21 km do samoakceptacji

Słowo się rzekło ( tu moja deklaracja  Pokonam siebie! i całe szczęście że na piśmie bo nie wiem czy by się inaczej przytrafiło) , więc wyjścia nie było trzeba zrealizować, czyli BMW półmaraton praski 2015 przebiegłam w spodenkach. Powiesz i co w tym wielkiego?! Przecież teraz wszyscy biegają, a spodenki latem to raczej norma a nie wyczyn 😛 A jednak dla mnie to było coś WIELKIEGO.

bmw półmaraton praski

Od czego tu zacząć, w sumie chyba od początku będzie najlepiej. Ponad 10 lat temu okazało się, że mam alergię na nikiel. Dermatolog, alergolog, leki, maść… sterydy. Przez kolejne lata było raz lepiej raz gorzej, jeden lekarz, drugi lekarz, trzeci lekarz… cała procedura wyglądała podobnie, czyli zaleczanie problemu. 6 i 4 lata temu poród, obie ciąże (zgodnie z terminologią medyczną) patologiczne. Oj czego ja wtedy nie przyjmowałam doustnie, dożylnie, dopochwowo ;-), antybiotyki, hormony, sterydy (końskie dawki na płuca dzieci). Nie sprawdziło się, że „złego nic nie bierze” 😛 nie żałuję.

mamy ruszamy

Wylewna nie jestem dlatego kończę historię swojego życia i przechodzę do rzeczy, do tego co jest tu i teraz, przecież każdy „coś” ma, jedna kobieta ma chorobę, druga ma dziecko, trzecia ma kota, a jeszcze inna ma lenia. Ja akurat trochę upraszczając mam „chorą” skórę.

21 kilometrów od startu do mety:

start – stanęłam tam w spodenkach, a w głowie po co Ci to było (myśli były mniej cenzuralne), całe szczęście nie byłam tam sama bo chyba bym uciekła. SPODENKI przecież wszyscy się na mnie patrzą!

mamy ruszamy

1-5 km – jest fajnie. Na Saskiej Kępie nawet śpiewałam „Małgośka mówią mi…” SPODENKI o jak mało kibiców prawie nikt tego nie widzi, a biegacze w sumie zajmują się bieganiem a nie gapieniem się na mnie.

6-10 km – koło 8 km gdy zorientowałam się że po drugiej stronie trasy biegną już „pierwsi” zaczęłam wypatrywać „mojej” Ilony i zobaczyłam ją. To było to, ten moment, ta chwila dla której było warto!  Każda z nas, rozsądnie czy nie wtedy nie miało to znaczenia, biegła po krawężniku każda po swojej stronie 3-pasmówki, spektakularne (nie boję się tak doniosłych słów) przybicie piątki i taaaaa radość chyba nie z samego faktu spotkania lecz dlatego że robimy to razem i że obie czułyśmy co zrobi ta druga <3 Komentarz innych biegaczy „widziałeś to”. SPODENKI jakie spodenki przecież mamy skrzydła.

11-15 km – na 13 km zaczęły się schody, ściana, a myśl że jeszcze tyle zostało, a słońce tak bardzo grzeje nie pomagało. Niestety pojawiło się zwątpienie. SPODENKI było mi tak źle, że nawet nie miałam siły o nich myśleć.

16-19 km – około 16 km szłam (w końcu musi być ten pierwszy raz na biegu ulicznym, wcześniej nie miałam takich doświadczeń) za plecami słyszę ” dawaj Mamy ruszamy”, no więc co było robić dawałam. Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że wybawicielka to Paulina Holz (sexyflexyteam) i pobiegłyśmy razem kolejny km. Na 19 km też  doznałam zdziwienia lecz zupełnie innego. Miły pan zapytał „ochłodzić?”, odpowiedziałam poproszę i mnie ochłodził wylewając butelkę wody na moje plecy, a majtki nie zdążyły wyschnąć nawet do mety 😛 SPODENKI jest mi tak gorąco, że widząc tych nielicznych w długich gaciach współczuję im.

mamy ruszamy

20 – 21 km – tego widoku na zakręcie, gdy było już tak blisko mety, chyba nie zapomnę już nigdy. Chodnik, leżący biegacz, ratownicy medyczni, kroplówka i ten przeraźliwy krzyk „już mi lepiej, puść mnie, dojdę do mety” po czym „kur… jak boli”. Nie wiem czy poczułam strach czy jeszcze większą pokorę? SPODENKI nie wiem nie myślałam o nich.

meta – w końcu cień na samej końcówce, wbiegam do parku, na zakręcie słyszę „Ola, Ola, Ola” Matko ktoś wiem kim jestem. Chyba wtedy łzy zaczęły napływać do moich oczu. Kilka metrów dalej widzę dzieci, Jarka, Bartka. Ktoś na mnie czekał ponad 2 godziny (to strasznie przyjemne uczucie), a łzy to już nie łzy, ryczę. Gdy dziewczynki wbiegły ze mną na metę nastąpiło spełnienie ZROBIŁAM TO! Ilona tak jak obiecała sterczała na mecie aż  dobiegłam, w sumie po co lata tak szybko nie musiałaby tyle czekać 😛 SPODENKI jakie spodenki i mimo, że miałam do przebrania długie spodnie do domu wróciłam w krótkich gaciach.

Wiecie co w tym wszystkim jest najfajniejsze? Ta cała droga od startu do mety i to wszystko co wtedy czułam jest MOJE, tylko moje i nikt mi tego nie odbierze.

Pomyślisz co jej to dało? Dało dużo, teraz odważnie patrzę ludziom w oczy! Nie czekaj na lepszą pracę, większe mieszkanie, większe zarobki, więcej snu, na więcej i więcej. Przeżyj swoje życie zamiast stać w poczekalni!

Na tym konkretnym starcie stanęło wiele osób i wiele osób dobiegło do tej samej mety lecz każdy po drodze walczył z czymś innym.

mamy ruszamy

 

Dołącz do grupy aktywnych Mam:cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram:

 

ilo olo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

3 thoughts on “21 km do samoakceptacji

  • 17/09/2015 at 15:29
    Permalink

    Czytałam kilka różnych relacji z tej połówki i mialam wtedy podobne odczucie; niby ten sam bieg, trasa, ale każdy biegnie po coś innego 😉 gratulacje przelamania się, jeśli już ktokolwiek miałby analizować Twoje nogi i SPODENKI to tylko w kontekście: wow, fajnie ze ta laska biega, a nie szuka wymówek 🙂

    Reply
  • 22/09/2015 at 08:52
    Permalink

    Ja się spłakałem, ale ja jestem tuż przed debiutem maratońskim, więc zachowuję się gorzej niż kobieta w ciąż 😉
    Ale na poważnie – bardzo fajna relacja i super historia! Każdy debiut to niezapomniana chwila. Ja pamiętam tak samo 5, 10, 15 km jak i półmaraton.

    Reply

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: