Dlaczego nie rozjeżdżam pieszych

Szczerze przyznam, że mam już dość tej nagonki na rowerzystów. Ostatnio ciągle czytam jakieś bzdurne artykuły o morderczych cyklistach, którzy rozjeżdżają biednych pieszych na chodnikach. Moda na rowery jest faktem i coraz większa liczba rowerzystów jako coś obcego w polskich miastach coraz mocniej przeszkadza kierowcom i pieszym.

rowery

Jeżdżę rowerem po Warszawie od kilku lat. Od mniej więcej dwóch właściwie już inaczej się nie poruszam. Rocznie robię 5 000 km jeżdżąc do ścisłego centrum. Codziennie mijam po kilkudziesięciu innych rowerzystów oraz setki pieszych. W sumie daje to kilkadziesiąt tysięcy obserwacji interakcji pieszy –rowerzysta. I co z tego? I nic. Przez ten czas i przejechane kilometry NIGDY nie widziałem rozjechania pieszego na chodniku!!! Nigdy!!! Może jeżdżę złymi trasami gdzie takie rzeczy się nie dzieją, ale naprawdę nigdy tego nie widziałem.

Czy w ogóle nie widziałem rozjechania? Widziałem i to sporo. Ale za każdym razem to pieszy właził na drogę dla rowerów (DDR). Sam potrąciłem pieszych 2 razy. W obu przypadkach na DDR, kiedy to wleźli mi nagle pod koła nie dając mi nawet szansy na wyminięcie. Oczywiście oburzenie „Jak jeździsz idioto!” Sytuacji, kiedy mocno dohamowywałem aby nie wpaść na pieszego nie zliczę. Kilka razy to ja zaliczyłem glebę mocno hamując, ale pieszemu nic się nie stało. Jakaś refleksja z ich strony? Oczywiście, że nie.

Dlaczego nie rozjeżdżam pieszych? Może niektórzy nie potrafią sobie tego wyobrazić, ale rowerzysta wjeżdżający w pieszego także się przewraca. Ląduje na twardej ziemi, do tego często obijając się o wszystkie ramy i wystające elementy roweru. Takie zderzenie dla mnie jako rowerzysty jest bardziej bolesne niż dla pieszego. Posiadamy naturalne umiejętności upadania na ziemię z pozycji stojącej, ale ewolucyjnie nie jesteśmy przystosowani do spadania z roweru. Nie rozjeżdżam pieszych z tych samych przyczyn dla których nie wjeżdżam rozpędzony w ścianę czy drzewo. TO BOLI!!! Co robię, kiedy widzę pieszego? Hamuję lub omijam. I ze wszystkich moich obserwacji wynika, że inni rowerzyści robią dokładnie to samo. Nikt nie lubi spadać z roweru i się łamać.

Czy są rowerzyści, którzy łamią przepisy i zachowują się chamsko? Oczywiście. Ale jest to tylko % osób poruszających się rowerem po mieście. Z moich obserwacji wynika, że jest całkiem nieźle. Zdarzają się czarne owce, ale większość ma dużo większą kulturę jazdy niż przeciętny kierowca samochodu. Dla przykładu – spróbujcie znaleźć kogoś, kto jeździ samochodem zgodnie z ograniczeniem prędkości.

Co jest problemem rowerzystów? Wszelkie skrzyżowania na których samochód skręcając musi przeciąć DDR. Tu jest prawdziwa rzeźnia. Nawet ostatnio jadąc do pracy widziałem jak samochód, który nie zatrzymał się przed przejazdem (kierowca był zbyt zajęty rozmową przez telefon) potrącił chłopaka. Oczywiście kierowca wysiadł z pretensjami do rowerzysty. Średnio raz na 2 tygodnie mijam policję, która patrzy się na połamany rower i samochód ze stłuczoną przednią szybą. Wszystko na przejazdach DDR przez jezdnię.

Ja sam byłem 2 razy potrącony. Do tego przynajmniej raz dziennie muszę mocno hamować przed takim samochodem. Reakcją kierowców jest najczęściej środkowy palec. To jest właśnie najbardziej nagminne łamanie przepisów jakie może być i jedno z najbardziej niebezpiecznych.

Czy jeżdżę po chodnikach? Tak zdarza się. Rzadko, ale jeżdżę. Dlaczego? Bo lubię żyć! Tylko i aż dlatego. Nie ma nic przyjemnego w jeżdżeniu po chodniku. Nie można się rozpędzić, nawierzchnia rzadko kiedy jest przyjemna – dziury, studzienki, kwietniki, dużo ludzi, psów i innych takich. Ulice są długie, proste i wygodne, ale…

Na ulicy jest ŚMIERTELNIE niebezpiecznie. Kierowcy próbują zawsze wymijać w odległości 5 cm i wkurwiają się, jak ktoś na rowerze jedzie po drodze publicznej. No właśnie PUBLICZNEJ!!! Nie samochodowej, nie silnikowej, tylko PUBLICZNEJ, a to oznacza, że każdy może po niej się poruszać. Niestety są ludzie, którzy uważają, że drogi należą do nich i każdy inny kto się po nich porusza tylko im przeszkadza, a przecież oni ciągle muszą być pierwsi, nieważne czy to na drodze, czy na plaży rozbijając parawany. Są ludzie dla których to jedyne sukcesy jakie w życiu odnoszą.

I na koniec. Moim marzeniem jest jeździć sobie spokojnie po mieście bez potrzeby zakładania kasku. Niestety codzienna obserwacja tego co się dzieje na ulicach i jak bardzo rowerzyści są na nich dyskryminowani sprawia, że długo to jeszcze nie będzie możliwe. Pomimo tego, że do pracy mam na 100% długości DDR, nie mogę zostawić kasku w domu, bo nigdy nie wiem kiedy mi się nie przyda.

Dołącz do grupy aktywnych Mam:cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

 

 

Instagram:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

Bartek, tata, badacz

Mąż, ojciec, pracownik korpo, pasjonat sportu uzależniony od aktywności fizycznej. Pokazuje że tatusiowie po 30-stce nie muszą mieć brzuszka pomimo wielu obowiązków, które dostarcza codzienne życie i praca.

One thought on “Dlaczego nie rozjeżdżam pieszych

  • 17/08/2015 at 10:05
    Permalink

    Rower jako środek transportu to w Polsce swoista nowość i nie wszyscy traktują rowerzystów, jako równoprawnych uczestników ruchu drogowego, a raczej jako uzurpatorów miejsca na drodze. Jeszcze musi sporo czasu upłynąć, zanim pieszy poruszający się po ścieżce rowerowej zrozumie, że to obruszony rowerzysta ma rację, a nie on.

    Reply

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: