Bieg hutnika – przeszkodowy RUN & TRAVEL po hucie.

Gdy spora część Warszawy oddawała się rozkoszom starego jak świat Biegnij Warszawo, my wybraliśmy inną imprezę biegową. Zupełnie w innym klimacie, bardziej kameralną, ale szalenie przyjemną i nietypową. Dziś, nasze całe dwie rodziny, ruszyły na Bieg Hutnika.

Warszawska huta, miejsce na co dzień raczej niedostępne dla zwykłych śmiertelników, dziś otworzyła swoje wrota dla kilkuset biegaczy, zarówno dużych, średnich, a także tych, którzy choć mali to pewnie stoją na dwóch nogach.
Od 9.30 w odstępach 15- sto minutowych na tor biegowy po terenie huty,  systemem falowym, wypuszczani byli biegacze. Czekało na nich 6 km najeżonych przeszkodami.
Bieg Hutnika to o ile dobrze kojarzę, jedyna impreza w Polsce, może nawet w Europie, która odbywa się na terenie huty. Trasa biegowa puszczona jest po terenach otwartych, ale także wbiegamy do hangarów normalnie pracującej huty. Wszystko jest zabezpieczone tak, by biegacze mogli bezpiecznie pokonać trasę i zobaczyć jak wygląda serce huty.
Stalowe zwoje, kupa żelastwa, mnóstwo prętów, dźwięk maszyn i zapach towotu…. tego nie zapewni żaden inny bieg. Przeszkody też niespotykane. Poza klasycznymi multiringami, monkey barami, low ringami, zasiekami czekały też zwoje grubych drutów, sztabki żelastawa do przerzucenia, bieg po hałdach, po kolejowych wagonach towarowych, po torach oraz przenoszenie gruzu.

Przeszkody bardzo urozmaicone, nie było nudy. Zasieki nie miały końca, podobnie jak wilcze doły. Organizator podszedł do wyścigu z ogromnym rozsądkiem i pomysłem. Wszyscy zawodnicy zaczynali w serii Elite. Każdy startował z opaską i miał za zadanie samodzielnie pokonać trasę, bez rund karnych i pomocy innych zawodników. Gdy się to nie udało zawodnik tracił opaskę i był klasyfikowany w fali open. Od tego momentu mógł trzepać burpeesy i korzystać z pomocy innych zawodników.
Ogromną zaletą biegu były rozsądne przeszkody. Trudne, ale przemyślane i możliwe do pokonania dla każdego, kto jest sprawny i przygotowany do biegów przeszkodowych. Chodzi mi o to, że na trasie nie było przeszkód, które dyskwalifikowały zawodnika np. ze względu na niski wzrost, albo brak umiejętności pływania. Przeszkody były takie, że nawet liliput weźmie i dosięgnie 🙂 To czy przeszkoda zostanie pokonana to już inna para kaloszy, ale masz pewność, że jeśli spadniesz to nie dla tego, że szczebelki były za daleko, albo ściana za wysoka.

Część przeszkód była przygotowana w dwóch wariantach. Bardzo trudna i trudna. Wybierasz dowolny wariant i jeśli pokonasz to nie tracisz opaski. Jeśli pokonasz łatwiejszy czeka na Ciebie zadanie dodatkowe: skakanie w worku, upierdliwa siatka do przejścia dołem, przekładanie opon – ogólnie takie niby pierdoły, ale czas zabierają i potrafią zmęczyć.
Kilka przeszkód było podzielonych na męskie i damskie… Panie targały jedną tarczę, panowie dwie, ale wiadra z gruzem już były jednakowe dla wszystkich i wcale lekkie nie były, ale… do uniesienia.
Rozstawienie przeszkód również rozsądne. Nie było jednego wielkiego combo, jak zwykli robić to organizatorzy innej ocr-owej masówki. Tutaj między najbardziej obciążającymi przeszkodami można było chociaż chwilę odsapnąć.

Dzieci miały oddzielny tor przeszkód. Dystans i przeszkody dostosowane do wieku. Tu też ukłon w kierunku organizatora. Na maluchy czekała do pokonania przeszkoda wodna. Ze względu na temperaturę, była to przeszkoda, którą dzieci mogły pominąć. Fair punkt za umiejętność reagowania i dostosowania formuły biegu do warunków pogodowych i temperatury. Dorośli lecieli bez wyłączania wody, ale była ona rozstawiona w taki sposób, by nie doprowadzić chudzielców do ewentualnej hipotermii. Choć mimo jednego stopnia rano, pogoda i tak była bardzo łaskawa, więc tragedii nie było.

Czy można mieć do czegoś uwagi? No można.
Ogólnie było bardzo ok. Fajny pomysł, ciekawa formuła, fantastyczny teren, który momentami serio robi wrażenie, ale do poprawy nazwijmy to „czynnik ludzki”
Ogromny % wolontariuszy to totalna porażka, ale nie będziemy się tu skarżyć, ten temat poruszymy bezpośrednio z organizatorem. Tu powiem tylko jedno… nie każdy może albo powinien być wolontariuszem – tyle!
Czego zabrakło? Klasyfikacji open. Nie każdy jest elite, a pierwszym w open też jest fajnie być. Ostatnio czytam sporo prywatnych opinii o biegach przeszkodowych i podpytuję o poziom zadowolenia. Bardzo często pada stwierdzenie, że fajna by była też klasyfikacja open. Zapewne tu zdania są podzielone, ale co sprytniejsi organizatorzy odkryli, że klasyfikacje open, klasyfikacje wiekowe lub klasyfikacje branżowe są dodatkowym bodźcem dla biegaczy.
Do po prawy też organizacja niektórych przeszkód. Szczególnie tych jednoosobowych. Low ring spowodował spory korek, szczególnie do łatwiejszego wariantu  i momentami atmosfera była… delikatnie mówiąc… napięta.

Podsumowując … Bieg Hutnika i jego mini wersja Bieg Hutniczka to fantastyczna impreza, godna polecenia i trzymam kciuki, by wiodło jej się jak najlepiej, by przyciągała jeszcze więcej zawodników. Wymagająca, ale nie zniechęcająca. Choć powiem Wam, że kilka dni przed zamknięciem zapisów wszystkie miejsca zostały zapełnione. To ogromny sukces przy tak dużej konkurencji i ilości biegów na rynku. Liczę na to, że za rok, będzie mogło pobiec nas tam więcej.
Jeśli tylko uda się wprowadzić wolontariuszy z sercem i empatią, tak jak to robi białostocki HERO RUN, albo BARBARIAN RACE to będzie to rewelacyjna impreza. Pamiętajmy, że bieg to nie tylko trasa i przeszkody, ale przede wszystkim ludzie… zarówno biegacze jak i obsługa/wolontariusze/sędziowie.

Jeśli chcecie zobaczyć jak nam poszło to wbijajcie na nasze IG:
ze strony kibica i operatora dzieci relacja u ola_z_mamy_ruszamy
ze strony biegaczy:
ilona_z_mamy_ruszamy
szary_ludzik
tata_na_treningu

Szukacie fotek? Wbijajcie do:
—> GALERIA 3 BIEG HUTNIKA
—> GALERIA 3 BIEG HUTNICZKA

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: