#100 dni tydzień 11 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja)

Jesteśmy o kolejny tydzień bliżej do naszego maratonu. Kalendarz nam się kurczy, a my czujemy jakby na naszych gardłach zaciskały się cudze dłonie. Tej zimy działo się tak dużo. Wychodzi nam brak snu, zalatanie i zapracowanie. Jedna jest pospinana jak agrafka, druga przytarła łydkę. Podsumowując… dwie kuternogi na tartanie.

Poprzednie odcinki „public marathonu”: #odcinek1 przeczytasz: #100 dni tydzień 1 #odcinek2 przeczytasz#100 dni tydzień 2 #odcinak3 przeczytasz : #100 dni tydzień 3 , #odcinek4 przeczytasz: #100 dni tydzień 4 , #odcinek5 przeczytasz: #100 dni tydzień 5 , #odcinek6 przeczytasz: #100 dni tydzień 6  , #odcinek7 przeczytasz: #100 dni tydzień 7 , #odcinek8 przeczytasz: #100 dni tydzień 8  #odcinek9 przeczytasz: #100 dni tydzień 9 #odcinek10 przeczytasz: #100 dni tydzień 10

Za wsparcie naszej drogi na maraton dziękujemy: NESSI SPORTSWEAR oraz SPORTMED oraz TOMTOM.

ILONA:
Macie czasem takie coś, że wstajecie rano, a tu nagle wieczór? Dzień niby coraz dłuższy, a nasza doba coraz krótsza. Za 3 tygodnie mamy maraton, a ja zajechałam łydkę. Nie wiem czy nie załatwiłam jej przypadkiem biegając do przedszkola z psem. Niby wiem, że to nierozsądne, ale jakoś muszę wybiegać tego dzika. Niestety chyba kosztem siebie. Tak dużo wiem na temat asymetrycznego biegania, a mimo to sama je uskuteczniam :(
W tym tygodniu moje bieganie było… szybkie, ale nie tak szybkie jak powinno. Tydzień zaczęłam tartanem. Wyobraźcie sobie poziom mojego wkur**enia. Zrobiłam rozbieganie. Wchodzę na bieżnię. Kręcę kontrolną dwusetkę, żeby przyzwyczaić stopę do tartanu. Złapałam podłoże, zakotwiczyłam stopę, zrobiłam kolejną mocna już 200setkę, a tu mi się wylały ze szkoły 4 klasy gimnazjalistów na WF. I nie tu, że jakieś kopanie w piłkę, tylko oni tego ten… za truchtanie się wzięli. Podkuliłam ogon. W końcu to ich teren. W sumie to mam w okolicy jeszcze dwie bieżnie. I wiecie co? Wszystko zajęte. Wszędzie poczuli wiosnę i szkolne tartany zalane młodzieżą. Z jednej strony bomba, młodzież biega, z drugiej… trening wziął w łeb. Potem treningi z dziewczynami i na kolejne podejście do własnego czasu brakło. W poniedziałek zaliczyliśmy też ostatnie Biegam, bo lubię nocą. Łezka w oku. Z żalu aż nakręciłam dodatkowe kilometry. To chyba był jakiś kiepski dzień na bieganie. Leciałam z naszą drużynową Baśką. Bidula złapała niedyspozycję na trasie. Ja też się nie czułam jakoś wybitnie. Chyba każdego z nas dopada przesilenie. Dobiłam się we wtorek. Upakowałam dzień po brzegi. Rano trzaskałam indywidualne z moimi dziewczynami. Potem prosto na prezentacje stóp. Hihihi brzmi intrygująco? Skocz po szczegóły TUTAJ i dowiedz się co robili nam ze stopami na 4 tyg. przed maratonem. Po badaniu planowałam skoczyć na kawę z Olą… w końcu to moje urodziny… Niestety, dzień był taki, że albo kawa, albo trening. Wybrałam trening. Z wywalonym ozorem wpadłam do domu, ogarnęłam psa i ruszyłam na bieganie. Tracąc życie, poleciałam po psa i rura do przedszkola w ramach schłodzenia. Z dzieciakiem, przypominam to moje urodziny, lecę na urodziny Gabrysia, który świętował wtedy, kiedy ja. Sala zabaw, kulki, szał, głowa mi pęka… Nagle… Moje dziecko ryczy. Ryczy, ale jak… Lezie na czworaka asekurowana przez Zośkę. Stopa wisi, dotknąć nie można. Oczami wyobraźni widzę pogruchotane śródstopie. Ten moment… znacie go? Co robić? SOR czy do chaty? SOR może kończyć się niepotrzebnym gipsem, bo tam chętnie ładują w skorupkę nawet skręcenia. Wzięłam zaryczaną młodo do domu. Obmacałam. Byłam przerażona. Jest tylko jedna osoba, której w takiej sytuacji byłam gotowa zaufać. Mateusz ze SPORTMED. Późna noc, konsultacja przez telefon, diagnoza: CZEKAMY DO RANA! W nocy młoda się budzi i mówi, że boli. Okłady z cold packów pomogły, przespała do rana. Tylko, że rano wstała i nie stała. Krew w żyłach mi zamarzała. Mateusz, ona nie chodzi W odpowiedzi: RTG Nie miałam odwagi jechać na SOR. Na szczęście mamy dobre ubezpieczenie medyczne. Mój mąż dba o takie rzeczy, ja mniej. W momencie gdy w ciągu godziny od wykonania telefonu miałam zaklepaną wizytę u ortopedy dziecięcego, z dostępem do rentgena od ręki to mi ciut poluzowało w żyłce. I teraz najlepsze. Miałam wizytę na cito. Każdy mi pomagał, jak tylko mógł. Pani rezerwująca wizytę, Pani w rejestracji, orto bez kolejki. No dobra na RTG czekałyśmy może ze 20 min. Ale nawet lekarz był tak uprzejmy, że nie czekałyśmy na opis RTG, bo akurat na to trzeba by czekać kilka godzin. Człowiek podskoczył do opisowni, obejrzał fotkę stopy mojego dziecka i powiedział, na czym stoimy. Wszystko szło sprawnie, a mimo to od wyjścia do wejścia do chaty uciekły nam 3,5 h. Nie chciałam sobie wyrażać ile czasu bym kwitła w szpitalu. Grunt, że noga cała. Zalecenie… smarować i odpoczywać. Czytaj… dziecko przez tydzień na pokładzie. Jeszcze szybka konsultacja w Sportmed. Diagnoza Mateusza: Ma chodzić. Ma stawać. No tak nie ma złamania, nie ma pęknięcia to dlaczego ma leżeć. Tylko ten, młoda skakała na jednej nodze, albo dawała na czworaka, a każde dotknięcie śródstopia powodowało, że podskakiwała z bólu do sufitu. Zawzięłam się. Ma chodzić. Tak się zaparłam, że wieczorem dotykała obiema stopami podłogi. W czwartek chodziła samodzielnie na obu nogach.
A czwartek… no cóż, to też był dzień pełen wrażeń. Ranek miał wyglądać inaczej, ale ostatecznie ułożyło się na moją korzyść, tak doraźnie. Potem doturlałyśmy się z Baśką do księgowej. Pięknie szła na swojej zepsutej nóżce. Czujecie to? Wchodzimy do budynku, a tam winda… popsuta. I dawaj matka, ze swoja kuśtykającą łydką, dziecko na plecy i ciśniesz na 5 pięterko. Do chaty przytransportowała nas Ola i chwała jej za to :) Niestety świat zabieganej matki nawet nie przewidział chwili na wspólną kawę. Ja ledwo zdążyłam się oporządzić i do domu wszedł mąż. Zawinęłam kitę i rura na trening, by skończyć o przyzwoitej porze, no bo przecież o 19.00 to ja już muszę być na Mokotowie na naszym treningu drużynowym. Piątek był sielankowy. Bez pośpiechu, dziecko w domu, więc pełen luz. Zero spotkań, zero treningów, ale też zero kasy. O 13.00 wpadła Ola z dzieciakami. U niej też było inaczej, bo dzieci strajkowały razem z nauczycielami, więc pełen chata. Połączyłyśmy siły i była okazja na wypicie kawy na balkonie. Powoli, jak ludzie. W sobotę nastał weekend! Rano wyrzuciło nas na stadion AWF. Pierwsze w tym sezonie zajęcia Bbl. Było tak cudownie. Było nas dużo, było wesoło, tak spokojnie. I na tym spokój by się kończył. Po zajęciach rura na kurs. Zapewne już wiecie, że robimy z Olą kolejny kurs. Tym razem będziemy Panie od hopsanek skakanek, czyli instruktor fitness. Skocz po szczegóły TUTAJ. W niedzielę byłam już dobrze zajechana. Pogoda była piękna. Wyskoczyliśmy sobie na spacer całą rodziną. Było idealnie. Mimo napiętego grafiku, mimo tego, że Baśka była większość tygodnia w domu, to był to bardzo wyjątkowy weekend. Nie wiem jak udało mi się mimo przeciwności losu upchnąć tak wiele w ciągu zaledwie kilku dni. Ba, było nawet spokojniej niż wcześniej. Zmiana czasu? A może fakt przeładowania tygodnia zmobilizował mnie do jeszcze większej organizacji. Może pogoda i świeże powietrze podziały na mnie pozytywnie?

OLA:

Nawet nie wiecie jak szybko mija każdy tydzień, mam wrażenie, że dopiero zamknęłam laptopa kończąc opisywać poprzedni. A tu już kolejny się skończył, a następny w toku. Wiosna nastała, dzień dłuższy lecz ta doba się jakoś nie rozciąga 😉

Łapię się na tym, ze muszę zajrzeć do kalendarza i do aplikacji MySports TomTom aby załapać, który to tydzień mam właśnie na tapecie. Już mi trybi, więc piszę…

TOMTOM SPARK 3 CARDIO http://ttsports.pl/

Poniedziałek już od wtorku poszukuję kota…. Tak się trochę czuję po weekendzie w ProgreS z moimi uczniami dietetyki. Bardzo lubię lecz nie zmienia to faktu, że wymaga ode mnie dużo energii, zaangażowania i czasu. Wyjście w poniedziałek na trening jest potrzebną odskocznią od weekendu za szkolnym biurkiem. W planie bieżnia i odcinki 0,5 km. Założenia jak dla mnie wygórowane, w sumie na tym polega trening. Ma być krokiem do celu. Ostatnio postanowiłam nie myśleć o treningach, tylko przebierać nogami. Sprawdza się, polecam. Poszłam i to zrobiłam. Takie sytuacje mnie bardzo zaskakują. Jak to możliwe? Przecież ja nie biegam tak szybko? Widzę co pokazuje zegarem, lecz nie rozumiem jak to się stało, że się udało 😉 Wieczorem ostatnie BiegamBoLubię NOCĄ. Wyjątkowo ruszyłam autem. Dlaczego? Prosto z BBL ruszyłyśmy z Iloną do Polskiego Radia, Byłyśmy gośćmi audycji dla rodziców „Wychowanie przez sport”. Start 22 do 23. Po występach publicznych w chacie byłam koło 24.

Domyślasz się, że poranek we wtorek nie należał do najłatwiejszych? Poza pracą i standardowymi obowiązkami zaplanowane badanie stóp. Tak stóp (więcej przeczytasz FootMedica Klinika Zdrowej Stopy ) Poziom mojego chyba przemęczenia, rozkojarzenia był ogromny. Co było tego oznaką? Widziałam się z Iloną, wtorek to był dzień jej urodzin, miałam dla niej prezent i zapomniałam. Zapomniałam złożyć jej życzeń! Dzwoniłam do niej gdy wróciłam już do domu. Jak mi było cholernie głupio i przykro, że wyleciało to z mojej głowy. Wiem Ilona to zrozumie, nie zmienia to faktu, że czułam się z tym źle.

O naszej wizycie przeczytasz: Klinika Zdrowej Stopy

Środa powinno być bieganie, a ja czułam jakąś ogólną niemoc. Aby nie tracić przyjemności z biegania, rzuciłam okiem na kalendarz i doszłam do wniosku, że jak poprzestawiam treningi świat się nie zawali. Dlatego dzielnie zmagałam się ze światem maili, ofert i wypuszczałam jadłospisy w świat.

Czwartek bieganie zaplanowane o poranku, trochę inaczej niż zwykle. No ale jak się nie ma co się lubi i się grzebie w planie tygodnia, to się lubi co się ma. Pierwsze kilometry, noga boli, dokładnie poślad i udo. Myślę rozbiega się. Wpadam na bieżnię, do zrealizowania kilometry w narastającym, określonym tempie. Pierwszy, najwolniejszy po założeniach lecz noga nie puszcza. Przerwa wypoczynkowa. Wjeżdża drugi, nogę czuję dalej i to jakoś tak bardziej. Przerwa wypoczynkowa. 3 km kolejne 5 s szybciej wjechało. No a ból dupy też podskoczył na skali przynajmniej o 5. Szybka konsultacja telefoniczna z trenerem. Kończymy i się widzimy. Powrót do domu w bardzo wolnym truchcie i milion myśli, że się wzięło i zesra…. Tyle przygotowań, do maratonu już tak niedługo… Wieczorem wizyta w Sportmed. Diagnoza? Sulej-Dąbrowska wzięła i się spięła. Plecy, klatka…. tak przecież ja jestem perfekcyjna, przejmująca się wszystkim i wszystkimi. Po co odpuścić jak można się zajechać? Oooo albo jeszcze inna dyscyplina, w której czuję się jak ryba w wodzie „martwienie się na zapas”. Znasz? Też jesteś w niej dobra/dobry? Nie, to nie bieganie wzięło i mnie popsuło, to tak szeroko rozumiane życie mnie przygniotło.

Piątek. Miałam próbować, chociaż w szkole postanowili strajkować 😉 Jarek na urlopie, który potem okazał się dniem w pracy, więc miałam możliwości aby sprawdzić, co w nodze piszczy? Po porannym śniadaniu, krzątaniu, pełna nadziei wciągnęłam kolorowe legginsy …. Truchtam w kierunku bieżni. Trochę boli, no ale jak już się ubrałam, to sprawdzę jak będzie dalej. Dobiegłam na Agrykolę. Próbuję ponownie wczorajszy trening. Po pierwszym kilometrze boli. Czemu nie schodzę? Bo boli zupełnie gdzie indziej niż wczoraj. Próbuję zrobić drugi kilometr. Robię go szybciej, a noga bardziej daje znać o sobie. Bardzo, bardzo niepocieszona, wręcz przybita wracam do domu. Nie myślę, przynajmniej się staram bo łzy same napływają mi do oczy. Szybki prysznic, pakowanie i w ramach strajku szkoły ruszam z dzieciakami do Ilony, kuśtykającej Barbary i psa Carbo na Bemowo. Jak wspomniałam, u Jarka coś tak wpadło czy wypadło lecz musiał ruszyć do biura, to my ruszyliśmy w gości.

Weekend był bardzo zapchany, jak już wspomniała wyżej Ilona. Tak czy siak w mojej głowie milion myśli i ta jedna najbardziej uporczywa CO Z MOIM STARTEM?


CHCESZ KUPIĆ ZEGAREK TOMTOM?

skorzystaj z KODU RABATOWEGO: MamyRuszamy75_TTsports
www.ttsports.pl

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:
iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

8 thoughts on “#100 dni tydzień 11 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja)

  • Pingback: #100 dni tydzień 12 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja) – Mamy ruszamy

  • 26/04/2017 at 11:37
    Permalink

    Jak sie sprawdza Wasz tomtom? Przymierzam sie do kupna, slyszalam duzo opinii ze spoko aplikacja właśnie i mam pytanie, bo widze, że macie tego cardio, a testowaliscie moze te opcje z muzyką? Chodzi mi o to ile trzyma bateria i takie tam 😉

    Reply
    • 26/04/2017 at 12:25
      Permalink

      Za kilka dni ukaże się recenzja tego zegarka, więc bądź czujna. Jesteśmy z niego zadowolone.

      Reply
    • 26/04/2017 at 12:28
      Permalink

      My jesteśmy zadowolone. Za kilka dni będziemy wrzucać szczegółowy test, więc bądź czujna

      Reply
      • 31/05/2017 at 23:16
        Permalink

        Hej, jest już test? 🙂 Ja niedawno kupiłam Toucha – może coś o tym zegarku? Jakieś tipy itd. Widziałam że ma mnóóóstwo funkcji gdzies tam ukrytych, ja na razie używam do takich zwykłych rzeczy jak spacer czy jogging. W końcu zaczełam się ruszać, ale jak tak na niego patrzę (zegarek) to chce mi się porobić coś więcej 😀

        Reply
        • 21/06/2017 at 12:06
          Permalink

          Ja Ci moge napisac parę słów o Touchu: polecam sprawdzić wszystkie funkcje, bo naprawde wszystkie są przedatne, to nie tylko takie zapychacze. Tryb multisportowy, analiza składu ciała (wykonuj ją rano). fajny też jest czujnik tętna – idziesz na fitness czy na siłownię, nie tylko do biegania się przydaje. Powiadomienia, monitorowanie aktywnosci w aplikacji. Duzo zalet, a wad nie odnotowałam :D. I długo wytrzymuje pracując na baterii. Ja polecam szczerze.

          Reply
    • 26/04/2017 at 12:39
      Permalink

      ja mam opcję z muzyką i jestem zadowolona, działa bez zarzutów. w zestawie wzięłam ze słuchawkami na bt

      Reply
    • 08/08/2017 at 12:19
      Permalink

      Mój sprawdza się idealnie, mam Spark 3 Cardio + Music i jestem zadowolona zarówno z opcji muzyki jak i pomiaru tętna 🙂

      Reply

Twoja opinia jest dla nas ważna. Co o tym sądzisz?

%d bloggers like this: