#100 dni tydzień 4 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja)

Nie przestajemy, nie przerywamy, dalej biegamy. Staramy się przygotować do maratonu najlepiej jak potrafimy. Na tyle na ile pozwala nam codzienność. Dzielimy nasze dni na różne życiowe funkcje, takie jak bycie: matką, żoną, właścicielem firmy, dietetykiem, trenerem, kobietą, nauczycielem…. oj długo by wymieniać. Przedstawiamy tydzień 4 naszych zmagań.

Poprzednie odcinki „public marathonu”:

#odcinek1 przeczytasz: #100 dni tydzień 1 #odcinek2 przeczytasz#100 dni tydzień 2 #odcinak3 przeczytasz : #100 dni tydzień 3

ILONA:
Przeraża mnie prędkość z jaką płynie czas. Ucieka tak szybko, że nie jestem w stanie go dogonić. Ciągle żyję na czasowym długu i widzę jak mój dług się powiększa. Nawet kiedy patrzę w swój Instargram, choćby tydzień wstecz, to mam wrażenie, że to historia. Ba… wczoraj jest nawet odległą historią.
Cały poprzedni tydzień był jednym wielkim ciągiem wydarzeń, które spadały na mnie jedno po drugim jak wielka lawina. Czasem uskrzydlały, a czasem przygniatały do ziemi i sprawdzały ile jeszcze wytrzymam.

tyd 4
Kolorowe legginsy do biegania www.e-nessi.pl

W poniedziałek zamiast na treningu wylądowałyśmy na gali. Nessi poprosiło nas o pojawienie się na  IV edycji plebiscytu THE CHAMP Awards. Planowałyśmy się pojawić, załatwić co trzeba, a tu… nagroda! O żesz… każdy tu jakieś dziękczynne przemówienia, a my… padło na mnie… przemówienie z marszu… ale chociaż było zabawnie 🙂 Wszystko wskazuje też na to, że bardzo owocnie… ale to się okaże za jakiś czas. Imprezy, bale i lokale… bosz chyba muszę szpilki zakupić. Emocje i ciastka wybiegaliśmy na wieczornym BBLu. Pamiętajcie w każdy poniedziałek na Was czekamy! Szczegóły TUTAJ.

tyd 47

W ostatnim czasie moje życie wymaga zupełnie innej organizacji. Staram się iść jakimś schematem, ale nie wszystko idzie po planie. Rankiem wstawiam treningi z podopiecznymi, wracając robię zakupy, potem staram się pracować przy komputerze, wsadzić trening własny i kończyć go w przedszkolu. Spotkania planuję między podopiecznymi. Potem rodzina, dom, porządki i kiedy wydam kolację i młoda wyląduje w łóżku siadam do kompa i cisnę, aż padnę. Taki system daje mi maksymalną oszczędność czasu. Nie mam wolnego czasu, ale też nie czuję by uciekał mi on między palcami.

Wtorek poszedł na biegowo. Leciałam przed siebie napędzana zachwytem, bynajmniej tak krzyczał do mnie bilbord… Toyoty. Normalnie ta Toyota powinna przyjechać po mnie po tym cholernym maratonie i odstawić do domu. Trzaskałam tysiączki. Było ich chyba z milion. Na ostatnich nie przyśpieszyłam 🙁  Szło dobrze, coraz szybciej, szybciej…. w głowie równe faster, faster, faster… ostatni tysiak jednak, mój napęd zachwytem trochę przyhamował i pokazał ile jeszcze pracy przede mną.

Środa znów na biegowo… tak… znów bieganie. Marzę, by ten maraton już był i bym mogła wreszcie iść na siłkę i ostro zajechać nogi. Tak ostro, że chodzenie to problem przez kilka kolejnych dni. Teraz nie mogę sobie na to pozwolić, bo bieganie ma być mocne. Z nogami po siłce to mało realne 🙂

tyd 42

Tak czy siak, tym razem zaszczycił mnie sam trener 🙂 Wyskoczyliśmy na stadion. Mówiłam, mówiłam… stary tam będzie lodowisko, ale ten nie! Król stadionu się znalazł. Mistrz 400 m. Jego ulubiony dystansik, wiedziałam, że mnie zajedzie… Bosz… jak on się głośno na mnie darł. Na wirażu dwusetki słyszałam te jego „zapi…. mocno, trzymaj tempo, no dajesz, do końca. Tu jest koniec! Takie masz długie nogi, a takie małe kroczki stawiasz…” „Tyłek za mocno wypinasz” No kur… mam to wypinam 🙂 Ja mam tyłek, a nie jakieś lekkoatletyczne płaskodupie… phiii! Tak czy siak była to jazda figurowa na lodzie. Była ostra gleba na mecie. Przyczepność zero, kupa… śmiechu. Prawda jest taka, że gdyby ten mój trener nie stał na mecie i nie pił tej gorącej kawy… tak, tak… sobie przywiózł, mi nie przywiózł… taki… dziad, to bym tego treningu tak nie zrobiła. I jeszcze mi jechał, że jestem za mało zmęczona, bo tętno szybko wyrównuje. No kur… sam mnie tak wytrenował, żeby szybko wracało, a teraz mi jedzie, że się oszczędzam. Zmęczył mnie na tym treningu. Dzięki chłopaku, że dla mnie marzłeś. Doceniam!

Czwartek przeleciał w mgnieniu oka. Wróciłam z treningów z dziewczynami, siadłam do kompa i … o bosz… trzeba lecieć do przedszkola, szykować obiad na piątek, kolację i lecieć na trening Mamy Ruszamy (zawsze o 19:00, w SP nr 190 na Mokotowie. Wpadajcie!) Nie wcisnęłam swojego treningu, to MR musiał być na maxa. Przygrzałyśmy konkretnie. Zajechałam łydki… Przed piątkowym wybieganiem… idealnie. Jak ja cierpiałam w ten piątek. Było zimno. Każdy krok powodował uporczywe ciągnięcie w szczytach. Uciągnęłam 32 km. Nawet przyzwoite tempo wyszło jak na odcięte łydeczki.

W weekend nie było lekko. Powinnam odpoczywać, a tymczasem…. Witaj szkoło! Moi kursanci mięli ostatnie zajęcia, a co za tym idzie zaliczenia. Trzeba było przygotować egzaminy. Przeprowadzić. Potem sprawdzić. Ocenić. Zajęło mi, to dużo więcej czasu niż planowałam.

tyd 43 W niedzielny wieczór padłam na dywanie. Dosłownie. Mój mąż poszedł na siłkę. Moja młoda oglądała bajkę, a ja… głaszcząc psa czułam jak odjeżdża mi oko. Powieki zrobiły się jak z cementu… Starałam się nad nimi zapanować, ale nie miałam na to wpływu. Czułam jak odpływam. Kochanie… szeptałam do B. z delirką… mamusia się chwilkę zdrzemnie, ok? Po godzinie, zryw na równe nogi… Złoty strzał energii, skok adrenaliny. Obiad na jutro, kolacja, obróbka młodej…. faster, faster, faster, spacer z psem, pranie, faster, faster, faster… po północy złoty strzał przestał działać… padłam na ryj!

Poniedziałek mnie przytłoczył, zaskoczył…. przeszłam samą siebie… nie spodziewałam się, że moje zmęczenie doprowadzi do… ale o tym za tydzień.

OLA:

Przed chwilą pisałam o tygodniu numer 3, a już kolejny się skończył. Jakieś czary? 100 dni ucieka w zastraszającym tempie. W poprzednim odcinku u mnie w chacie „szpital”. Alka i Jarek na chorobowy. Ten tydzień zapowiada się inaczej. Dla odmiany chory jest Olek. Ze mną zdrowotnie … średnio. Grunt, że nie jest beznadziejnie.

Po weekendzie w szkole, intensywnym tygodniu, chorobach … w poniedziałek nie mogłam podnieść się z łóżka. Jeszcze w niedzielę wrzucając zdjęcie na Instagram zastanawiałam się czy nie powinnam zwolnić? Organizm sam się o to upomniał i stwierdził ja to poleżę. Odpuszczam trening, nawet nie próbuję go wciskać w bardzo przeładowany plan dnia. Tak, czasami warto odpuścić, zmienić założenia. Inaczej można po prostu przegiąć i odbije się to czkawką. Jak już Ilona wspomniała, w poniedziałek były bale i lokale. Fajnie współpracować z najlepszymi. Brawo Nessi i oby tak dalej. W ciągu dnia moje ciało wzięło się i spięło lecz wieczorem, podobnie jak o poranku, stwierdziło zwolnij Maleńka. Pierwszy raz, wyobrażasz sobie pierwszy, nie pojawiłam się w poniedziałek na BBL. Było mi smutno, bo bardzo lubie nasze poniedziałkowe biegowe spotkania lecz uważam, że to była dobra decyzja.

tyd 46
Legginsy www.e-nessi.pl

Praca w tzw. home office ma swoje plusy lecz jak wszystko też ma minusy. Gdy w domu na chorobowym jest syn, mąż i pomiędzy nogami plącze się pies, umówmy się, że warunki do pracy stają się mniej sprzyjające. Z racji tego, że zapowiadała się nocna zmiana przy kompie, skorzystałam z obecności dorosłego w domu i jakoś po 13 ruszyłam na bieganie. Czułam się o niebo lepiej niż w poniedziałek lecz do ideału jeszcze daleko. Na dziś miałam przewidziane odcinki 5 minutowe. Nie brzmiało, to jakoś strasznie. Do czasu, gdy zdałam sobie sprawę, że przecież taki 5-minutowy odcinek przy dobrych wiarach to ponad kilometr. Nie chcę nawet sobie wyobrażać jaką miałam minę gdy zdałam sobie z tego  sprawę na 3 odcinku. No i ta myśl przecież do zrobienia jest ich kilkanaście. Udało się. Odcinki zrobione. Nogi ślizgały mi się na oblodzonej nawierzchni. Pozostało tylko schłodzenie i do chaty. Truchtam sobie radośnie, świeci słońce i jest spory mróz. Mijam pana, który pewnie wraca z pracy. W jednym ręku trzyma jednorazówkę z zakupami, w drugim puszkę z piwem, z której sączy sobie piwo. Patrzę i myślę: matko, chyba bardzo mu się chciało tego piwa, że w taki mróz… Potem pomyślałam, gdy pan wymownie na mnie spojrzał, to co nie mieści się w twojej głowie, może mieścić się w czyjejś. Jego spojrzenie mówiło: jakaś wariatka, tak zimno, a ona zamiast oglądać serial lub  zająć się dziećmi, biega.

tyd 45

W środę w domu został Olek, ja i pies. Próbowaliśmy się trochę pobawić, pouczyć, popracować, ugotować, ogarnąć mieszkanie… Szło nam delikatnie mówiąc średnio. A co z treningiem? Umówiłam się z Jarkiem, że jak wróci z pracy ja ruszam. Bo im później tym zimniej i co tu dużo mówić bardziej nie będzie chciało się wyjść z domu. Pomyślałam, żeby wzmocnić swoją motywację zapytam może ktoś z okolicy wybiera się na bieganie. Jak się z kimś umówisz, to od razu lepiej wychodzi się gdy jest ciemno i mroźno. Ufff Anka (koleżanka z drużyny Mamy ruszamy) dziś biega i też jak jej mąż wróci z pracy. Tym sposobem około 18 wybiegłyśmy na mokotowskie ulice. Plan 300 m. Chociaż powinno być długie wybieganie lecz gdy treningi przestawione, bo nie mam 3 wolnych godzin. Zmęczenie całego dnia, a może nawet tygodni, wychodzi. Nóżka jakoś tak średnio podaje. No cóż, jak zawsze daje z siebie 100%, tylko po prostu te % niestety zależą od wielu czynników. Z przewietrzoną głową i po krótkim plotkowaniem na rozbieganiu i schłodzeniu wróciłam do domu.

Alka do szkoły, Jarek do pracy, a my z Olkiem i Piorunem dalej w domu. Gramy w gry, ja próbuję pracować, Olo sobie czyta….. Mam już trochę dość tego całego chorobowego zamieszania. Jestem po prostu zmęczona. W czwartkowy wieczór trening Mamy ruszamy. Atmosfera, uśmiechy, żarty, pot w gronie innych matek zawsze ładują mi akumulator.

Piątek weekendu początek. Jakoś weekendy ostatnio, to mega zapiernicz w robocie. Lubię, to, żeby nie było. Nie zmienia, to faktu, że wymaga dużych pokładów energii i czasu. Wszyscy rozeszli się do swoich placówek. Miało być odkładane długie wybieganie w ciągu dnia. Niestety nie wyrobiłam się z pracą, są rzeczy ważne i ważniejsze. Bieganie nie zając, nie ucieknie. A może zapytam Ankę jakie ma plany biegowe? Okazało się, że ma wybieganie 20 km ja mam 30 km. Może uda się jakoś połączyć? Miałam nabiegać 10 km i miałyśmy się spotkać. Piątkowe, warszawskie korki spowodowały, że Jarek wrócił później niż zaplanował. Godzina skurczyła się do 30 min. Nabiegałam 6 km zamiast zaplanowanych 10. Potem biegłyśmy już razem. Tym sposobem plan tygodnia udało się zrealizować do piątku. Może nie było idealnie, super że się udało tak.

Sobota i niedziela w szkole. Kontyd 44iec pierwszego semestru. Strasznie, to dziwne stać po tej drugiej stronie. Właśnie minął rok od czasu kiedy poszłam na kurs aktorski. Nie, nie postanowiłam zostać aktorką. Moim celem było wyjście ze strefy komfortu, przełamanie strachu. Przed czym? Przed szeroko rozumianymi wystąpieniami publicznymi. Kurs poza bardzo fajnie przepracowanym czasem, przyniósł efekt. Obecnie średnio dwa razy w miesiącu „występuję” przed kilkadziesięcioma osobami i dzielę się wiedzą. Ten kurs, to była dobra inwestycja w siebie.

Niesiona chyba emocjami egzaminów, napisałam do trenera, że może uda mi się w weekend wcisnąć trening… Nie pozostał obojętny i wrzucił podbiegi, duuuużo podbiegów. Gdy w niedzielę koło 15 miałam ruszyć tyłek z ciepłej kanapy… oj jaka ja byłam głupia. Po co ja się sama o to prosiłam? Wstałam i podejmując męską decyzję wyszłam, przecież sama tego chciałam. Plus? Było jeszcze jasno. Minus? Było sporo na minusie i padał śnieg. Agrykola była biała, a ja wbiegałam, wbiegałam i wbiegałam pod tę górę.

Tym sposobem w tygodniu wpadły mi 4 treningi biegowe, a ja w niedzielę wieczorem padałam na pysk lecz z uśmiechem satysfakcji.


Opis projektu: 100 DNI DO MARATONU

Za wsparcie naszej drogi na maraton dziękujemy: NESSI SPORTSWEAR oraz SPORTMED 


 

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

2 thoughts on “#100 dni tydzień 4 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja)

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: