Food Blogger Fest pod lupą…

Najpierw będziemy uwodzić Wasze oczy, niech one pobudzą zmysł smaku i zapachu…

W ramach poszerzania horyznotów nogi nasze powidło na Food Blogger Fest. Otrzymałyśmy zaproszenie, więc no… jak tu nie skorzystać?! Dotarłyśmy spóźnione, prosto z treningu. Niestety jak zazwyczaj w ostatnim czasie… Jesteśmy niemal specjalistkami od lekkiego poślizgu. Dobrze, że w tym kraju tak sprawnie funkcjonuje zasada akademickiego kwadransu plus. Na szczęście nie było problemu.

Na wejściu przywitała nas czekolada. Dużo czekolady… wszystko było z czekolady… kotki z czekolady, świnki z czekolady, nawet cukierki były z czekolady i mówiły do nas jedz mnie… a my takie prosto po treningu ze ssaniem na węgle…

12755416_10204319631430170_1298659026_oDumnie przemaszerowałyśmy obok udając, że temat wszechobecnej czekolady nas nie interesuje. Kiedy przeszłyśmy przez czekoladowe szaleństwo Wedla naszym oczom ukazał się przekąskowy stół… no to się najadłyśmy… znaczy ja się najadłam, bo Ola aktualnie na totalnym” bezcukrzu dodanym” to banany, mandarynki i bakalie mogła degustować, co zresztą szło jej bardzo dobrze 🙂

12665673_10204319567028560_2122145122_nŻeby nie było, że samym jedzeniem człowiek żyje… chociaż w sumie od kiedy podjęłyśmy decyzję o rozpoczęciu treningów pod maraton to mam wrażenienie, że moja egzystencja kręci się tylko wkoło biegania, siłowni i lodówki. A dystans – do lodówki pokonuję zawsze sprintem. Ale do puenty! Dotarłyśmy do sali wykładowej. Przegryzając pistacje z bakalandu słuchałyśmy o cydrze, miodzie, jadalnych kwiatach. W przerwie wyskoczyłyśmy na pysze cappuccino i podglądałyśmy warsztaty kulinarne.

12767932_10204319632070186_803716711_oOsobiście z nich nie korzystałyśmy. Do ostatniej chwili nie miałyśmy pewności czy uda się nam dotrzeć na spotkanie, więc blokowanie miejsc byłoby mało koleżeńskie. Niech skorzystają Ci, którzy byli pewniakami. Oczywiście nie omieszkałyśmy wściubić noska do Polana i innym do gara zajrzeć czy posmakować.

12767969_10204319558908357_1441192217_o12765811_10204319631670176_190093965_oNa koniec naszej Food Bloggerskiej przygody skoczyłyśmy na burgery od DELI. Kolejka jakby złoto dawali. Jednak… kolejka bardzo nietypowa. Szefu stoiska kotlety wydaje, a tam wszyscy czekają. A że my z tych co bez zażenowania pytają „ale o co chodzi?” usłyszałyśmy, że wszyscy czekają na wegańskie. Nawet mnie, byłą wegetarianke, z 17-letnim stażem wryło. Wszyscy są weganami?! No nic, za modą nie nadążysz. Ja tam tylko się cieszę, że jakiś czas temu wróciłam do jedzenia mięsa i bez kolejki dostałam podwójną porcję wołowego kotleta. W smaku było git! Tylko tyle powiem 🙂

Na koniec odebrałyśmy po wedlowskim torciku do własnorecznego ozdabiania. Zobaczcie co z tego wyszło…

i całą furę upominków od… Wedel, Amica, Bakalland, Zott, Grant’s i Hortex.

Dołącz do grupy aktywnych Mam:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpgInstagram:

ilo olo11169053_10205109642593257_978717547_n