#100 dni tydzień 1 – droga Mamy ruszamy na maraton (relacja)

Decyzję o przebiegnięciu martonu podjęłyśmy jakiś czas temu, ale na to, że Wam będziemy pisać o naszych przygotowaniach zdecydowałyśmy się w ubiegłym tygodniu.
Dlaczego zdecydowałyśmy się na „PUBLIC” maraton?

Wielu z Was nas pyta: jak jest? jak idzie? My nie lubimy w koło powtarzać tej samej historii 🙂
A tak serio, serio zdecydowałyśmy się na „PUBLIC” maraton, aby pokazać Wam jak to u nas wygląda. Przez kilka najbliższych miesięcy zobaczyć słodko – gorzką stronę Mamy ruszamy. Trochę emocji, które do tej pory starałyśmy się dozować, bo co kogo obchodzi to na co się wku…wiamy, albo co nas cieszy. W sumie okazuje się, że jednak kogoś obchodzi 🙂

Poza tym dlatego, że gdy rok temu przebiegłyśmy maraton, posypały się od Was pytania: o to może i ja przebiegnę maraton? Nie chciałyśmy wtedy nikomu odradzać zmierzenia się z królewskim dystansem, teraz też tego nie chcemy. Przecież naszym zadaniem jest „ruszanie” a nie zatrzymywanie. Tylko w maratonie nie chodzi tylko o 42 km w dniu startu. Maraton, to głównie godziny spędzone na treningach, wybory dokonywane w trakcie okresu przygotowawczego, planowanie, pogodzenie pasji z życiem codziennym, pot i łzy, radość i satysfakcja …

Tak czy siak jedziemy z kosksem.

ILONA:

Ten tydzień to była jakaś totalna katastrofa. Roboty po kokardę, ciągłe wrzutki. Mąż po usunięciu 8. Chorował po męsku. Pies zaczął ząbkować, bo wymienia zębiszcza na nowy garnitur, a w przedszkolu mojego dziecia pokazały się wszy. Tak kur… w XXI wieku WSZY! Do tego cała fura wydarzeń, które wymagają akcji reakcji.

Ch…owo było już od poniedziałku. Wyszłam na trening. Wchodził mi na maksa. Pierwsze odcinki właściwego zwiastowały, że mimo zarąbanego weekendu, będzie ogień. Do 5 odcinka. Piąty był wyjątkowo długi. Napierdzielam, napierdzielam, czujecie to?  Tracę dech, mój zegarek powinien pipczeć, że już przerwa, ale on nie pipczy, a ja biegnę, biegnę, tracę życie. No do cholery myślę, co jest? A ten skurczybyk zamarzł. Ja tu walczę o życie a on zamarzł, no…
Bez ostrzeżenia się wyłączył i w sumie to dziękujemy… po treningu. Nie miałam ze sobą alternatywy. Telefonu, stopera… z drugiej strony już i tak nie po planie. Odcinek za długi, przerwa z czapki… dziękujemy! Jedyne co mogłam, to oszacować okiem odległości i nabić chociaż trochę pustych kaemów na nowy tydzień. Tak też zrobiłam, natrzepałam ile wlazło, by mi złość przeszła.

maraton 2017
BLUZA ROZPINANA AZURE CRYSTALS PRO znajdziesz na www.e-nessi.pl

Aaaaa na mojej poniedziałkowej trasie biegowej mam stałych wielbicieli. Choopaki z budowy dzięki za doping! Kilku chłopa co mi trzaska oklaskY na każdym szybkim odcinku dodaje pary jak mało co.
Pozdrawiam też panów co tirami dają po S8. Te Wasze rytmiczne potrąbiwajki… hihihih… myślałam, że to nie te czasy, żeby za mną auta trąbiły 🙂 No, ale cóż… w kolorowych gaciach Nessi widać mnie z daleka 🙂

W tygodniu trafiły się też podbiegi. Poszłam latać po Moczydle. Wyślizgane tam na maxa. To był chyba najbardziej wymagający trening w ostatnim czasie. Nóżki rozjeżdżały mi się jak śwince na lodzie. Ale weszło jak trzeba. Co prawda dupa mi odpadała, udziska piekły, a palce u rąk przestały się poruszać, to żem była z siebie dumna. Po planie, panowie i panie! Gorzej było po… Weszłam na klatkę, słyszałam mojego psa jak wyje po drugiej stronie drzwi, bo mocz uderzał mu do głowy, a ja nie mogłam się dostać do domu. Moje paluszki nie mogły przekręcić klucza. Sąsiadka spojrzała na mnie kątem oka… „wszystko, ok?” Tak dam sobie radę odpowiedziałam. Nie wiecie jaką miałam motywację, by wreszcie dostać się do domu… Gdyby nie sąsiadka, to bym raczej posiedziała dłużej pod drzwiami i się ochuchiwała.

maraton 2017 2
BLUZA OCIEPLANA COLORED MOZAIC III znajdziesz na www.e-nessi.pl

Najgorszy był piątek. Szykowałam się na długie wybieganie. Miało być daleko i szybko… Wyszło? Tak chu…owo jak w poniedziałek. Moje 30 kaemów skurczyło się do 21. Dzień mi się skurczył, wszystko mi się skurczyło. Wychodząc z domu wiedziałam, że muszę wrócić do 11:15. Choćby minuta spóźnienia zadziała jak lawina z domino i wszystko pójdzie się… jeszcze bardziej. Wyszłam z domu i ruszyłam przed siebie… leciałam ile się dało na dany moment, pogodę i warunki. Nabiegałam połówkę. Dużo za mało, ale… albo tyle albo nic. Tak mi było żal, trening mi wchodził aż miło. Noga podawała. Nawet śnieg, miejscami na pół łydki, mnie nie ruszał. Schodziłam z treningu ze łzami w oczach. łzami złości, żalu, a może łzami niemocy…
Po treningu znów dopadł mnie ból w okolicy podzębowej. Kolejne wybieganie i kolejny ból. Tydzień temu, myślałam, że to jednorazowa akcja. Biegłam długo, biegłam szybko, daleko poza swoją strefą komfortu. Suszyłam gołe dziąsła na mrozie. Potem czułam mega rwanie w szczękach. Może leciałam na szczękościsku, może było za zimno? Cierpiałam kilka godzin. Cymbał mnie napieprzał, a tu trzeba żyć dalej… obiad, kolacja, zakupy, przedszkole, pranie… przecież samo się nie zrobi.
Przy tym wybieganiu było mniej boleśnie. Było też bliżej kilometrażowo, ciut wolniej i zdecydowanie cieplej. Wnioskuję, że podczas długich wybiegań, kiedy temperatura zjeżdża zdecydowanie poniżej zera i wind okłada mnie po pysku, dochodzi do wyziębienia i stanu zapalnego. Stąd ból. Muszę ten temat głębiej rozkminić i skutecznie go wyeliminować.

Cały ubiegły tydzień był koszmarny. Skończył się dopiero wczoraj. Weekend zapakowany na całego. Sobota i niedziela w szkole, z tym, że teraz to nie ja się uczę, ale uczę innych. To dodatkowy stres, masa przygotowań i ogromna odpowiedzialność, ale przede wszytskim bardzo intensywnie zajęty czas. Po 10 godzinach zajęć praktycznych w niedzielę gotowa byłam paść na twarz. Żeby jednak nie stracić zupełnie wieczoru to paznokcie sobie zrobiłam. Z nowymi postanowiłam zacząć kolejny tydzień.

Skoro wszystko Wam już piszę to postanowiłam chociaż wyciągać wnioski.
To był bardzo trudny tydzień. Wy przeczytaliście zaledwie kilka % całości. Ja wszystko widzę trochę szerzej. Dziś wiem, że nie mogę zbyt optymistycznie planować swojego czasu. Mam tendencję do wypełniania kalendarza po brzegi, a nawet z górką, a kiedy coś się sypnie nie mam z czego łatać całości. Przeładowany kalendarz, aż prosi się o lawinę. W tym tygodniu miałam takich lawin chyba ze 20. To co władowałam na jeden tydzień, każdy rozsądny człowiek władował by na 2, a w korpo nawet na trzy.
Ale są też pozytywy. Zrobiłam kupę roboty. Zdecydowanie więcej niż przeciętny człowiek w tydzień. Poruszyłam wiele tematów, niektóre nawet zamknęłam. Moja dynia pulsowała od pomysłów. Nie mam kiedy ich zrealizować, ale są spisane na karteczce i czekają na swój czas. Żeby mi tylko ktoś karteczki nie podpier…. bo będą kłopoty 🙂
W ten tydzień wchodzę z nowym planem i z większą elastycznością. Ustawiam priorytety i staram się mocniej spinać dupę i wytłumaczyć sobie, że nie wszystko musi być super perfekcyjne.
A teraz spierdzielam na trening 🙂

maraton 2017 3

OLA:

PONIEDZIAŁEK 09.01.2017:

W Warszawie o 6:00 -8, 5:30 dzwoni budzik. Wstawać czy nie wstawać? Oto jest pytanie. 5:40 zwlekam się z łóżka, bo jak nie teraz, to dziś treningu nie zrobię. W poniedziałek jak to w poniedziałek, szczególnie po długim weekendzie: skrzynka mailowa wybucha, telefon się urywa, messenger na FB pipka i pipka… Do 15:00 mam mieć zrobiony trening, popracować, przyda się wpaść na jakieś zakupy, kilka razy (chociaż w tym temacie coraz lepiej) wyskoczyć z psem na siku… Dlaczego 15? Wtedy odbieram dzieciaki ze szkoły, w poniedziałki mają o 16 zajęcia teatralne, które bardzo przypadły im do gustu. Jedni wiedzą inni nie, pora może nie jest najszczęśliwsza dla organizmu ze względu ogólnie mówiąc na hormony. Kortyzol i te sprawy… Niestety w życiu jak to w życiu, często wybieramy mniejsze zło. Tak więc jeszcze w półśnie wciągnęłam na tyłek energetyczne legginsy i ruszyłam w ciemność. Zaczynałam było ciemno, kończyłam nadal było ciemno. W planie szybie minutki. Czemu te dwie minuty ciągną się i ciągną, a przerwa wypoczynkowa trwa tak krótko?

maraton 2017 5
BLUZA ROZPINANA AZURE CRYSTALS PRO znajdziesz na www.e-nessi.pl

ŚRODA:

W Warszawie znowu „piździ”, Podbiegi. Agrykola, chyba jedna z bardziej obleganych warszawskich „górek”. W trakcie rozbiegania wspominam ile czasu rok temu trenując do maratonu na niej spędziłam. Niektórzy mawiają „jest ryzyko jest zabawa” lecz postanowiłam, że ja to ryzyko chcę zminimalizować i będę sumiennie trenować. Jako żona, matka dwójki dzieci, posiadaczka psa i kredytu na mieszanie na ryzyko związane z pasją nie za bardzo chcę sobie pozwolić. A jak mawia Ilona na metę chcę wpaść jak królowa, otrzepać się z kurzu i pójść ze wszystkimi na zasłużony obiad.

Stanęłam na dole Agrykoli i sobie patrzę, przecież nie będę NARZEKAĆ, ŻE JEST pod górę KIEDY zmierzam NA START MARATONU (w oryginale „na szczyt”). Po 17 podbiegu, zbiegając mijała mnie jakaś miła dziewczyna. Dlaczego miła? Z troską zapytała: czy wszystko w porządku? Z uśmiechem (tak mi się zdaję, starałam się na ile sił mi starczyło) odpowiedziałam: jest ok. Po 18 podbiegu ona dalej wchodziła na górę. Widząc jej zaniepokojony wzrok, powiedziałam jestem po 18 podbiegach proszę się nie martwić. Lecz ona wiedziała o co biega. Zapytała czy 200 m i pożyczyła powodzenia.

W trakcie schłodzenia pomyślałam, strzelę sobie fotę. Zdjęcie udało się zrobić lecz telefon po, padł. Nie wytrzymał mrozu. Dobrze, że ja nie jestem taka delikatna jak on.

maraton 2017 4
KOLOROWE LEGGINSY Z PASEM TWIG znajdziesz na www.e-nessi.pl

PIĄTEK:

Po planie miało być długie wybieganie. Tylko długie wybieganie ma jedną maleńką wadę, jest DŁUGIE. Nie chodzi mi o brak sił lecz o czas. Jak je wcisnąć. Przecież potrzebuję 2 godziny na trening, po którym potrzebuję prysznic, jedzenie… Minimum 3 godziny. Pomyślałam, poprzestawiałam, poukładałam. I co z tego? Moje „występy” na mieście skończyły się grubo po 18, a przecież o 17 to ja miałam być już w domu. Wściekła i głodna wracałam do domu. Treningu nie będzie, przecież nie urodzę tych brakujących 2 godzin.

SOBOTA:

Od 8 rano w pracy. Czyli budzik jak co dzień dzwoni. Oj marzą mi się takie dni bez budzika. Dla nie wtajemniczonych tak się wzięło i porobiło, że niektóre weekendy spędzam w szkole (Ilona też), tylko po tej drugiej stronie barykady. Lecz nie o tym tu teraz. Aby moje szanse na sukces w temacie treningu były realne umówiłam się z Anką (koleżanką z drużyny Mamy ruszamy). Przecież jak się z nią umówię to jej nie wystawię. Tak się stało. Zmęczona po całym tygodniu i intensywnym dniu po 17 ruszyłam, właściwie ruszyłyśmy. Wartością dodaną do mojego treningu był fakt, że Ania zrobiła tego dnia swoje pierwsze w życiu 20 km. Fajnie jest uczestniczyć w czyimś pierwszym razie.

maraton 2017 6

Pomiędzy dniami biegowymi był jeszcze wtorek, czwartek i niedziela. Dzieci, dom, pies, praca, zakupy, szkoła… To wszystko by mi się nie udało gdyby nie wsparcie i zrozumienie mojego Jarka. Bez tego to bym sobie mogła …. pomarzyć o spełnianiu marzeń. Ten tydzień łatwy nie był. Kolejne raczej też nie będą. Lecz aby było IDEALNIE nie musi być PERFEKCYJNIE.

Opis projektu: 100 DNI DO MARATONU

Wsparcie sprzętowe mamom zapewna NESSI SPORTSWEAR.

Za zaplecze fizjoterapeutyczne, masaż sportowy odpowiada SPORTMED 

 

Dołącz do grupy aktywnym mam na FB:

cropped-mamy-ruszamy-projekty-proArte-Marta-Machalewska-Maciej-Mech-www.studio-proarte.pl_.jpg

Instagram, tam też jesteśmy:

iloolo11169053_10205109642593257_978717547_n

Ilona, mama, trener

Mama Basi, trener personalny: - instruktor lekkoatletyki - instruktor kulturystyki - instruktor fitness - trener Blackroll - trener TRX - trener PFS - trener Boot Camp

%d bloggers like this: