Dlaczego tak trudno jest schudnąć?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba się cofnąć w czasie… mniej więcej o jakiś milion lat.

Nasi przodkowie, którzy wtedy zamieszkiwali afrykańskie sawanny nie mieli supermarketów z żarciem gotowym do włożenia do mikrofalówki. Wszystko co zjedli musieli z mozołem upolować lub znaleźć, co nie było ani proste ani szybkie. Jako, że nie mieli ani dużych pazurów, ani kłów. Musieli posługiwać się swoim sprytem, techniką i wytrzymałością. Jedzenia nigdy nie było za dużo, każdą kalorię dostarczoną z pożywienia trzeba było bardzo oszczędzać. Takie warunki premiowały tych, którzy potrafili magazynować zapasy energii, a do tego umieli nią oszczędnie gospodarować.

(Co ciekawe, to szacuje się, że kobiety, które zajmowały się zbieractwem dostarczały około 60-80% kalorii spożywanych przez rodziny. Mężczyźni tylko pozostałem 20-40%, ale w postaci cennych białek zwierzęcych, które dostarczały aminokwasów do budowy mózgu)

Jako gatunek jesteśmy przystosowani do życia na afrykańskiej sawannie z niewielkim upgrade’em do życia w jaskiniach Eurazji. Jest to środowisko niezbyt przyjazne i zasobne w pożywienie. Za każdym razem kiedy mogliśmy się najeść do syta musieliśmy to robić i do tego magazynować każdą dodatkową kalorię ponad to co potrzebowaliśmy. Uwielbiamy mieć nadwyżkę kalorii i biologicznie nie mamy żadnego ogranicznika co do ilości, którą możemy przyswoić. Jesteśmy też świetnie przystosowani do magazynowania zapasów energii w tkance tłuszczowej – tu też nie ma ograniczeń. Właściwie nigdy wcześniej w historii naszego gatunku nie było sytuacji, w której mielibyśmy za dużo jedzenia, toteż ograniczniki takie nie były potrzebne. No a ponieważ każda aktywność fizyczna spala energię, z natury jesteśmy także leniwi. W przeszłości wyścig ewolucyjny wygrywali ci, którzy umieli się nie narobić 😉

masajki
fot. www.bi.gazeta.pl

No dobra, przechodzisz na dietę i tyjesz – dlaczego?

Przez mózg. To ten mały drań stanowi zaledwie 2% wagi naszego ciała, a pochłania aż 20% dziennego zapotrzebowania na energię. Ponieważ steruje jednocześnie naszym zapotrzebowaniem na energię, może sobie pobierać dowolną jej ilość kosztem innych organów.

To się właśnie dzieje, kiedy tniesz zbyt mocno liczbę kalorii, którą dostarczasz sobie codziennie. Mózg wstrzymuje dostawy energii do innych organów (w skrajnych przypadkach wygłodzenia kobietom zatrzymuje się owulacja, gdyż ciąża byłaby zbyt dużym obciążeniem dla i tak wygłodzonego organizmu) i pozbywa się tych, które chłoną za dużo energii. A co chłonie jej najwięcej?

Jeżeli odpowiedziałaś mięśnie, to brawo. Jesteś na najlepszej drodze do zrozumienia jak schudnąć. Mięśnie można porównać do silnika twojego ciała. To w silniku jest spalane paliwo, także te zapasowe, które w Twoim ciele jest nagromadzone jako tkanka tłuszczowa. Im większy silnik, tym większe spalanie. Proste? Proste.

Każda dieta głodówkowa to najlepszy sposób aby przytyć. Dziwne? No nie bardzo. Jak przestaniesz jeść, to Twój organizm w pierwszej kolejności ograniczy metabolizm, a do tego zacznie każdą kalorię liczyć 2 razy odkładając ją na później. Do tego pozbędzie się mięśni, które wymagają sporo energii. Po kilku tygodniach takiej diety masz: więcej tłuszczu, wolniejszy metabolizm, który będzie sprzyjał tyciu, mniej mięśni, w których spala się tłuszcz. Jojo murowane.

No dobra, ale przecież na wadze spadło? Tak spadło, ale jak się przyjrzymy co dokładnie spadło, to już nie jest tak wesoło. Są to przede wszystkim: kupa – diety głodówkowe przeczyszczają, usuwają złogi z jelit, które potrafią ważyć kilka kg; woda – bardzo często takim drastycznym kuracjom towarzyszy odwodnienie, a jak dobre to jest niech wypowie się każdy, kto leciał z małym odwodnionym niemowlakiem na izbę przyjęć; mięśnie – mięśnie są ciężkie i gęste, one najszybciej znikają z naszego organizmu. Tłuszczyk po takiej diecie zazwyczaj ma się dobrze.

Ja na przykład bardzo często słyszę. „No, jak kiedyś stosowałam taką, a taką dietę, to schudłam 10 kg.” Tylko czemu zawsze słyszę to z ust osób, które wbiły kilka dodatkowych kilogramów w porównaniu do czasu przed „schudłam 10kg”? AAAAAAAAA! Boże, widzisz i nie grzmisz!!! Albo „Ja to właśnie schudłam ileś tam kg w 4 tygodnie”. Szczerze, mnie to nie imponuje. Zaimponuje mi to jak taki wynik utrzyma się po 6 miesiącach.

No i często pojawia się tez mój ulubiony argument, że przecież ludzie w obozach koncentracyjnych byli chudzi, bo nie jedli, więc niejedzenie może odchudzać. Czy na pewno chciałabyś tak wyglądać? Mówimy tutaj o absolutnie skrajnym, często śmiertelnym wyniszczeniu organizmu, które nie ma nic wspólnego z chudnięciem. Jak tak bardzo komuś imponuje taka dieta, to niech spróbuje np. diety pół litra wódki i 2 paczki papierosów dziennie. Też zniszczy organizm i waga spadnie.

Jak zatem schudnąć?

Ogranicz spożywane kalorie, ale z umiarem. Daj swojemu ciału mniej energii niż potrzebuje, tak aby nie było w stanie jej magazynować, ale nie ograniczaj jej drastycznie, bo spowolnisz metabolizm, a Ty kochasz szybki metabolizm 😉 Tu warto też zmienić nawyki – ogranicz słodycze, tłuszcze utwardzone, czy napoje gazowane. To powinno dać efekty, bo liczy się przede wszystkim jakość a nie ilość. O szczegółach musisz pogadać z jakimś dietetykiem, którym ja nie jestem.

Zbuduj mięśnie. To w nich spala się kalorie. Nie we włosach, skórze czy kościach. W mięśniach!!! Zapamiętaj. Pewnie od razu pojawi się komentarz, że „nie chciałabym wyglądać jak te babochłopy”, czyli kulturystki. Nie bój się, nie będziesz. Kiedy ktoś mówił Arnoldowi Schwarzeneggerowi, że nie chciałby wyglądać jak on, Arnold ze spokojem odpowiadał „nie przejmuj się, nigdy nie będziesz”. I tak jest z Tobą i z wyglądem kulturystki. Ze spokojem mogę Ci powiedzieć „nie przejmuj się, nigdy nie będziesz tak wyglądać”. Sama zresztą zobacz ile nie masz wokół siebie kolegów, którzy chodzą regularnie na siłownię, a wyglądają niezbyt muskularnie. A nawet oni mają kilkukrotnie więcej testosteronu (który dopowiada za budowę masy mięśniowej) niż Ty. Nie tak łatwo zbudować masę mięśniową, prawda? Nie masz ani tyle czasu, ani kasy ani pewnie zdrowia aby wyglądać jak profesjonalne kulturystki, które często pomagają sobie w niezbyt dozwolony sposób. W najgorszym wypadku chodząc na siłownię ryzykujesz wyglądanie tak:

tammy-s-weight-loss-3
fot. www.shapefit.com

 

Jak widać mięsnie nie muszą źle wyglądać, prawda?

Ruszaj się! Regularnie! Bieganie czy aerobik 1-2 razy w tygodniu jest ok, to bardzo dobry krok, ale twoje ciało niczego tak nie polubi jak regularnej aktywność. Poruszaj się więc na piechotę kiedy tylko możesz, przesiądź się na rower. Ruszaj się, ruszaj się, ruszaj się. Twoi przodkowie potrafili w poszukiwaniu jedzenia iść non stop przez kilka dni, więc mała przebieżka wokół osiedla nie powinna być wyzwaniem.

No i najważniejsze – stosuj wszystkie 3 metody jednocześnie. Wtedy na pewno zadziałają.

Co na pewno nie zadziała?

Cudowne tabletki, kawy, soki, pasy czy inne dziwactwa, które mają szybko pozbawić Cię niechcianych kilogramów. Nic nie odchudzi Cię w tydzień czy dwa. Jeżeli masz nadwagę, to zastanów się ile czasu na nią pracowałaś. Niestety praca w drugą stronę może być równie czasochłonna. Nasz organizm nie lubi się pozbywać cennych zapasów energii i na to ma akurat zawór bezpieczeństwa – nie jest w stanie spalać więcej niż 0,5-1 kg tłuszczu na tydzień.

I na to się nastaw. Jak widać recepta jest cholernie prosta. Tu nie ma żadnej cudownej wiedzy, którą posiada jakiś guru odchudzania żyjący ze sprzedaży swojej wiedzy w internecie po 29.90. Jeżeli ktoś Ci mówi, że jak możesz schudnąć leżąc przed telewizorem przegryzając co nieco w międzyczasie, to łże. Usuń go ze swoich znajomych i ze swojego życia, skoro ma czelność Cię okłamywać. Nie ma drogi na skróty. Jak pisałem wcześniej, jako ludzie z natury jesteśmy leniwi. Bardzo często tu właśnie leży przyczyna otyłości. Chęć pójścia na skróty jest właśnie objawem tego małego leniuszka, który siedzi w każdym z nas i w praktyce to z nim trzeba walczyć, a nie z tymi wstrętnymi kaloriami. Zmiany musisz zacząć od tego co masz w głowie, później przyjdzie czas na brzuch, uda czy pupę.

Wyniki albo Wymówki. Co wybierasz?

Dołącz do grupy aktywnych Mam:cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

 

 

Instagram:

ilo olo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

Bartek, tata, badacz

Mąż, ojciec, pracownik korpo, pasjonat sportu uzależniony od aktywności fizycznej. Pokazuje że tatusiowie po 30-stce nie muszą mieć brzuszka pomimo wielu obowiązków, które dostarcza codzienne życie i praca.

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: