Gdy się zorientowali było już po ptaku!

Dziś transmisja kulinarna od Carbo.

Zaplanowałem to w najdrobniejszych szczegółach. To była taka zbrodnia doskonała. Niestety jak się okazało, nie zatarłem wszystkich śladów. Na szczęście kiedy się Pańcie obczaili było już po ptakach, a dokładnie po ptaku, więc w sumie już nie mogli mi zrobić.

Pańca przytargała zakupy ze sklepu i wtedy z jej torby wyłoniła się ona. Dwie szczupłe, jędrne nóżki, zbity kuperek… pachniała nieziemsko… kaczka, soczysta jak pomarańcza. Już wtedy wiedziałem, że będzie z nas zgrany duet, ale Pańcia mnie w tym duecie nie uwzględniła. Kusiła mnie tylko bezlitośnie i moje psie oczy musiały obserwować proces… przyprawiania, a na koniec wbijania jabłka w kaczy tyłek. Tego jabłka co ja miałem w planie je zjeść, kiedy wszyscy pójdą spać. A ona z premedytacją wepchnęła to jabłko w kaczą d… Wyobrażacie sobie moje niezadowolenie, prawda?

Potem przez wiele godzin kaczką pachniał cały dom. Przez te kilka godzin, gapiłem się w szybkę piekarnika i patrzyłem jak się zmienia, dojrzewa, pięknieje. Moje oczy patrzyły, a z pyska ślina lała się hektolitrami. Leżałem taki rozmarzony… Tylko ona i ja. Oczami wyobraźni widziałem jak Pańcia wyciąga ją z pieca i w białym fartuszku, kucharskiej czapce stawia na mym stole. A ja… a ja zatapiam w niej zęby i rozkoszuję się smakiem nie z tej ziemi.

Niestety rzeczywistość była inna. Pańcia bez emocji rzuciła moimi marzeniami o ziemię. Otworzyła piekarnik, wyjęła kaczkę, podzieliła na pół…. Wiecie wtedy myślałem… jedna moja, druga jej, ale… to było bardzo niewłaściwe założenie. Pańcia podzieliła kaczkę, podzieliła nawet to cholerne jabłko co je chciałem zjeść i zapakowała w dwa szczelne pudła, po czym orzekła stanowczo: „Kochanie, obiad na jutro zostawiam na stole”

Naiwniara…. Pomyślałem. Tylko przymknij oko i zobaczysz kto tu rządzi.

Długo musiałem czekać, aż cały dom wypełni cisza. Najszybciej odpadła mała Pańcia. Punkt 21:00 a ona już w innym świecie. Potem Pańcia. Jak ją postawię na nogi o 4:19 to o 22:00 podpiera się nosem i trzeba dowlec ją do łóżka. Największym twardzielem jest Pańcio. Ten łazi po nocy. Wróci z tej siłowni i się rozbija do północy. Żeby to tylko siedział grzecznie. A ten łazi tylko od lodówki do kanapy, opycha się i nawet nie ma zamiaru się podzielić.

Wszyscy padli. Poczekałem jeszcze pół godziny, żeby przypadkiem nie wpadli na pomysł, ze jakieś sikanie, piciu, albo inne ceregiele.

Postawiła te pudełka daleko poza moim zasięgiem. Nie chwyciłem ich łapą. Wywalilem język na mrówkojada, ale ledwo posmakowałem wieczka pudełka. Krzesła też odsunęła. Przebiegła jest… No to co? Akcja szuflada! Tylko jak zrobić to bezszelestnie? Zazwyczaj robię ten numer jak nie ma nikogo w domu i jak spadnę z hukiem to nikt nie słyszy. Tym razem musiałem być precyzyjny i dokładny. Postawiłem wszystko na jedną kartę.


 

O zdrowy rozwój Pioruna i Carbo dba marka UNIQ Nordic Gold

 


Wysunąłem szufladę, dwa susy i byłem już na stole. Moja maleńka… kaczuszko! Mam Cię! Teraz było już z górki. Pudełko w zęby, miękki skok ninja i rura na łóżko. Podważyłem wieczko… ten zapach…. obłęd! Jabłko… mięciutkie, pieczone… delicja. Jem… A właściwie żrę jak świnia, bo nie mogę się opanować. Staram się nie mlaskać.

Napełniony brzuch. Teraz czas zatrzeć ślady. Kości! Pańcia zawsze mi powtarza, że drobiowe kości nie są na mój brzuch. Ale przecież nie wyrzucę. Lepiej zjeść i wyrzygać, niż całe życie żałować, że się nie zjadło. Weszły jak śmietana. Chociaż zdecydowanie bardziej lubię wołowe.

Pudełko. Jak odłożę puste to się zorientują. Schowam pod stół. Rano, nie zauważą.

Uffff, nie zauważyli. Dzień zaczął się jak zawsze. Punkt 4:19 :) Sikanie, freesbie, sikanie, piłka, kupa, śniadanie, kupa, freesbie, piłka, kupa, kupa…. oj ta kaczka chyba była dla mnie zbyt tłusta.

Wszyscy się rozeszli, a ja rozkoszowałem się zbrodnią doskonałą. Opyliłem im kaczkę, a oni się nie zorientowali. Jestem mistrzem! Znaczy byłem mistrzem... do czasu.

Pańcia wróciła z treningu, pisze te swoje maile. Dzwoni telefon. O Pańcio! Ucieszyłem się i zaraz zgasłem. Pańcio nigdy nie dzwoni w dzień. Pańcio nie był zadowolony. Pytał zdenerwowany Pańcię o mięso, Pańcia zdenerwowana tłumaczyła się, że ma. Wyszła w akcie głodu niezła awantura. Potem Pańcia spojrzała na mnie tymi swoimi oczami i wyjęczała… CARBoooooo!

No, ale cóż…. już było po ptaku. Taki lajf. Jak Twoje to pilnuj, bo Ci zjedzą.

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n