#100 dni tydzień 5 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja)

Dzień ucieka za dniem. Powoli zima zaczyna się większości dawać we znaki. Staramy się nie odpuszczać i biec z piersią dumnie wystawioną do przodu do startu maratonu. Niestety czasami coś na nas spada i przygniata. Czy jest łatwo? Nie jest. Nikt nie mówił, że łatwo będzie. Tylko jako matki dajemy swoim postępowaniem przykład dzieciom. Dzieciaki więcej czerpią z tego co robimy, a nie z tego co mówimy. Często powtarzamy: trening czyni mistrza. Nie zależnie czy dotyczy to pisania nowo poznanej literki, czy wiązania butów. Dlatego motywacja nam nie spada i skupione na naszym celu realizujemy raz lepiej raz gorzej plan działania.

Poprzednie odcinki „public marathonu”: #odcinek1 przeczytasz: #100 dni tydzień 1 #odcinek2 przeczytasz#100 dni tydzień 2 #odcinak3 przeczytasz : #100 dni tydzień 3 , #odcinek4 przeczytasz: #100 dni tydzień 4 .


Opis projektu: 100 DNI DO MARATONU

Za wsparcie naszej drogi na maraton dziękujemy: NESSI SPORTSWEAR oraz SPORTMED 


ILONA:

Poniedziałek mnie przytłoczył, zaskoczył…. przeszłam samą siebie… nie spodziewałam się, że moje zmęczenie doprowadzi do…. tak skończył się mój poprzedni tydzień, a właściwie zaczął ten.

W poniedziałek wstałam dokładnie tak samo jak w każdy poniedziałek, bladym świtem, a właściwie późna nocą jeszcze. Wyszłam z psem, a po powrocie wślizgnęłam się niczym glizda do łóżka i próbowałam dospać. O 7:00 krzątanina: śniadanie, ogar porannego pierdolnika, czesanie warkoczy…. 8:20 wymarsz do przedszkola. OLŚNIENIE! Mój mózg, bo ustom nie wypada, wrzeszczy wielkimi literami…. KUR**, KUR*** KUR**** MAĆ! Dziś dokładnie dziś, dokładnie o 8:20 ruszał autokar spod przedszkola z wycieczką całej ferajny do teatru, a my… my będziemy tam najwcześniej za ok. 30 min. Telefon w dłoń. Dzwonię, dzwonię… w słuchawce tylko długi sygnał… Już wyjechali. Może nie, ale… nie mogę ryzykować. Albo lecimy na złamanie karku i nam się uda, albo lecę na złamanie karku, całuję klamkę, bo wyjechało całe  przedszkole i tracę ponad godzinę. Szybka kalkulacja. Bilans zysków i start. Bonus taki, że mała B. nie miała ciśnienia na tę wycieczkę, a fakt poniedziałku przy mamusi przypadł jej do gustu. A ja… no cóż, muszę zmienić strategię, odwołać spotkania…
To był wspaniały poniedziałek zakończony biegowym Biegam, bo lubię. Nabiegłam dodatkowo garść kilometrów, żeby odbić niezaliczony trening. Wpadaj na wspólne bieganie (TUTAJ)

Kolorowe legginsy znajdziesz www.e-nessi.pl

Wtorek poszedł po planie. Rano personalne z dziewczynami, potem praca, a na koniec ja i moje bieganie. Myślałam, że te cholerne odcinki nigdy się nie skończą, a ja zamarznę. Trening skończyłam pod przedszkolem. Bachę pod pachę i do chaty.
Środa pełną parą, jedziemy po planie na maksa. Dublujemy tysiaki. Temperatura nie daje się rozpędzić, ale napieram ile się da na dany moment. Wciąż za wolno, ale … liczę, że dwie pary legginsów, cztery rękawy, zdublowane rękawice i czochrający mną na boki nie pozwalają mi wykrzesać z siebie maksa. Kończę pod przedszkolem. Bachę pod pachę i do chaty. Zimno mnie paraliżuje. Czuję jak trzęsie mi się wszystko co może się trząść. Wracając do domu biorę B. na plecy i próbuję biec, by nie zamarznąć. Przekraczam próg domu, a tam pies… Jego oczy mówią do mnie… NIECH KTOŚ MNIE WYPROWADZI! A ja? A ja marzę o gorącej kąpieli.

Legginsy od www.e-nessi.pl

Czwartek trochę się sypie, ale człowiek nie jest taki, by sobie nie poradził. W konsekwencji okazuje się, że odwołany trening przez podopieczną skutkuje sukcesem na innym polu 🙂 O 12:00 wylądowałyśmy z Olą w Cook up na warsztatach Power mama. Taaaaak, uczymy się gotować… od najlepszych. Organizujemy dla Was coraz więcej wyzwań, w związku z tym apetyt na wiedzę rośnie, a ambicje nie pozwalają spoczywać na laurach.
Tańcujemy z garami, pod koniec czuję ten stan…. wszystko mi odjeżdża. Czuję się chora. Nie! Nie teraz! Nie mam czasu na chorowanie!  Trzymam fason. Po warsztatach do przedszkola, wpadamy do domu…. o żesz…. Ja już muszę wychodzić. Aga czeka na mnie pod klatką. Bosz… gdyby nie ona i jej pomoc, chyba nie dotarłabym na czas na trening Mamy ruszamy. Wpadam do domu i padam. Dawno nie byłam, aż tak zmęczona.

Warsztaty kulinarne w Cook up

W piątek gil do pasa. Doigrałam się. W głowie łupie, a ja powinnam zrobić wybieganie. W niedzielę zaplanowany start na 5 km i gwarantowane podium. A tu… w nosie gęsto, głowa pęka, w kościach strzela, w ciele zimno, a mózg się gotuje. Na dodateczek odebrałam Baśkę z przedszkola ze stanem podgorączkowym i bolącym brzuchem. Ale to nie wszystko. Odpalam kran, a tam sucho. Tadam, tadam awaria. Wody NIET do soboty do 15:00. Róbta co chceta, ale wody nie dostanieta! Bartek wrócił do domu, a ja niczym zagilana strzała wyleciałam atakować Biedronkę, bo woda w deficycie, a pić się chce. Przytargałam dwie zgrzewy i dwie torby wypchane butlami, bo żem więcej zgrzewek nie dała rady dygnąć. Jako kobieta zaradna trzecią zgrzewkę, żem rozłożyła na czynniki pierwsze i zarzuciwszy na ramię poczyniłam spacer farmera do domu.
W sobotę Panowie ryli zamarzniętą glebę, ale w kranie sucho. O 15:00 dalej sucho. Oczami wyobraźni widzę kataklizm. 15:45 oddali. Tylko, że z rury leci jeszcze zimna i ruda breja, a ja marzę o kąpieli. Wszyscy marzymy, bo mycie się mokrymi chusteczkami to jednak nie to samo. Dalej chorujemy. Bartek piszczy, że czuje się źle. Młoda ciągle stan podgorączkowy, a ja hmmm…. stan niegorączkowy. Nie miałam temperatury, nawet tej co ją mieć trzeba. Walczyłam o 36,0. Choć najczęściej widziałam 35,4. Stan osłabienia, to chyba gorsza cholera niż gorączka. A tu zimno mi, siły brak, a robota sama się nie zrobi. Brak obiadu, fura prania, w domu sajgon i szpital polowy. W dodatku niedziela pod znakiem zapytania. Ustaliliśmy, że wszystko rozegra się rano. No to termometr w dłoń. Czary mary, hokus pokus, znika świat biegowych pokus. B. dalej trzyma podgorączkowy. Zostajemy w domu. Może to ma też swoje pozytywy. W innym razie byśmy jechali na to bieganie i ja na tym osłabieniu jeszcze bym dała z siebie wszystko, wolę jednak się nie zastanawiać jak by się to skończyło. Ostatecznie w niedzielę kisiliśmy ogóra w domu, a wieczorem, kiedy Baśka już wyluzowała z tym gorączkowaniem, udało się nawet wyjść na powietrze, co chyba wszystkim nam dobrze zrobiło.
W konsekwencji bilans biegowego tygodnia na minusie. Choć jak by na to spojrzeć obiektywnie to wypadł mi tylko jeden trening, niestety najbardziej wymagający. Kolejny tydzień nie zapowiada się spokojnie, ale chociaż nie będzie nudy, prawda?

OLA:

Niedzielę w poprzednim tygodniu zakończyłam „pod górkę”, czyli były grane podbiegi. Dlatego w poniedziałek był rest od moich treningów. Powiem wam, że moje nogi poczuły bieganie po śniegu góra dół. No normalnie bolały mnie „piszczele” Wiesz co to za ból, prawda? Dawno już go nie czułam. Nie, że mnie nie bolało 😉 lecz nie było tego konkretnego. Tym sposobem, do czasu odebrania dzieci ze szkoły, poniedziałek spędziłam na mailach, artykułach… jednym słowem z nosem w kompie. Około 15 szkoła, spacer z psem, coś na ząb i długa na zajęcia teatralne z dzieciakami. Alka z Olkiem bardzo je polubili. Zawsze czekając na nich na wygodniej kanapie w teatrze Baza, zastanawiam się co oni tam robią? Odgłosy, które słyszę za zamkniętych drzwi … oj są przedziwne i przeróżne. Może fakt, że ktoś pozwala im się wykrzyczeć, poudawać odgłosy zwierząt, zamienić się w krzesło lub potwora, powoduje, że z taką chęcią tam chodzą. Poniedziałek zakończony jak dla mnie relaksacyjnymi kilometrami na BiegamBoLubię NOCĄ.

Zima w pełni. Mróz nie odpuszcza. Śnieg pada. Bieżnia na Agrykoli cały czas straszy toną białego puchu i kartką, że biegać nie wolno. Lecz moją alternatywą na bieganie odcinków 100, 300, czy innych jest kanał przy stadionie Legii. Z tego  miejsca korzysta spora ilość warszawskich biegaczy. Są oznaczenia na ziemi i na drzewach jak śnieg przykryje wszystko. Idealnie nie jest lecz da się trening zaliczyć. Szybkie 300. Po kilkunastu 300 na dobicie jeszcze 100. Trening niby krótki czasowo, kilometrów też nie za dużo a daje w kość. Zaletą takich treningów jest fakt, że zdecydowanie łatwiej jest wygospodarować czas i upchnąć w planie dnia jednostkę, która zajmuje około 1,5 godziny niż wybieganie, na które potrzeba 3 godzin.

Ubrania do biegania www.e-nessi.pl

Jak już wspomniałam o tych 3 godzinach… Wybieganie. Ogólnie bardzo lubię wybiegania. Lecisz sobie, nie za wolno, nie za szybko. Jesteś ty, twoje nogi, twoja głowa… Tylko gdy w głowie kłębi się tysiąc myśli, pomysłów, problemów dnia codziennego, lista zakupów, ostatnio odbyte webinarium o pasożytach…moim bolączką jest fakt jak tu wytrzymać ze swoimi myślami przez tyle czasu. Żeby nie było, że dystans 30 km mnie nie przeraża. Przeraża za każdym razem. To, że już nie raz przebiegłam 30 km nic nie zmienia. Nawet jak tydzień temu przebierasz nogami przez dwadzieścia kilka kilometrów nie gwarantuje, że tym razem zrobisz to z palcem w du… Życie, w tym też bieganie uczy mnie pokory. Już kilka razy widziałam, doświadczyłam na własnej skórze, formę budujesz długo. Praca wymaga wielu wyrzeczeń, bólu, łez, a na domiar złego nikt ci nie zagwarantuje sukcesu. Coś się sypnie, bo praca, bo dzieci itp. wypadasz z treningów na chwilę. W ogólnym życiowym rozrachunku niewielką chwilę, lecz dla twojej formy 4 tygodnie to wieczność. Wracasz i masz wrażenie, że zaczynasz wszystko prawie od nowa. Wrócę jednak do tych konkretnych środowych 30 km, których w końcu nie było. Jak to? Wyszłam i biegnę. Jest zimno, bardzo zimno. Na termometrze około – 10. -10 to niby nie -20, lecz wieje jak nie wiem. Śniegu wszędzie w brud. Ubrałam się ciepło lecz gdy dmuchnie … Chce mi się płakać, tak płakać. Tylko nie mogę beczeć, bo łzy mi zamarzną. W trakcie biegu musiałam zmienić zaplanowaną trasę. Dlaczego? W niektórych miejscach było tyle śniegu… Przez co gdy dobiegałam do domu na liczniku było 28,5 km. Podziękowałam i skręciłam. Brakowało mi tylko 1,5 km. Uwierz mi, że w tym momencie było, to ponad moje siły i to nie te fizyczne tylko te psychiczne. Nie zmienia, to faktu, że mimo, że nie zrealizowałam planu w 100% byłam z siebie dumna.

W czwartek było dla odmiany mi bardzo ciepło i smacznie. Jak Ilona już wspomniała wylądowałyśmy na warsztatach kulinarnych. Po wczorajszym wybieganiu jedzenie, to coś co tygryski lubią najbardziej. Bardzo podoba mi się zdziwienie innych ludzi ile potrafimy zjeść 😉 Dobra dieta w przygotowaniach maratońskich odgrywa ogromną rolę. Więc zasada dużo lecz nie byle co, jest podstawą he he he


Zobacz co gotowałyśmy: Kokosowa jaglanka z jagodami goji i gruszką (przepis).


Warsztaty kulinarne fot. Kinga Brocka/Napengo

Piątek weekendu początek. Lecz trening musi być odbyty. Do tej pory miałam szybkie minutki lub szybkie odcinki kilometrowe. A tu szybkie 2 kilometry razy kilka. Wyszłam, piękne słońce, dużo śniegu i mróz. W tym tygodniu za każdym razem 2 pary legginsów w trakcie jednego treningu. Moja skóra nie wyrabia z tym mrozem i pęka. Ostatnie kilka dni pod tym kątem nie wyglądały za dobrze. No cóż, grunt, że bardzo szybko się regeneruje i dochodzi do siebie. Niestety do kolejnego treningu i od nowa Polsko ludowa. Nikt nie mówił, ze będzie łatwo, a ja jako dorosła baba wiedziałam na co się piszę. Stop. Powrót do treningu. Zrobiłam go. Starałam się biegać najszybciej jak mogłam. Obiektywnie patrząc było wolno, zdecydowanie za wolno. Do założeń daleko, nie wspomnę, że nie udało mi się przyśpieszyć z każdym kolejnym odcinkiem. Nie zawsze idzie tak jak by sobie człowiek tego życzył. Zmęczenie? Zimno? Ślisko? Dupa za ciężka? A może moje chwilowe przyśpieszenie jakie nastąpiło pod koniec 2016, to był jakiś wypadek przy pracy? Pożyjemy zobaczymy. Nie myślę za dużo tylko biegam :-).

Czarny i biały to też kolory od www.e-nessi.pl

Jakie ja miałam plany na weekend… Z planów nie wyszło nic. Miał być III Bieg Par… Chyba nie piszę więcej, bo przecież co było a nie jest nie pisze się w rejestr.

 

 

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n