Jak mądrze trenować, czyli uczymy się na błędach. (Nowy ja: 3/3)

Nauczony poprzednimi doświadczeniami z samodzielnym ustalaniem diety i treningów wiedziałem, że nie tędy droga. Czas na oddanie się w ręce specjalisty. W końcu to moje ciało. Prosta zasada – jak trzeba cokolwiek zrobić z własnym ciałem najlepiej udać się do kogoś, kto wie co robi. Porażające, że ludzie wydają kasę na lekarzy, dentystów, okulistów, fizjoterapeutów, fryzjerów, manicurzystki, pedicurzystki, kosmetyczki, nauczycieli tańca a nawet na barberów (podobno taki ktoś, kto ładnie brodę przystrzyże WTF???), a nie chcą oszczędzają na kimś, bez kogo naprawdę łatwo zrobić sobie krzywdę, czyli na trenerach.

tata_dziecko_medal_bieg_warszawa

Tak więc cholesterol wyszedł 260, waga 113, BMI około 30, tkanka tłuszczowa 35%. Czas było spojrzeć prawdzie w oczy. Byłem gruby.

Gra w football miała tą świetną stronę, że nawiązałem wiele nowych znajomości. W Spartans jako Linebaker grał Jarek Gdak, co tu dużo mówić, guru wśród trenerów. To właśnie on mnie prowadzi od mniej więcej dwóch lat. Od tej pory nie zrobiłem ani jednego powtórzenia, bez konsultacji z nim.

Przestałem się też bać supli. Okazuje się, że serwatka, kreatyna czy BCAA to wcale nie koksy i można, a nawet powinno się je stosować. Ja stosuje. Nic mi nie odpadło (ani nie opadło 😉 ), ani nie wyrosło. Czuć za to siłę i szybszą regenerację, a regeneracja to podstawa. Nie da się trenować jak się dobrze nie zregeneruje. Kiedyś wystarczyły w tygodniu 2-3 treningi na siłowni i pod koniec tygodnia miałem dość. Teraz trenuję 7 dni w tygodniu – średnio 2 godziny dziennie (rower + bieganie + siłownia) i czuję się lepiej niż dawniej nie ruszając się. I chyba do tego właśnie najlepsze są suplementy. Nie sprawią, że nagle będziesz biegać minutę na km szybciej albo z dnia na dzień dorzucisz 20kg na sztangę, ale poczujesz różnicę w śnie i wypoczęciu.

Do tego dobra dieta (ok, czasami jest jakaś skucha). Dieta, dieta i jeszcze raz dieta. Bez diety czas poświęcony na treningi jest zmarnowany. Właściwie to nawet robi więcej szkody niż pożytku (na siłowni mięśnie się ‘psują’, a to dieta właśnie je odbudowuje)

Jakoś idzie. W zależności od cyklu (masa lub redukcja) waga wacha się około 95-98, wiec jest nieźle. Sylwetka też coraz lepsza, cholesterol w normie. Pracujemy nad tłuszczem.

Co dalej? Czas pokaże…

Bartek

Mąż, ojciec, pracownik korpo, pasjonat sportu uzależniony od aktywności fizycznej. Pokazuje że tatusiowie po 30-stce nie muszą mieć brzuszka pomimo wielu obowiązków, które dostarcza codzienne życie i praca.