A gdyby tak zamiast do sklepu wyskoczyć po produkty na obiad na łąkę? [RECENZJA]

A gdyby tak zamiast do sklepu wyskoczyć po produkty na obiad na łąkę? Brzmi absurdalnie? Noooo. Też tak pomyślałam kiedy zaczęłam przeglądać książkę  „SUPERFOOD z ogrodów, łąk i lasów. Energia i zdrowie z natury.” Nie poddałam się jednak. Dałam szansę zarówno książce jak i sobie.

Superfood czyli superżywność (po polsku jakoś nie brzmi górnolotnie) to żywność możliwie najbardziej naturalna. Dzikorosnąca, nienaszpikowana środkami ochrony roślin. Brzmi wręcz niewiarygodnie? No brzmi. Gdzie teraz kupić jedzenie, które nie jest faszerowane chemią?
A jeśli już znajdziemy to za ile? i… skąd pewność czy rzeczywiście to dokładnie to za co płacimy?

A gdybym Ci powiedziała, że część jedzenia, bardzo wysokiej jakości możesz mieć za darmo? Nie musisz szukać eko sklepu, stać w kolejkach, a mieć w swojej kuchni produkty nieskażone chemią, lokalne, sezonowe? I co najbardziej zaskakujące trafiają do Twojego domu z lasu, łąki lub ogrodu.

Też byłam zaskoczona, że tak się da. Ale szczyt moje zdziwienie osiągnęło gdy zorientowałam się,  e cały ten superfood to między innymi pszonka, pokrzywa, mniszek, koniczyna, lebioda czy jarzębina. W zasadzie to co wcześniej uważałam za dzikie zielsko z pola. Niby mam świadomość, że pokrzywa ma wiele pożądanych właściwości, ale jakoś tak bardziej korzystałam ją z naparem z kwadratowej torebki, albo parzydłem rosnącym dziko nad jeziorem. Nigdy nie podejrzewałam się o to, że latem będę radośnie zrywać liście krwawnika i dodawać je do sałatek czy innych potraw.


Kiedy w moje ręce wpadła książka „SUPERFOOD z ogrodów, łąk i lasów. Energia i zdrowie z natury.” Trochę zmieniła mi się optyka i znacznie zwiększyła świadomość na temat tego co rośnie na łące na działce za domem moich rodziców. Przekonałam się, że rozpoznawanie, roślin, które uznajemy za dzikie zielsko, wcale nie jest takie skomplikowane jak z pozoru mogłoby się wydawać. Ich obecność w potrawach nadaje im egzotyki, inności, dostarcza nowych doznań smakowych.

Książka podzielona jest na 4 części odpowiednie dla pór roku. Prezentuje 28 pospolitych i dziko rosnących ziół. To rośliny znane nam z podwórka, których jednak raczej nigdy nie mięliśmy odwagi zaserwować na talerzu. Przy każdej roślinie zajdziemy szczegółowy opis, który nauczy nas ją prawidłowo rozpoznawać, dowiemy się kiedy i jak ją zbierać, przechowywać etc. Każda roślina ma także przypisany sobie przepis. Co sprowadza się do tego, że dostajemy gotowca, który pozwala nam wykorzystać zdobytą wcześniej wiedzę. Bo co z tego, że umiemy zbierać zioła, jeśli nie będziemy wiedzieli co z nimi dalej zrobić. Bez części kulinarnej książka byłaby zwykłym zielnikiem. Dzięki przepisom jest bardzo oryginalną książką kucharską, ze sporym wkładem merytorycznym.

[nokaut-offers-box url=’/hobby-i-poradniki/superfood-z-ogrodow-lak-i-lasow-9788328706538.html’]

 

Jak wspomniałam książka podzielona jest na 4 pory roku. Najbardziej obfita w przepisy i zbiory jest jesień. Sporo propozycji znajdziemy też na wiosnę i lato. Ku mojemu zaskoczeniu książka przedstawia rośliny, które zbieramy…. zimą.

Zapewne zastanawiasz się czy przepisy z tej książki na co dzień zagoszczą na moim stole? Śpiesząc z odpowiedzią, nawet bez większego zastanowienia stwierdzam NIE. Nie każdego dnia. Przede wszystkim dlatego, że mieszkam w betonowej dżungli i nie mam możliwości, by bladym rankiem maszerować boso po rosie i zbierać liście pokrzyw. Jednak często wypadamy w weekendy za miasto. Teraz te wypady poszerzamy o zbieranie sezonowych ziół. Od najmłodszych lat uczę moje dziecko podstaw botaniki, o których ja zapomniałam kończąc podstawówkę. Widzę za jaką łatwością ona tę wiedze chłonie. A ja sama, kiedy biegam po krzakach, pięć razy się zastanowię zanim coś podepczę.

Czy książka jest pożyteczna?
Zależy dla kogo. Jeśli szukasz banału to niestety… nie tu. Nie da się przygotować proponowanych potraw na bazie zakupów zrobionych w sklepie pod blokiem. Tym razem musisz wysilić się troszkę bardziej i aromatyczne dodatki przynieść do domu z łąki lub lasu.
Co zyskasz?
Zyskasz sporo wiedzy. Nauczysz się nazywać zielsko, które rośnie w parku, a czasem nawet na trawniku pod blokiem. To nawet fajnie, bo czasem można w towarzystwie zabłysnąć. Poznasz nową, bardzo bogatą paletę smaków i aromatów, które mogą zadziwić zarówno Ciebie jak i łakomczuchy, które karmisz. Uwierz mi, że jak zapodasz sałatkę z koziego sera z liśćmi pszonki z bagietką z pasternakiem, to Twoi goście będą co najmniej zaskoczeni.

Uwaga! Pamiętaj, by na własny posiłek, zapraszać gości, dopiero wtedy gdy nauczysz się prawidłowo rozpoznawać rośliny 🙂

 

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: