Biegacze z papierosem – czy to łódzkie standardy?

To już drugi rok kiedy jeździmy po całej Polsce. Od biegu do biegu, od niedzieli do niedzieli – tak wyglądają nasze ostatnie tygodnie i miesiące.
Ostatni o wylądowaliśmy w Łodzi. Spora ekipa: Ola, Maria, Pietruszka, ja oraz nasze chłopaki i dzieciaki. Wystartowaliśmy w Biegu ulicą Piotrkowską. Instagram powiedział, że to jeden z bardziej prestiżowych biegów w tym mieście.

Miasto, które nie zmieniło się przez ostatnich 15 lat!
W Łodzi nie byłam przez ostatnich 15 lat. Od czasu kiedy byłam dzieckiem wiele się tu nie zmieniło. Dalej to duże, ciężkie, przemysłowe miasto z obdrapanymi kamienicami. Bardzo zaniedbane. W środku Łodzi kilka lat temu wyrosła Manufaktura. Ogromny, piękny kompleks handlowo – usługowy. Kiedy pojawiasz się w jego okolicy zapominasz o obskurnych uliczkach pełnych lombardów, pod którymi sterczą typy spod ciemnej gwiazdy. Tu jest pięknie, europejsko, bezpiecznie. Ludzie nie pędzą. Sprawiają wrażenie jak by mieli dużo czasu. Nie ma tu znanego nam warszawskiego pędu. Może to zasługa długiego weekendu. To co przeraża to ilość palaczy. Co drugi przechodzień pali. Każda wolna przestrzeń restauracyjna na świeżym powietrzu otwarta jest dla palaczy. Tu pali się wszędzie. Przy dzieciach, na przystankach, na chodnikach, nawet w autach. Ludzie wypadają z kina czy centrum handlowego i z automatu odpalają peta. W powietrzu unosi się dym papierosowy. Jest wszechobecny.

Łódź rozczarowała nas w kontekście gastronomicznym. Niby jadłodajnia na jadłodajni, ale jak potrzebujesz danie bezglutenowe to pozostaje sałata i woda. Jak jest miejsce, które rokuje to czas oczekiwania na posiłek to 60 min. Nie wiem czy to taki standard czy Łódź nie była przygotowana na 5 tyś głodnych biegaczy 🙂

13256288_999621930086054_7147596997977782336_n

Ready, steady, go!
O 19:00 stanęliśmy na starcie. Dzień był upalny.  Choć słońce nie paliło tak mocno jak w południe to uderzało w nas gorąco, które biło od nagrzanego asfaltu. Strefy startowe były wypuszczane bardzo sprawnie. Jednak chyba nie wszyscy biegacze wiedzieli co oznacza stać w swojej strefie albo bardzo optymistycznie oszacowali swoje możliwości. Początek był bardzo ciasny. Na pierwszy km zaliczaliśmy już startę w czasie, którą przy tak wysokiej temperaturze ciężko było nadrobić.
Trasa była przyjemna. Nie było ostrych podbiegów, raczej długie, ale bardzo delikatne. Było trochę zakrętów, jednak kiedy się rozbiegliśmy nie stanowiły przeszkody i nie powodowały blokowania trasy. Biegło się dobrze. Biegacze współpracowali ze sobą. Kiedy zostawiliśmy w tyle tych którzy pomylili strefy startowe było już bardzo przyjemnie. Wyprzedzanie szło sprawnie i płynnie. Nikt nikogo nie deptał, funkcjonowała zasada lewa wolna.

Problemem była woda. Od jakiegoś czasu, szczególnie gdy jest ciepło, organizatorzy rozstawiają punkty  z wodą co 2.5 – 3 km. Tu na dystansie 10 km, punkt nawadniania był jeden i to dopiero na wysokości 6,5 km. To niestety było bardzo słabe. Na wodę rzucaliśmy się wszyscy jak spragnione smoki. Na szczęście było jej bardzo dużo. Bynajmniej w momencie kiedy wodę dopadłam ja.

Na mecie czekały dobrze zorganizowane służby medyczne. To dobrze, bo karetki jeździły jak szalone, a ratownicy na mecie mieli co robić. Upał wykańczał nawet twardzieli.
Czekając na dziewczyny obserwowałam biegaczy. W najgorszym stanie wbiegali Ci, którzy pokonali 10 km w czasie 47-50 min. Nie mam pojęcia dlaczego. Ale duża część tych biegaczy padała z nóg przekraczając linię mety.
To co mnie ponownie zdziwiło to dymek po biegu. Bierzesz medal, szukasz znajomych, rodziny i odpalasz fajeczkę 🙂 Wrrrrrr yyyyy….

Kibice nie zawiedli!
Świetną robotę zrobili kibice. Zorganizowane grupy dzieciaków, które dopingowały. Wielu mieszkańców Łodzi sterczących na chodnikach. To było wspaniałe. Widać, że Łódź tym biegiem żyła. Najgorzej wspominam fragment trasy po Piotrkowskiej. Biegliśmy tam na szczęście bardzo krótko. Z jednej strony super. Z ogródków piwnych doping szedł na całego. Niestety przyduszało od dymu papierosowego. Kurcze, tam chyba każdy stał z papierosem w ustach. Nie potrafię tego zrozumieć. Taka chmura dymu na „otwarte” płuca biegacza, który normlanie nie pali to jakaś totalna katastrofa. Najgorsze, że od tego nie da się uciec.

Na mecie medal, woda, piwo 0%, izotoniki. Wszystko jak trzeba. Ogólnie zaplecze biegu było dobrze ogarnięte. Dobra miejscówka na start i metę. Tojtojów po kokardę, można było przebierać 🙂
Bardzo sprawnie działające biuro zawodów. Pakiet na bogato. Dużo gadżetów od partnerów. I to gadżetów raczej przydatnych.

Czwarte małżeństwo na mecie!
Sam bieg był imprezą raczej mocno obstawioną. Pojawili się tu mocni biegacze. Ja nie zrobiłam swojego najlepszego czasu ever, ale stosunkowo dobry. 43 minuty z ogonem dały mi dopiero 15 pozycję w open w kobietach, 7 w k30. Całkiem dobrze wypadliśmy w klasyfikacji małżeństw. Bartek i ja mieliśmy 4 pozycję. Nagradzane było pierwszych 5. Niestety nie było ogólnodostępnych wyników na miejscu, SMS nie uwzględniał dodatkowych klasyfikacji, więc o naszym sukcesie dowiedzieliśmy się po powrocie do Warszawy. No cóż… chwila sławy przepadła.

13335290_10204977106026624_197153276_n

Szczęśliwa 13- stka!
W drużynach zakładowych zadomowiliśmy się na 13 lokacie 🙂 To całkiem przyzwoite miejsce. Przy założeniu, że nikt z nas nie leciał tam na życiówkę, a do Łodzi pojechała nas ledwo garstka to bardzo dobry wynik.

Bez suportu byśmy polegli.
Na wysokości zadania stanął Piotrek. Żeby reszta mogła polecieć w komplecie, mąż Pietruszki zrezygnował z przyjemnej niedzieli i wziął na klatę 4 rozkrzyczane dzieci! Piotr, szacun i ogromne dzięki. Bez Ciebie nie dalibyśmy rady! To niesamowite kiedy masz drużynę. Wtedy jest jakoś tak lżej. Co prawda jest więcej zamieszania. Jesteśmy głośniejsi, nasze dzieci bardziej nakręcone i o stolik w lokalu dla takiej ferajny ciężko, nie wspomnę już o posiłku, co mogą go zjeść wszyscy, ale…  chociaż jest wesoło i to bardzo. Nasze dzieci są często umęczone, a stopy im trzy dni trzeba domywać, ale pamiętają takie imprezy latami.

To gdzie jedziemy następnym razem? Obsewujcie nasz kalendarz i do zobaczenia na trasie!

Dołącz do nas! Każdego dnia dajemy sporą dawkę silnej motywacji:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpgInstagram:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: