#100 dni tydzień 2 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja)

Nasze przygotowania do Orlen Warsaw Marathon 2017 w trakcie. Jak wyglądał kolejny tydzień z życia matek, które podjęły próbę pogodzenia pracy, rodziny, innych obowiązków ze spełnianiem marzeń. Czy to może się udać?

Zapraszamy na „PUBLIC” maraton #odcinek2.

#odcinek1 przeczytasz: #100 dni tydzień 1

ILONA:

Ten tydzień poszedł po planie. Jak ktoś chce poczytać, że mi coś nie wyszło czy coś w ten deseń to nie tym razem. Po poprzednim tygodniu niepowodzeń spięłam się konkretnie i tym razem nie pozwoliłam sobie na niedociągnięcia, lawiny, pożary, jazdy po bandzie i inne akty desperacji. Nie oznacza to jednak, że było lekko i słodko jak w reklamie. Standardowo pod koniec dnia padałam na pysk, zdrapywałam się z kanapy lub biurka, by dowlec się do łóżka.
Poniedziałek to podobno jakiś blue monday. Dobrze, że byłam pochłonięta robotą, nie słuchałam radio i nie czytałam aktualnych Internetów, bo jeszcze by mi się udzieliło. A tak szłam jak burza. Po ostrym weekendzie spędzonym na nauczaniu tak mi zeszło ciśnienie i stres, że robota paliła się w łapach, żal było się odrywać. Wybiła jednak godzina i trzeba było wyjść na trening, nie ma innej opcji… tu i teraz inaczej lawina…

tyd 26
BLUZA ROZPINANA AZURE CRYSTALS PRO znajdziesz na www.e-nessi.pl


W planie było dużo i szybko, z małymi przerwami na wypoczynek… bardzo małymi. I było po planie, ale z testem. W poniedziałek postanowiłam zaufać sobie. Ustawiłam trening w zegarku, ale obiecałam sobie, że na niego nie spojrzę. Tempo i tętno starałam się kontrolować swoim ciałem. Dopiero po treningu sprawdziłam czy udało się poprawnie zrealizować jednostkę. Udało się. Schłodzenie skończyłam pod przedszkolem B. Zazwyczaj tak robię żeby nie tracić czasu na zbędne przejazdy. W prawdzie wracając z przedszkola zdążę wystygnąć i wracam do chaty rozdygotana, ale jestem okołó 40 min do przodu. To bardzo dużo czasu…

Dobrze, że w przedszkolu wszyscy wiedzą, że biegam. Jak wpadam zziajana i mam tak zamarzniętą szczękę, że nie mogę słowa powiedzieć, albo plącze mi się język to nikt nie każe mi dmuchać w balonik i nie odmawia wydania dziecka.

W poniedziałki dobijam się jeszcze jednym wieczornym treningiem Biegam bo lubię NOCĄ (patrz TUTAJ) To taki mój uspokajacz na spokojny sen. Jak macie ochotę to wpadajcie. Idealna okazja na wspólne bieganie.

tyd 27
#SIŁAJESTKOBIETĄ

Wtorek to po planie siłka, ale dostałyśmy z Olą zaproszenie na zamknięty trening Reebooka. Biegaczom wypadł crossfit, więc uznałyśmy to za substytut siłowni. Inaczej się nie dało. Dzień był tak napchany, że na dodatkową siłkę zabrakłoby dnia, a gdzie jeszcze siły. Tak czy siak, jak już udało się ruszyć w miasto to przytargałyśmy po 2 pary butów z New Balance. A co tam… raz się żyje, prawda?

W środę, nie ma lipy, dalej twardo trzymam się planu. Realizuję punkt po punkcie. Dzień mam policzony co do sekundy. Pobudka, pies, śniadanie, przedszkole, dziś wyjątkowo szybciej, bo wycieczka… Potem dalej z listą. Otwieram drzwi mieszkania, lecę z psem, włączam ekspres, kawa się leje, a ja muszę dokładnie w tym momencie wcisnąć guzik pralki, potem zmywarki inaczej będzie obsuwa. Jedną ręką obrabiam Instagrama, w drugiej niosę kawę i zasiadam przed kompem. Oj … kupa psia… tego w grafiku nie przewidziałam… muszę zagęścić ruchy, bo inaczej…obsuwa.
Potem lecę z listą, kolejno odklikuję… artykuł (done), post (done), wyzwanie (done) i tak do 13.30. Obiad między jednym a drugim done. Punkt 13.30 wciągam na tyłek Nessi i zapierdzielam na podbiegi. Fajnie nie jest, ale nie myślę, nie zastanawiam się. Jadę na automacie. Schładzam się na trasie do przedszkola. Dziś cool down konkretny, bo do p-la mam z 7 km. To dobrze, chociaż się dogrzałam. Na tych podbiegach konkretnie mnie wypizgało. Odbieram Baśkę, wpadamy do chaty, a ja mam ochotę paść na ryj, ale… no jak… toć to trzeba zakupy zrobić i na kolejny dzień przygotować paszę. Zatem… dwa głębokie wdechy,  torby, carbo w bidonie na drogę i heja… skocz do Biedronki, aaaaa zaraz, zaraz… jeszcze pies… Przytargawszy 7 siat… zasiadam przed… nie kur*a nie przed telewizorem tylko przed garem, a konkretnie pięcioma, szkoda tylko, że palniki mam 4. Ale szukając pozytywów… mam wspaniałą pomocnicę co marchew struga i czarnego, kudłatego strażnika mojej stopy podczas każdego gotowania 🙂 Eh… dzień się kończy, a moja list, choć pokreślona to dalej pęka w szwach.

tyd 23
LEGGINSY DO BIEGANIA www.e-nessi.pl

Ani się nie obejrzałam i mamy już czwartek… fuck… czuję, jakby wczoraj był poniedziałek, a tu nagle czwartek?! Zaczyna się leniwie… potem nabiera rozpędu i koło 15 leci jak szalony. Zaczynało się niewinnie, a w drugiej połowie dnia, poranne lekkie fale przypominały już tsunami. Nie dałam się jednak wyprowadzić z równowagi. Kiedy w tym samym momencie targałam pod pachą fotelik samochodowy, Ola alarmowała, że nie ma dostępu do pliku, Aga pisała, że już czeka w aucie pod klatką, a mąż zostawił zapytanie co u mnie, bo u niego to nuda… to mówiłam sobie w duchu…. jesteś oazą spokoju i nic nie jest w stanie go zburzyć. Wieczorem zaliczony trening Mamy ruszamy. Wpadaj jak masz chęć (Szczegóły) Po treningu odebrałam Baśkę, którą obrabiał wieczorem mąż Oli, bo mój miał akurat jakąś konferencję.
W czwartek powinnam pojawić się w Sportmed na masażu, tylko …hmmm…. tak jakby zabrakło mi dnia. Ale luz… się nadrobi 🙂

tyd 25
KOLOROWE LEGGINSY DO BIEGANIA Z PASEM ROYAL BUTTERFLY

I nadszedł piątek… weekendu początek. Hahaha… weekend. Mój słownik tego słowa nie zna, a ten piątek był wyjątkowo zaje**ny. Jak co dzień poranne standardy… pranie, zmywanie, kawa, komp… komp… komp… 13:00, jak nie teraz to pozamiatane. Mniej więcej od 11:00 trwała walka z samą sobą. W planie 30 kaemów wybiegania. Za oknem ślizgawka, a ja muszę dymać długi trening. To dopiero początek piątkowego maratonu. Wieczorem impreza… i to jaka?! Zwlekłam dupę, oblekam motyle, co by mnie uskrzydliły, walę espresso i zalewam nimi motyle.. kur*** x100, krzyczę w głowie… przebieram dupę, wychodzę.
Każda nóżka w inna stronę. Wściekam się, bo nie mam szans przyśpieszyć. Czym szybciej ogarnę to wybieganie tym szybciej jestem free… to free to tak trochę na wyrost, ale tym szybciej jestem w przedszkolu, bo… no właśnie… O 15:45 dobijam do przedszkola, wyciągam Baśkę za uszy i rura do autobusu, bo stygnę. Prosto z autobusu, umordowana, w tym biegowym ubraniu wpadamy do sklepu, bo na 17.30 Baśka leci na urodziny, a ja bez prezentu. Z ozorem na brodzie wpadamy do chaty… prysznic, szybki makijaż, Baśka się przebiera, wyprowadzam psa, pakuję torbę, prezent i lecimy na bibę. Od momentu kiedy wyszłam na bieganie nie siedziałam. Marzę tylko o tym by poleżeć na kanapie, a tu trzeba trzymać fason przez kolejnych kilka godzin. Kawa… tak ona jest moim ratunkiem. Przeżyłam… wracamy do domu. Niczym mróweczka… kolacja, kąpiel B. i przygotowania na rano.W końcu jutro sobota, nie? Czeka mnie pobudka o 6:30, bo punkt 9:00 Bartek leci Runmageddon, a ja – żona idealna w tym czasie obrabiam psa, dziecko i robię mężowi fotorelację, żeby miał co na Instagrama wrzucać 🙂 … Wieszam pranie, pakuję manatki, po czym… bezwiednie padam na pysk. To był dzień pełen wrażeń…

tyd 22
BLUZA OCIEPLANA COLORED MOZAIC szukaj na www.e-nessi.pl

6:30, budzik drze się jak wściekły, a ja nie mam siły ruszyć nogą. Boli mnie dupa, mam zakwasy na brzuchu i spięte plecy po piątkowym wybieganiu. Świadomość, że to moja “wolna” sobota, a ja muszę wstać ciut mnie paraliżuje. Zwlekam się z wyra, nóżka za nóżką sunę do kuchni. Raz, dwa, trzy i jesteśmy już za Warszawą. Ja próbuję delektować się potrójnym espresso, na kolanach skacze mi pies, Bartek ma nerwa, Baśka buczy, a na tyle mamy dwa obce ludki i nawet nie wypada marudzić. W półprzytomna trzaskam foty, Baśka też. Możecie obejrzeć je TU i TU.
Wpadamy do chaty… W chacie standard… pranie porunmageddońskiego syfu i inne sobotnie obowiązki. Basia dzielnie pomaga. Potem wspólnie przeglądamy zdjęcia. Obróbka, publikacja, trochę pogaduchów z Baśką, kuksańce przy kąpieli i kończy się dzień.

Niedzielę przebumelowałyśmy. W planie była siłownia, ale Baśka nie chciała iść.Nasze aktywności ograniczyły się do spaceru po parku z psem. Żeby nie tracić czasu nadrabiam zaległości. Jak jest okazja to piszę, jak sposobność na prace przy kompie brak to przeglądamy z Baśką szafę. Wywalamy ubrania rok nie noszone, przy okazji kupa śmiechu, przebieranek i całkiem niezłej zabawy. W sumie to tak odpoczywałam w tę niedzielę, że padłam na kanapie o 22:30 i ocknęłam się w nowym tygodniu.


DOŁĄCZ DO WYZWANIA WYROLUJ KILOGRAMY I WALCZ CELLULITEM

wyroluj kilogramy
  KUP TERAZ


OLA:

Po bardzo pracowitym i emocjonującym weekendzie poniedziałek był dla mnie nie lada wyzwaniem. Emocje niestety mało pozytywne. Piątek 13-go lecz nie to już była sobota 14-go. Trzydzieści minut po północy obudziłam się i myślałam, że dalej śnię. Balkon się świecił. Podeszłam, otworzyłam drzwi i ze zdziwienia dalej przecieram oczy. Chyba otrzeźwił mnie kilkunastostopniowy mróz. Nasz balkon płonął. Obudziłam J. i w ruch poszły miski, garnki …. Tak, paliło się. Jarało się na maksa. Udało się. Ogień został zażegnany. Co się stało? Ktoś rzucił niedopałek, który wpadł na nasz balkon. Grunt, że koło 2 nad ranem „prawie” nie było śladu po całym zdarzeniu. Dobrze, że to nie sezon na hulajnogi, bo się wzięły i zchajcowały. Tym pomartwię się za jakiś czas. W głowie ta uporczywa myśl: „dlaczego ja się obudziłam?”.

Wracam do poniedziałku. Dzień tak ustawiony, że miałam zarezerwowany czas na trening. Tylko może by ten czas wykorzystać na kawę na kanapie i dobry film? Takie pokusy czasami wynikają z pracy w domu i braku spotkań na mieście. Wymówki mnożyły się oj mnożyły: zimno, ślisko, babskie dni, zmęczenie, przecież cały weekend pracowałam od rana no wieczora… Ruszyłam i bardzo dobrze zrobiłam. Po solidnym, męczącym treningu, na którym rozjeżdżały mi się nóżki, paradoksalnie energia wróciła. No i ta satysfakcja po treningu. Polecam.

legginsy pro
SPODNIE DŁUGIE PRO szukaj na www.e-nessi.pl

Czasami aby zrobić zdjęcie z/po treningu trzeba się dobrze nagimnastykować. Szczególnie jak wszędzie śnieg. Gdzie tu ustawić telefon? Przecież nie wsadzę sobie w moje kolorowe gacie Nessi selfie sticka. Takie dodatkowe przeszkadzacze na treningu nie są mi potrzebne. Fakt do zrobienia foty by się przydał, do biegania już średnio. Z pomocą przyszła „perełka”. Butelka okazała się idealna aby wspomóc mnie w robieniu zdjęć. W środku było jeszcze z pół browara. Nie, nie wypiłam. Nie wsadzam dzioba gdzie nie trzeba :-P.

butelka

W tym tygodniu też była grana Agrykola i podbiegi. 20, to mało i dużo. W przypadku wbiegania pod górę, to cała wieczność. Staram się wtedy spojrzeć na tę dwudziestkę inaczej. Przecież to tylko cztery razy po pięć. Więc wbiegałam i na paluszkach odliczałam. Jedna piątka, druga piątka, trzecia piątka i potem już z górki. Przypomniała mi się zabawa gdy dzieci były małe „Bawimy, bawimy się wszyscy paluszkami …” ;-). Na ten trening zabrałam słuchawki, chociaż biegam tylko ze swoją głową. Permanentny brak czasu powoduje, że staram się robić rzeczy „przy okazji”. Słuchawki, bo przy okazji słuchałam audiobooka (w ramach dokształcania się). Nawet jeśli nie wszystko wpadło mi do głowy, uważam że to zawsze więcej niż nic. A tak prawie dwie godziny słuchałam i biegałam. Nie ma szans, abym w tak obecnie napiętym grafiku wygospodarowała dwie godziny na oddanie się lekturze.

legginsy czerwone
LEGGINSY RED FEATHER www.e-nessi.pl

Wybieganie miałam robić w piątek z samego rana. W czwartek nie wyrobiłam się z robotą, a terminy gonią. Co tu począć? Tym razem z pomocą przyszła babcia i dziadek. Z okazji ich święta umówiliśmy się na sobotni obiad u nas. Dzięki temu, że dzieci z dziadkami ruszyli w miasto na wspólne spędzanie czasu, my z J. ruszyliśmy na bagatela 20 km. Pewnie niektórych dziwi takie wspólne spędzanie czasu, taka biegowa randka 😉 Wymagało, to spięcia tyłków w piątek. Po powrocie ze szkoły, pracy i chwili odpoczynku, zabraliśmy się za lekcje, sprzątanie, zakupy, gotowanie. W sobotę byliśmy zwarci i gotowi na przyjęcie gości i bieganie. Już zapomniałam jak, to jest wstawać bez budzika. Baaaardzo przyjemnie.

bluza z suwakiem
BLUZA ROZPINANA dostępna na www.e-nessi.pl

Jaka byłam na tym wybieganiu „zaopiekuj się mną”. Ciężko mi, pięta mnie boli, jak jest ślisko, nogi wchodzą mi w dupę, daleko jeszcze, czemu oni nie odśnieżają … Była za mnie niezła jęczybuła. Pewnie dlatego, że miałam do kogo gębę otworzyć. Raczej jestem przyzwyczajona do samotnych treningów. Był to chyba najbardziej śliski trening tej zimy w moim przypadku. Szukaliśmy mniej śliskiej trasy lecz słabo z tym wyszło. Podsumowując, nabiegaliśmy 21 km, a memu mężowi to trochę współczuje towarzyszki marudy ;-). Wpadliśmy do domu prawie w tym samym momencie co dzieciaki z dziadkami. Szybki prysznic i można było cieszyć się rodzinnym obiadem. Pograć w planszówki i próbować się zmieścić w tyle osób na kanapie aby obejrzeć skoki. Wracając jeszcze do obiadu. Bezcenne było zdziwienie mojej mamy: ty to wszystko zjesz? To była dobra sobota.

bluza nessi
BLUZA OCIEPLANA szukaj na www.e-nessi.pl

———————————————————————————————————————————————————-

Chcesz poznać naszą opinię o bluzie kliknij: 👉🏻👉🏻  Termoaktywna bluza do biegania – TEST.

———————————————————————————————————————————————————-

Po sobocie przyszedł czas na wolną niedzielę. Taką powaga wolną. J. z Olkiem ruszyli po późnym śniadaniu podbijać piłkarski turniej, taki męski czas. Ja i Alka zaprosiłyśmy sobie ciocię na kawę i ciacho. Kawa była, ciacho było i dużo rozrywki poruszającej szare komórki. Wcale się nie nabijam. Puzzle, planszówki, spadające małpki, duchy itp. rozruszają ci głowę, aż cię rozboli 😉 Sielanka trwała do południa, no może do 13. Później Alkę zaczęło coś rozkładać. Z tą wielką niewiadomą wchodzę w nowy tydzień. Pewnie wiesz o jakiej niewiadomej piszę. Nie wiesz co przyniesie poranek. Czy wszystko rozejdzie się i zniknie jak wczorajsze ciasto? Czy rano będziesz dzwonić i umawiać wizytę u lekarza? Tylko rano, to już kolejny tydzień i kolejny odcinek.

 

Opis projektu: 100 DNI DO MARATONU

Wsparcie sprzętowe mamom zapewnia NESSI SPORTSWEAR.

Za zaplecze fizjoterapeutyczne, masaż sportowy odpowiada SPORTMED 

 

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

7 thoughts on “#100 dni tydzień 2 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja)

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: