#100 dni tydzień 8 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja)

Wiadomo, w marcu jak w garncu… zarówno w pogodzie, jak i w naszym życiu. Raz idzie po planie, innym razem skręca troszkę w bok, a zdarza się i tak, że wykonanie z planem nie ma nic wspólnego. Wszystko to jednak sprowadza się do jednego… nudy nie ma, ale jest… narastające zmęczenie.

Poprzednie odcinki „public marathonu”: #odcinek1 przeczytasz: #100 dni tydzień 1 #odcinek2 przeczytasz#100 dni tydzień 2 #odcinak3 przeczytasz : #100 dni tydzień 3 , #odcinek4 przeczytasz: #100 dni tydzień 4 , #odcinek5 przeczytasz: #100 dni tydzień 5 , #odcinek6 przeczytasz: #100 dni tydzień 6  , #odcinek7 przeczytasz: #100 dni tydzień 6 

Za wsparcie naszej drogi na maraton dziękujemy: NESSI SPORTSWEAR oraz SPORTMED oraz TOMTOM.


wyzwanie USKRZYDLONA NA WIOSNĘ

KUP TERAZ


Zapraszamy 8 odcinek naszego maratońskiego serialu.

ILONA:

KOLOROWE LEGGINSY DO BIEGANIA Z PASEM GREEN AVANT-GARDE

Kiedy zaczynam pisać kolejny odcinek zawsze zaliczam ostrą zawiechę. Impuls krąży po głowie, skacze od neuronu do neuronu jak głupi i próbuje sobie przypomnieć… Co ty Ilono robiłaś w poniedziałek? To zaledwie kilka dni wstecz, a mojej głowie wydaje się to tak bardzo odległe. Gdyby nie mój Instagram, który jest swego rodzaju foto dziennikiem mojego życia to bym sobie nigdy nie przypomniała co robiłam kilka dni wcześniej. Dlatego mam ogromną motywację, by tego IG regularnie prowadzić (@ilona_z_mamy_ruszamy)
Poniedziałek sponsorowały podbiegi. Ten sam dystans, ta sama ilość, tylko górka zdecydowanie bardziej ostra i wyboista. Cel utrzymać to samo tempo co na asfalcie. Na ostatnich odcinkach szczęką kosiłam trawę i podpierałam się na rzęsach.  Męcząc podbiegi zdążyłam zmarznąć, zgrzać się, ostygnąć, oblać się potem, ale przede wszystkim patrzeć jak zmieniają się ludzie. Wpadali na jeden, dwa, pięć podbiegów, a ja…. a ja dymałam w górę w dół…. oni szli, ja zostawałam. Przychodzili następni, odchodzili, a ja zostawałam. Czasem sie zastanawiam, co trzeba mieć nie tak z głową, żeby się nie zanudzić na śmierć. Po właściwym doturlałam się do przedszkola. Wpadłam z młodą do chaty i właściwie to już musiałam biec na BBL. Dobiłam tym samym kolejne 12, może 13 km do mojego licznika.

KOLOROWE LEGGINSY DO BIEGANIA Z PASEM

Wtorek był wyjątkowy. Generalnie jak by spojrzeć na ten dzień z perspektywy obserwatora to luzzz blussss. Rano odbimbałam personalny z Nat. Potem wskoczyłam na siłkę z Olą. Nie mogłam wyrobić na samym bieganiu. Wolę chyba mniej biegać, ale trzymać minimum 2 siłki w tygodniu, bo inaczej chyba zwariuję. No to sobie potrenowałyśmy, potem skoczyłyśmy do banku, a potem na SUSHI do Sushi Wola. Brzmi mega co?
Tylko, że trenowanie kogoś to moja praca, trenowanie własne to inwestycja, do banku musiałyśmy, bo nóż na gardle, a … może zabrzmi dziwnie…. wypad na Sushi też jest elementem naszej roboty i nie poszłyśmy tam tylko jeść.  Ale wygląda…. MEGA! Nasze życie to same rozrywki 🙂
Środa w standardzie miała bieganie. Grany był tartan. Latałam jak chomiczek, jak chomiczek bardzo dużo razy. Ostatnio mam takie wrażenie, że mamy strasznie wietrzny klimat. Ciągle wieje wiatr, łeb urywa, a jeszcze jak dorzucam prędkość to wytwarzam dodatkowy wiatr. Zawsze wracam taka wywiana po tych treningach. Jedynie w lesie czuję się jak bezwietrznym azylu, ale… nie wszystko da się zrobić w lesie… niestety.
W czwartek znów grałyśmy sikę. Uwielbiam, uwielbiam zapach podrdzewiałego żelastwa. Uwielbiam wolny ciężar i jestem wściekła, że zrezygnowałam z tego w ostatnich miesiącach. Jak ja w ogóle mogłam… Ten moment kiedy przysiadasz i piecze Cię czwórka. Ten słodki ból dupy kiedy trzaskasz martwy. Te omdlałe po treningu łapki i spompowana klatka. Nie ma cycków to trzeba pompować, żeby coś odstawało 🙂 Wieczorem na dobicie trening mamy ruszamy w SP 190. Koniec ferii, obawiałyśmy sę braku frekwencji, a tu…
Piątek wybiegnie. Krótkie, ale intensywne. 25 km, w wietrze. Bosz…. czułam się normalnie jak na ostatnim maratonie. Wiatr w oczy cisnął, a ja musiałam przeć mocno do przodu. Zaczęłam spokojnie. Potem weszłam na wyższe obroty. Utrzymałam 4:37 średnią z całości. Nie wiem jak ja to zrobiłam, bo lekko mi nie było.
I wreszcie sobota… hahaha… z odpoczynku nici. Rano Ania Smirnowa nas fotografowała. Pokażemy Wam efekty lada dzień… Kurcze jakie ta dziewczyna ma oko, jaką wizję, jaką wyobraźnie. Ogarnęła 10 dziewczyn i zrobiła nam fantastyczną pamiątkę. Ugościł nas Crossfit Ochota, więc otoczka całej sesji też w klimacie. Na samą myśl jaram się jak stodoła. Z sesji zdjęciowej  wywalonym ozorem gnałam do chaty. Naciągając na tyłek spodnie szamałam obiad, a drugą ręką czesałam Baśkę wywieszając jednocześnie pranie. Przełykając ostatni kęs leciałam do auta, bo o 17.00 zaczynał się trening Reeboka, na który zostaliśmy zaproszeni. Wolałabym zostać w domu. Serio potrzebowałam tego by usiąść na kanapie, ale wiem, że jak ktoś mnie zaprasza to zależy mu bym była. W związku z tym reprezentacją Mamy Ruszamy byłam ja, a w niedzielę reprezentację na Półmaratonie Wiązowskim objęła Ola. Inaczej byśmy się zajechały. Na odpoczywanie została mi niedziela. Zatem…pomyłam okna, przejrzałam szafę młodej, wywaliłam kilka ton za małych ubrań. Ugotowałam obiad, ogarnęłam chatę i padłam na pysk…

OLA:

Tydzień mija za tygodniem. Jako bezdzietna osoba dzieliłam czas na dni, teraz gdy w posiadaniu nam dwójkę dzieci i psa człowiekowi tydzień a czasami nawet miesiąc mija w mgnieniu oka. Przecież przed chwilą pisałam o tygodniu nr 7 przygotowań do maratonu, a już 8 się skończył.

Tydzień 7 treningowo nie należał do udanych, z 4 zaplanowanych jednostek zrealizowałam tylko dwie. Dlatego w tygodniu 8 postanowiłam może nie nadrobić, bo treningów nie da się nadrobić, lecz spiąć poślady i zrealizować po prostu plan. Wspólnie z Iloną podjęłyśmy decyzję o zmianach w naszym rozkładzie treningów, oczywiście wszystko po konsultacjach z trenerem. Plan działania wyglądał następująco: bieganie poniedziałek, środa, piątek, siłownia wtorek i czwartek.

UBRANIA DO BIEGANIA www.e-nessi.pl

W poniedziałek na pierwszy ogień i próbę charakteru poszły podbiegi. Biegam góra, dół, góra, dół … Świeci słońce, czuć wiosnę. W trakcie gdy ja biegam, na warszawskiej Agrykoli również góra, dół jeździ rowerem pan. Ciśnie mega. Patrzyłam z podziwem. Zbiegam w dół i słyszę za plecami : ” Ty kurw… pierdol… spierd… ” oglądam się, a blisko ścieżki rowerowej idzie dziewczyna z wózkiem. Nie idzie po ścieżce lecz bardzo blisko linii, która oddziela strefę rowerów. Byłam w szoku. WTF? Biegam dalej i zaczynam wątpić, w to że ludzie są po prostu mili, a szczególnie ci którzy uprawiają sport. Bo przecież wszystkie złe emocje zostawiają na treningu… Zbiegam kolejny raz z góry, podbiega do mnie dziewczyna, która też dymała podbiegi. Podziękowała za wspólne pocenie, pożyczyła mocy w dalszej części treningu. Przybiłyśmy piątkę i usłyszałam do kolejnego spotkania. ❤️💛💚 Wszystko na tej samej górce w trakcie jednego treningu. To ja będę wciągać na tyłek kolorowe gacie i dalej wierzyć w ludzi, nawet jeśli to naiwne.

Nie, to nie koniec poniedziałku. Wcześniej umówiłam się z Anką z Mamy ruszamy TEAM, że na BiegamBoLubię nocą pobiegniemy, przecież taka fajna pogoda, a w centrum Warszawy problem z parkowaniem, no i po co jeszcze bardziej zanieczyszczać powietrze. Tylko ja jestem już po 21 km. Tylko ja słowa dotrzymuję. Tym sposobem wpadło jeszcze kilkanaście kilometrów i na początku tygodnia mam nabiegane 35 kilometrów.

Słowo się rzekło, kobyłka u płota 😉 Dokładnie Ola i Ilona, a może bardziej Ilona i Ola wróciły na salony, czyli siłownia wita. Oj brakowało mi tego lecz jakoś tak się składało, że się nie składało ostatnio tam bywać. Ten zapach testosteronu 😉 Trening tak bardzo obiektywnie był lekki lecz wiedziałam, że i tak go poczuję.

Oooo skończył się kolejny miesiąc. Luty zakończony z licznikiem 279 biegowych kilometrów. Czy to dużo czy mało? Uważam, że pojęcie bardzo względne. Oby, to była optymalna ilość dla mnie, przekonam się w kwietniu.

LEGGINSY DO BIEGANIA www.e-nessi.pl

Środa. Pierwszy dzień marca. Wiosna idzie. Pełna optymizmu ogarniam pracowy system, tak aby zmieścić w planie dnia bieganie. Niestety mój optymizm spada z każdym mailem, z każdym telefonem, z każdą wiadomością… Moje skrzydła z każdą godziną opadają. Przecież ja czekałam na wiatr w skrzydła? Zamiast biegać, raczej powinnam pracować i szukać innych rozwiązań, możliwości, zleceń. Pomyślałam jednak, że panika jest najgorszym rozwiązaniem. Dlatego zgodnie z planem wciągnęłam legginsy na tyłek i wybiegłam. Ale o co chodzi? Ja do przodu a nogi jakoś z tyłu? Dupa mnie boli, czuję uda… no tak siłownia. Bardzo spokojnie robię rozbieganie, bo inaczej się w sumie nie dało 😉 W głowie uporczywa myśl: tylko jak ja zrobię te 3-setki? Wbiegałam na bieżnię na Agrykoli. Właśnie, nie wspomniałam znowu można biegać na bieżni na Agrykoli. Przez poprzednie tygodnie śniegu tam było po kolana, ustawione bramki, że bieganie niet. Pierwsze 300 metrów, dobra myślałam, że będzie gorzej. Drugie, trzecie…. z każdym kolejnym odcinkiem przypominałam sobie poszczególne „słabe” wiadomości przedpołudnia. Tym sposobem miałam  bieganie na rozładowanie. Czy to bieganie na wkur… ? Czy to wiosna ? Czy to bieżnia? Trening poszedł po planie, normalnie miałam satysfakcję i od razu inne nastawienie do porannych niepowodzeń. Złapałam dystans. Może coś w tym jest, że optymistyczne myśli przyciągają optymistyczne wiadomości. Po powrocie do domu sprawdzam wiadomości, a tam … aż się zakrztusiłam jedzeniem. Teraz zobaczymy co z tego dalej wyjdzie, na razie nie możemy nic powiedzieć lecz jak możesz to trzymaj za nas kciuki.

Czwartek, czyli siłeczka. Udało się zrealizować siłowniowy plan. Yupi. Wieczorem trening Mamy ruszamy, na dobitkę skatowałam sobie na min brzuch.

ZEGAREK TOMTOM SPARK 3 CARDIO

Piątek i wybieganie. Niby zamiast 30 km jak w poprzednich tygodniach tylko 25 km. Gdzie był haczyk? Trzymaj określone tempo. Wyglądam przez okno a tam leje i wieje. Wiało dobrze i przewiało deszczowe chmury. Cóż było robić, założyłam wiatrówkę i rękawiczki i poszłam. Tak fajnie już biegało się bez rękawiczek… Biegnę, biegnę a ten pierniczony wiatr wieje. Był bardzo zmienny lecz jakimś cudem albo prosto w twarz albo z boku. Czemu nie w plecy? Na moście myślałam, że zdmuchnie mnie do Wisły. Na treningu walczyłam z wiatrem, swoimi myślami i bolącymi nóżkami 😉 Patrz wyżej, siłownia. Śmieszne lecz tęskniłam za tym bólem. Udało się. 25 kilometrów, tempo utrzymane.

W czystym sumieniem mogę stwierdzić, to był dobrze przepracowany tydzień.

Niedzielny akcent biegowy, czyli pojechaliśmy całą rodziną na Półmaraton Wiązowski. Rok temu właśnie tam zrobiłam swoją, nadal aktualną, życiówkę w półmaratonie 1:48:58. Tym razem pojechaliśmy kibicować i zrobić kilka zdjęć. Trochę zrobiło mi się żal, że stoję z boku. Efekty pstrykania: XXXVII Półmaraton Wiązowski oraz Wiązowska 5-tka (galeria)

 

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

 

Instagram, tam też jesteśmy:
iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

 

 

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: