych takich pierdyknęłam mu prezent konkret. Po porodzie chyba wszystko przebiegało standardowo, mimo, że byłam „przypadkiem”. 10 punktów, waga 2400… Gdy mieliśmy zacząć się przytulać, brak oddechu… Przytulania niet. Zabrali mojego małego na intensywną terapię. Znowu miałam wrażenie, że ten pier…. koszmar się nie kończy.

Noc spędziłam na oddziale poporodowym. W nocy było mi wszystko jedno, bo spałam. Przynajmniej nic nie pamiętam. Rano było słabo. Otwierasz oczy, a one mają dzieci a ty nie. Nie wiesz co przyniosła noc… Fizycznie masakra. Trud porodu, to jedno. W sumie rodziłam 4 tygodnie ;-). Największe piętno dało leżenie bez ruchu. Moje mięśnie chyba przestały istnieć. Pamiętam jak dziś, ten wysiłek jaki musiałam włożyć aby przejść tym długim korytarzem na neonatologię. On się nie kończył, a rękę podawała mi ściana. Maraton przy tym to bułka z masłem. Jest udało mi się, dotarłam. Pielęgniarka zapytała mnie: „czy Pani do Olusia?” i tak już zostało. Aleksander Dąbrowski syn Jarosława i Aleksandry.

 

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

 

Instagram, tam też jesteśmy:
iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

 

 

Ola

Autorkami bloga są Ola i Ilona - obie to aktywne zawodowo i sportowo matki i żony, które każdy wolny moment poświęcają aktywności fizycznej oraz zgłębianiu wiedzy w temacie zdrowia, diety i treningu. Jednym z zawodów Oli jest dietetyk, Ilona jest instruktorką kulturystyki. Razem tworzą świetny duet nie tylko na gruncie zawodowym, ale także prywatnym.